Ordo Occultus - wywiad z Rymanem de Lettenhove

2020-08-07 04:01:44

 

Ordo Occultus. Co oznaczają dokładnie te słowa? Jakie jest ich przesłanie? I w jakich okolicznościach narodził się zamysł, by Ordo Occultus powstało?

Ryman de Lettenhove: Ordo, czyli Zakon. Nazwa nawiązuje do protoplastów naszej organizacji, czyli grupy cesarskich lojalistów działających przeciwko Daakarskim okupantom. W ciągu wielu lat struktura organizacji była poddawana wielu zmianom. Dopiero około sześćset lat temu powstało Ordo w mniej więcej obecnej formie, jednak dalej działało w innych branżach, niż dziś.

Daakarscy okupanci na szczęście są już tylko złym wspomnieniem przeszłości. Cesarstwo i państwa ościenne nie prowadzą żadnych wojen. Na czym obecnie skupia się Ordo?

Ryman de Lettenhove: Obecnie zajmujemy się utrzymywaniem porządku na terenie księstwa Tenshavar oraz zwyczajowo badaniami nad różnego rodzaju technologią, magazynowaniem i spisywaniem starych ksiąg i tak dalej. Ordo zajmuje się także kilkoma innymi dziedzinami, jak zrzeszaniem wszelkiej maści magów, naukowców [uczonych] czy rzemieślników. Mogę powiedzieć tylko tyle, że zakon może poszczycić się równą lub większą ilością "mózgowców" niż najbardziej prestiżowe uniwersytety Vanthii czy Amarth. Niektórzy z nas w końcu właśnie tam się uczyli.

Poszukiwanie wiedzy, dążenie do niej to jeden z Waszych celów. Ale w swych szeregach, z tego, co słyszałem, jest także sporo wojowników. Czy Ordo Occultus jest zbrojnym ramieniem księstwa Tenshavar? Wchodzi w skład armii Diuka czy jest to osobna oryginalna formacja?

Ryman de Lettenhove: Jako, że Ordo obecnie jest finansowane i działa na rzecz Diuka - czyli właściwie mnie samego - można śmiało powiedzieć, że jeden z jego oddziałów (Eques) wchodzi w skład armii księstwa. Przynajmniej na chwilę obecną. Nie są oni jednak oficjalnie przypisani jako siły zbrojne Tenshavar i organizacja nie jest de jure zobowiązana do uczestniczenia w wojnach księstwa czy Cesarstwa, co nie znaczy, że tego nie robi. Mieszkańcy okolicznych wiosek czy miast znają Ordo właśnie z jego wojskowej branży, która poza działaniem jako pełnoprawna formacja heraldycznego rycerstwa, zajmuje się także między innymi tępieniem potworów, bandytów oraz ściganiem przestępców na terenie całego Cesarstwa oraz kapituł w określonych rejonach innych państw. Oczywiście, nic za darmo - wyznajemy zasadę, że kiedy umiesz robić coś dobrze, oczekuj za to zapłaty. A człowiek, który ma obiecaną zapłatę za pracę, na pewno bardziej się postara ją dobrze wypełnić, niż ktoś, komu kodeks nakazuje robić to wręcz jako wolontariusz.

Walka z bestiami czy łapanie złoczyńców niosą za sobą spore ryzyko. Czy była jakaś szczególnie trudna misja do wykonania? Jakiego gatunku bestie są najtrudniejsze do zabicia?

Ryman de Lettenhove: Miesiąc temu dostaliśmy wieść, że we wsi niedaleko granicy z Irimgardem, zalęgł się na cmentarzu zombie, upiór czy coś w ten deseń. Zazwyczaj właśnie w taki sposób dostajemy kontrakty na różne roboty. Wysłaliśmy tam zwyczajowo trzech Equesów - dwóch pełnoprawnych i jednego na szkoleniu - do zajęcia się sprawą. Na miejscu porozmawiali z wieśniakami, dostali opis bestii, gdzie ostatnio była widziana, ustalili zapłatę za wykonanie zlecenia i tak dalej. Jak się później okazało, nie był to zombie ani upiór, tylko chędożona strzyga. "Cztery łokcie wzrostu, przypominała baryłę piwa, morda od ucha do ucha, pełna zębów jak sztylety, czerwone ślepia i rude kudły."

