Opowiadanie - "Warta"

2020-08-07 03:28:17

Deszczowa noc w Amarth nie była odpowiednią porą na samotny spacer dla arystokraty. Strażnik Bolan już nie pierwszy raz widział Malkina wychodzącego ze swego pałacu na nocną przechadzkę. Rzekomo była niezbędna do tego, aby uczynić sen lekkim i przyjemnym. Jednak byłby skończonym głupcem, gdyby nie widział w tym niczego podejrzanego. Udawać się samemu w ciemną noc, gdzie smagane wiatrem gałęzie szumią na tyle głośno, żeby zagłuszyć wszelkie szepty. Idealne dla konspiracji. Na dodatek deszcz leje jak z cebra, zniechęcając wszelkie stworzenie z odrobiną rozumu do wychodzenia ze swoich domostw. Chyba, że owo stworzenie musi zrobić coś ważnego, na przykład udać się na ważne spotkanie. Ale z kim praworządny obywatel musiałby spotykać się w nocy, nie mogąc tego zostawić na dzień? Z płatnym zabójcą, likwidującym przeciwników szlachetki? A może z jakimś zaufanym żołnierze, z którym to planują tajne operacje wojskowe? A może po prostu ma kochankę? Płacono mu jednak za bycie najemnikiem i pilnowanie, by absolutnie nikt nie dostał się do miasta pod osłoną nocy. Nie dostawał złamanego grosza za odkrywanie tajemnic pałacu ani za tworzenie teorii spiskowych. Toteż podążając wzrokiem za jego wysokością, wyciągnął zza pazuchy butelkę piwa i wypił parę łyków. W końcu nawet on, szarak Bolan, musi mieć chwilę przyjemności podczas pełnienia niezwykle odpowiedzialnej misji dla miasta. Plecy jego wysokości były bezpieczne. Żaden wyrzutek, złodziej, ani inny typ spod ciemnej gwiazdy, nie odważył się podążać za Malkinem. Może z czystym sumieniem opróżnić butelczynę mocnego careogrodzkiego jako nagrodę za dobrze wykonaną pracę i powrócić do obserwacji okolicy.

Tak to już na świecie jest, że gdy podrzuci się kamień, to on spada. Gdy zaatakuje się gniazdo os, trzeba mieć dobry krem na użądlenia. A gdy zje się rybę w zalewie octowej, posmarowaną dżemem, wypadałoby mieć wychodek w pobliżu. Wszystko prędzej czy później przynosi konsekwencje. Tak też było w przypadku Bolana chwilę po wypiciu piwa, przyparty potężną siłą naciskającą na pęcherz, musiał opuścić swój posterunek. Deszcz wciąż lał się gęsto z szarych chmur zgromadzonych na miastem, toteż nie przejmując się czujnym wzrokiem obywatelskim, postanowił załatwić potrzebę przy ścianie najbliższego budynku. Jeden strumień więcej, uderzający o ścianę domu nie powinien sprawiać problemu gospodarzom. Ani też wchodzącym do niego gościom… Co?! Odgłos ciężkich kroków postaci zbliżającej się do chaty sprawił, że strażnik błyskawicznie podciągnął spodnie i rozejrzał się za kryjówką. Traf chciał, że znajdował się pod mieszkaniem bednarza. Niewiele myśląc doskoczył do stojących za nim beczek. Nikt nie mógł go zobaczyć na terenie prywatnej posesji i poza posterunkiem! Za bardzo potrzebował pieniędzy, które mu płacono za wartę. Przykucnął za moknącymi tworami rzemieślnika i postanowił obserwować sytuację.

Będąc w ukryciu nie omieszkał jednak przyjrzeć się przybyszowi. W końcu jeśli byłby to włamywacz, to odpowiednia reakcja należałaby do jego obowiązków jako strażnika. Nieznajomy skrywał swą twarz pod kapturem szarego płaszcza. Był wielki jak szafa i zanim zapukał, rozejrzał się bacznie wokół. Zapukał to z resztą zbyt mało powiedziane. Gdyby nie ulewny deszcz, taki łomot z pewnością dotarłby do uszu okolicznych mieszkańców. Dłoń obcego zawędrowała do pasa. Kto wie, czy nie natrafił na jakąś grubszą aferę. Zaintrygowany zacisnął rękę na trzymanym przy pasie mieczu. Niech tylko spróbuje podnieść rękę na bednarza i jego rodzinę, już on podniesie alarm. Nikt nie ma prawa popełniać bezkarnie przestępstw na jego warcie. I nie chodzi tu już o jakieś wielkie zasady moralne, ale o to, co zrobiłby z nim stary Darlon, jeśliby się dowiedział, że pozwolił okraść porządnych obywateli.

 

 

Okno naprzeciw Bolana zostało otwarte. Pojawił się w nich szczupły staruszek, dający nerwowe znaki nieznajomemu. Jednak nie on przykuł uwagę strażnika. Dałby sobie głowę uciąć, że w głębi domu, za starcem, przez chwilę widział twarz Malkina. Ha! Wiedział, że za spacerem szlachcica kryło się jakieś tajemnicze spotkanie. Ale dlaczego miałby udać się akurat do domu bednarza? Zwłaszcza, że widział ze swojej wieżyczki, jakby szedł zupełnie gdzie indziej! To musiało być złudzenie, jednak tak czy siak jego tętno przyspieszyło. Jeśli natrafił na ślad tajemnicy, może to był przełom w jego życiu. W końcu odkryje to, co intrygowało go przy każdej nocnej warcie!

Wielka postać niechętnie skierowała się do okna. Kiedy obróciła się w jego stronę, dostrzegł skrywaną pod kapturem szpetną twarz półorka, o charakterystycznym dla nich ciemnozielonym odcieniem skóry. Mężczyzna próbował dostać się do domu, w którym przebywał arystokrata. Ale co oni chcieli osiągnąć? Rozumiałby romans, hazard, ale nie interesy z półorkiem! Już samo to wyrażenie wydawało mu się niedorzeczne. No, chyba, że wynajmowałby go w charakterze płatnego zabójcy. Wielki przybysz sięgnął po coś, chowanego w płaszczu. Strażnik nie był w stanie uwierzyć w to, co zobaczył. Nie wytrzymał i wstał, by upewnić się, że to wszystko dzieje się na prawdę. Wtem usłyszał cichy świst, a jego plecy przeszyło piekielne ukłucie. Upadł na ziemię, czując, jak potworny ból przeszywa całe jego ciało, zaś, do jego ust napływa gorzka, lepka wydzielina. Ledwo był w stanie się ruszyć. Widział jednak, jak starzec gniewnie wygląda przez okno, pokazując jakieś znaki komuś, stojącemu za jego plecami. Ktokolwiek go trafił, użył zatrutego pocisku. Zostały mu już tylko sekundy życia. Sekundy, które chciał wykorzystać, by spojrzeć na oblicze Malkina. Był pewien, że dostrzegł na jego twarzy ponury uśmiech.

//W redakcji w Azeloth siedzi sędziwy Skryba i czeka na listy od Czytelników, którzy podpowiedzą mu, jaki ma być kolejny rozdział tej historii. On sam ma w zanadrzu przygotowane trzy scenariusze tej historii, ale ciekaw jest pomysłów Czytelników.

 Autor nieznany

Wróć do strony głównej