Dziennik podróżnika: Almanan - Don Rien

2020-08-07 04:15:59

Gdzie mieszkają elfy? W Romen – Dorze! Jest to pierwsza odpowiedź, którą zazwyczaj usłyszeć można od persony przypadkowo zagadniętej na ulicy. Niewielu pamięta o Almananie, nieco na uboczu naszej cywilizacji. By przywrócić świadomość elfiej obecności również na dalekim południu, prezentujemy krótkie sprawozdanie z podróży po tamtej malowniczej krainie.

Wiosenna pora jest chyba najlepszym czasem, by w takie podróże się udać. Z początku przekraczając granicę państwa i wchodząc w gęste puszcze, będące elfim domem, można czuć się osaczonym. Rzadkością są tutaj rozległe po horyzont polany. Po pewnym czasie nabiera się jednak przyzwyczajenia.

Przyznać trzeba, że tutejsze mieszkalne dęby potrafią zrobić wrażenie, nawet jeśli widziało się już wcześniej podobne, mieszczące się w Dol Velen. Pewnie jest to efekt umiejscowienia ich w totalnej głuszy, gdzie nikt nie spodziewałby się takiej architektury.

 

 

Celem mojej podróży była stolica państwa: Don Rien, sławna wśród tubylców ze swojej niecodziennej flory. Właśnie gdy nabierałem już pewnych przyzwyczajeń i krajobraz dokoła zdawał się niemiłosiernie monotonny, zauważyłem pierwsze oznaki zbliżania się do stolicy, o których wcześniej mnie uprzedzono. Liście drzew pokrywał meszek, tworzący srebrzysty nalot na ich powierzchni. Im bliżej stolicy, tym więcej podobnych objawów mogłem dojrzeć: źdźbła traw, ściółka, a nawet niektóre kwiaty i kora drzew (nawet mieszkalnych dębów) traciły swe oryginalne kolory na rzecz popielatej poświaty. Wchodząc na wzniesienie, na którym mieści się stolica, miałem wrażenie, że zbliżam się do centrum, do jakiejś tajemnicy, którą będę mógł zgłębić. Niecierpliwiłem się. Coraz więcej mieszkalnych drzew wznosiło się dokoła, aż w końcu dotarłem do serca stolicy. Amne Atar stał przede mną: piękny i okazały na samym środku placu tętniącego życiem. Nie mogło być mowy o pomyłce. W tej chwili zrozumiałem dlaczego mówi o nim nawet hymn państwowy Almananu. Trzeba udać się w to miejsce i zobaczyć na własne oczy, by zrozumieć i docenić urodę tego miejsca.

Postanowiłem zbliżyć się i spróbować wejść na wyższe piętra drzewa. Nie udało się to ze względu na nadgorliwych strażników, którzy domagali się dowodów, że któryś z rezydujących tutaj urzędników mnie oczekuje. Niestety żaden nie oczekiwał, ale w zamian oddelegowano jednego z gisirów (tak zwą tutaj strażników), by oprowadził mnie po mieście, wskazując jego najważniejsze elementy. Z radością przystałem na taki obrót spraw.

Pierwszym miejscem, do którego zabrał mnie mój przewodnik był rynek. Bazary jednak nie różnią się chyba w żadnej części świata. Gwar, tłok i mnóstwo towarów, czekających tylko na zmianę właściciela. Na tle tego zgiełku wyróżniał się jeden statyczny dąb, który wzbudził mą ciekawość. Zapytawszy mego przewodnika co się w nim mieści, dowiedziałem się, że jest to tutejsza uczelnia i biblioteka. Miałem ogromną chęć dostania się przynajmniej do środka tego dębu, ale strażnik kolejny raz wybił mi to z głowy, twierdząc, że jest wiele ciekawszych rzeczy do zobaczenia w mieście. Uwierzyłem i nieco rozczarowany ruszyłem za nim dalej.

Następnym etapem zwiedzania okazały się wojskowe koszary. Co prawda znowu nie mogłem przyjrzeć się wszystkiemu z bliska, ale pierwszy raz widziałem trening fechtunku na takiej wysokości. Strażnik nawet próbował mnie namówić, bym zmierzył się z nim w walce, ale czując tu jakiś podstęp, zgrabnie wywinąłem się zmyśloną kontuzją barku.

Pierwszym miejscem, gdzie wpuszczono mnie bez zasłaniania się szeroko pojętym bezpieczeństwem były stajnie. Piękne i zadbane wierzchowce były właśnie karmione, kiedy pojawiłem się tam wraz ze strażnikiem. Pozwolono mi odbyć krótką przejażdżkę na jednym z ogierów pod okiem mojego opiekuna. Ani się spostrzegłem, kiedy dzień dobiegał powoli końca. Strażnik zaproponował, że pokaże mi jeszcze jedno z ważniejszych miejsc w stolicy. Zgodziłem się w ciemno, nie mając pojęcia dokąd mnie prowadzi.

Świątynia Athiel jest chyba jedynym budynkiem w całym mieście wzniesionym z kamienia, z białego kamienia! Dzięki temu mimo swojego odmiennego stylu, dobrze wpisuje się w panoramę miasta. Świątynia zbudowana na planie trójkąta przywitała mnie bogato zdobionym w gwiazdy portalem. Niebieskawe światło, wpadające przez sklepienie w postaci witraża z wyobrażeniem nocnego nieba, usłanego gwiazdami, powoduje, że mimowolnie już po pierwszych krokach spojrzałem w górę, by podziwiać to szklane arcydzieło. Samo wnętrze również przypominało rozgwieżdżony firmament. Przy głównym ołtarzu było mnóstwo udrapowanych tkanin w kolorze granatu, na których tle wyeksponowano kryształowy lampion na cześć Athiel. Przysiadłem na jednej z ławek z tyłu świątyni i chłonąłem ten widok, zupełnie niechcący odbywając pierwszą modlitwę do tego bóstwa.

Przed zmrokiem opuściłem miasto, dziękując strażnikowi za pokazanie mi najważniejszych jego zakamarków. Zapewne wrócę tam, uprzednio umawiając się z jednym z urzędników, by mieć możliwość wejścia na Amne Atar i obejrzenia stolicy z nieco innej perspektywy.  

Sobenna

Wróć do strony głównej