Można powiedzieć, że nie tego się spodziewali. Przy pomocy tutejszego łowczego zastawili kilka pułapek w lesie. Jeden człowiek poszedł na "przynętę" i ją wypłoszył z leża. Dwaj rekruci czekali razem z leśniczym i wyszło na to, że po krótkiej "przebieżce" przez las, trwającej około czterdziestu minut, nasza strzyga wpadła w wilczy dołek, kończąc nie-żywot z przebitym bebechem i odrąbaną głową. Leśniczego sprowadzili nie tylko po to, aby asystował im przy rozeznaniu w terenie - jegomość posiadał ze sobą, jak na leśniczego przystało, róg służący za sposób wydawania różnych komunikatów na dalekie odległości. Z racji tego, że strzygi nie cierpią niskich, głośnych dźwięków, nasi dzielni łowcy bestyji wykorzystali tą szczęśliwą zbieżność do oszołomienia potwora. Sołtys sprawił sobie z jej skóry wspaniałą ozdobę nad kominek, czerep powiesił nad kominkiem.

Trudność pozbycia się bestii zależy od kilku kategorii, które ciężko określić czy opowiedzieć na sucho. Nasi ludzie są przyuczani wiedzy o wielu z maszkar, na jakie mogą natknąć się podczas wypełniania zlecenia, jednak niemożliwym jest wiedzieć wszystko o wszystkim. Podczas właśnie takich wypraw, jak powiedziałem wcześniej, jeden z uczestników jest zaopatrywany w kopię księgi potworów, "Działu XXX Potwory i Bestie", będących na stanie w bibliotece Ordo. Nieumarli i stworzenia zamieszkujące głębiny morskie można nazwać ciężkimi orzechami do zgryzienia z racji tego, że trudno je po prostu zabić w ich "naturalnym" miejscu zamieszkania, a wszelkie humanoidalne, czyli człekokształtne, tałatajstwa również mogą przysporzyć problemu, gdyż są po prostu w stanie dobrze się ukrywać.

Nie ma jednak potwora, którego ktoś z olejem w głowie nie jest w stanie ubić. Czasem wystarczy tylko wszystko dobrze zaplanować, żeby sprytem wykończyć bestię. My polegamy na sprawności fizycznej, jak i umysłowej - do tej pory idzie nam bardzo dobrze. Nic nie wskazuje na to, aby ten stan miał się zresztą zmienić.

Organizacja prężnie się rozwija. Jak wygląda rekrutacja? Co trzeba spełnić, by zasilić jej szeregi? Czego się oczekuje od przyszłych członków Ordo Occultus?

Ryman de Lettenhove: Do tej pory nie obowiązywał żaden odgórnie określony schemat rekrutacji do organizacji. Osoby, które uznawaliśmy za zdolne do pracy w zakonie, zazwyczaj zgłaszały się do nas same lub były wybierane przez któregoś z członków organizacji. Niedługo się to jednak zmieni, gdyż jest to mało efektywna metoda. Nie będę zdradzał szczegółów, ale powiem tylko, że proces zostanie uproszczony dla obu stron i jaśniejszy pod względem tego, co trzeba zrobić, aby do Ordo dołączyć.

Nasi rekruci zobowiązani są, standardowo już, wykonywać rozkazy swoich przełożonych, uczestniczyć w treningach i działaniach w terenie, potrzebnych do uzyskania statusu pełnoprawnego członka swojej wybranej sekcji. Niezależnie od tego, jaki kierunek pracy obierze nowicjusz w zakonie, wszyscy są szkoleni podstaw i średnio zaawansowanych technik walki, akrobatyki - szeroko pojętych umiejętności, jakie pomagają im przeżyć na wypadek walki. Czy to przeciwko ludziom, czy bestiom. Czy poprzez ucieczkę, czy poprzez siekaninę w polu.

W przeciwieństwie do wielu organizacji, promujemy także zasadę, która mówi, że bardziej przydatnym jest się żywym, niż dzielnym ale martwym. Nasi ludzie są o wiele więcej warci, jeżeli uda im się przeżyć potyczkę i nie oczekujemy nieroztropnych zagrań typu "walcz lub zgiń". Ot, inwestycji nie można marnować, a takie traktowanie sprawy, pozytywnie działa także na morale naszych ludzi. Nie oznacza to jednak, że przy pierwszej lepszej okazji oddziały Ordo zwieją z pola bitwy - raczej będą ostatnimi, którzy to zrobią, gdyż będzie to oznaczać, że na jej wygranie od początku nie było szans i teraz po prostu nie chcą niepotrzebnie tracić żadnych zasobów organizacji, w tym ludzkich.

Ostatnio pojawia się coraz więcej organizacji o charakterze rasistowskim. Ogólnie nasilają się działania na rzecz zwalczania ras, np. elfów. Jak OO zapatruje się na ten szerzący się ruch rasistów?

Ryman de Lettenhove: Dyskryminacja kogoś ze względu na pochodzenie nie jest czymś, co w jakimkolwiek wypadku będziemy tolerować. Ludzie powinni być oceniani za ich czyny, a nie za to, kim są. Jeżeli organizacje te łamią prawo obowiązujące na danym terytorium lub będą zamierzały ingerować w działania Ordo, wyegzekwujemy wtedy odpowiednie konsekwencje. Jak do tej pory, tak się nie stało. Czy to się zmieni? Czas pokaże.

Jak zareagował Diuk na tę sensacyjną nowinę, że Cesarz jednak żyje. Że to wszystko było uknutą intrygą, w celu sprawdzenia reakcji na tę wieść i ewentualnych ruchów jego przeciwników. Co pan ogólnie o tym sądzi? Nasi czytelnicy na pewno chcą znać zdanie osoby, która też jest przedstawicielem władzy. Czy naprawdę politycy muszą sięgać do takich sposobów?

Ryman de Lettenhove: Każdy sposób jest dobry, jeżeli daje on zamierzone skutki. Kiedy sposób ten niesie ze sobą minimalne koszty, tym lepiej. Nikt niewinny nie ucierpiał w związku z planem naszego Cesarza, a niektóre chwasty zostały wyplewione. To zresztą dopiero początek.

Jak wygląda taki przeciętny dzień Diuka, który ma obowiązki wobec księstwa i organizacji? Czy nie jest to męczące? Daje Diuk ze wszystkim radę? I skąd czerpie książę siły na to wszystko?

Ryman de Lettenhove: Pisma, pieczęcie, petenci, listy, kruki, gołębie i tak dalej. Jednych to męczy, innym daje satysfakcję. Jeżeli należałbym do pierwszej grupy, nie udzielałbym teraz tego wywiadu. Co do tego skąd biorę siły, cóż... powiedzmy, że mam to we krwi.

OO jest zakonem z długowieczną historią i takąż tradycją. I jak każdy Zakon, na przestrzeni lat wytworzył swój własny kodeks idei. Czy te idee są zgodne z tym, jakie przyświecają Cesarzowi? A może OO kieruje się w pierwszej kolejności swoim własnym kodeksem i ideami?

Ryman de Lettenhove: Czy jest spisane na papierze jakie idee przyświecają Cesarzowi? Ordo kieruje się dobrem własnym, jak i regionu na terenie którego zostały mu oddane ziemie. Region ten znajduje się pod władzą Cesarza, tak więc Ordo robi wszystko, aby stan ten nie został w żaden sposób zachwiany. Nie posiadamy jasno określonego kodeksu, są to bardziej wskazówki aniżeli zasady, jednakowoż są one w pełni zgrane z tym, czego pragnie nasz Cesarz.

W szeregach OO zrzeszacie ludzi i nie - ludzi wszelkiej maści i profesji. Jak wygląda strukturalna przynależność każdej z tych istot do szeregów OO? I czy te struktury są zależne od siebie? A może jedne są bardziej cenione, a inne mniej?

Ryman de Lettenhove: *Książę chwycił swą prawicą za kielich pełen wina, popijając z niego kilka łyków. Jak widać, zaschło mu nieco w gardle.*

- Rzemieślnicy i magowie są zrzeszani w szeregach Ordo Occultus, tak samo jak wojownicy i tym podobni. Musimy jednak wszyscy pamiętać, że umiejąc wszystko, w zasadzie nie potrafimy nic. Trzonem całej naszej organizacji jest Eques, nasi żołnierze, łowcy potworów i tym podobni, jednak zdolni kowale, krawcy, czy płatnerze zaopatrują ich w niezbędny do pracy ekwipunek. Oczywiście, chodzi tu o bardziej specjalistyczny sprzęt, którego sposób produkcji jest znany tylko w gronie Ordo czy też raczej nie powinien być rozprowadzany nigdzie dalej. W dalszym ciągu korzystamy z zewnętrznych dostawców jeżeli chodzi o zamówienia hurtowe, na miejscu natomiast robimy to, co wymaga dużej precyzji.

Wszystkie oddziały organizacji działają od siebie niezależnie, jednak bez jednego z nich efektywność innych nie byłaby na takim samym poziomie, jak wcześniej. Wspomagają się wzajemnie, często zdarza się także, by członkowie jednej jednostki uczestniczyli w czymś razem z innymi, jednak wszystkie mają własną hierarchię, niezależną od innych. Ponad nimi stoi jedynie dowództwo całego Ordo.

Thaian: Dziękuję serdecznie za uwagę, poświęcony czas i wywiad.

Thaian

 

Wróć do strony głównej