List do Redakcji - odpowiedź na artykuł "Jak być tatą na medal?"

2020-07-12 03:40:32

Witam ozięble szanowną Redakcję!

Właśnie zażywałem porannej kąpieli, czytając waszą gazetę, a dokładnie artykuł "Jak być tatą na medal?" i wzbudził on we mnie tak negatywne emocje, że nie mogłem czekać ani chwili dłużej z reakcją. Wybiegłem czym prędzej z łaźni i wziąłem do ręki pióro, pisząc niniejsze słowa. Nie wiem, jak można być na tyle nieodpowiedzialną osobą, aby wychowywać swoje dzieci w sposób przedstawiony przez Pana Redaktora! Takie podejście wychowawcze sprawi, że nie będą one w stanie wyćwiczyć w sobie za młodu prawidłowych zachowań i dorosnąć do tego, że świat jest w swej istocie okrutnym miejscem, gdzie aby nie zginąć i nie dać się oszukać, trzeba przede wszystkim zadbać o siebie samego. Uczenie wychowanków wzajemnego szacunku czy wpajanie im miłości i dobroci już od najmłodszych lat uczyni z nich w późniejszym życiu najzwyklejsze w świecie ofiary losu.

Dziecku przede wszystkim trzeba na wszystko pozwalać. Najlepiej w ogóle się nim nie interesować – niech samo się uczy na własnych błędach. Wiadomo przecież - każdy ma swoje życie i nie ma sensu tracić własnego czasu na oglądanie, jak bękart zalicza kolejne porażki, z których nawet nie wiadomo, czy cokolwiek zrozumie. Równe dobrze można zająć się własnymi sprawami albo wyjść do karczmy. Po dokładnym zamknięciu drzwi stworzenie nie powinno nigdzie samo uciec. Jeśli zaś mieszka się wyżej, należy upewnić się, że wszystkie okna zostały domknięte, jako że z dziećmi różnie bywa, a nie ma potrzeby, by być nieuważnym i narażać siebie na niewygodne oskarżenia. W każdym razie należy przede wszystkim dbać o własne potrzeby. Jeśli ma się kontakt z matką dziecka to sprawa jest banalna – ona będzie rozwiązywać wszystkie problemy z wychowankiem!

Gorzej, jeśli ojcu nie jest dana tak wspaniała możliwość... Załóżmy jednak, że był w stanie przemóc swój wewnętrzny ból, przygarniając tego darmozjada pod swój dach. Cudownie! Przede wszystkim należy postarać się o nianię. Może to być nawet ta starsza sąsiadka zza płotu, którą wiecznie widuje się ze szklaneczką przedniego alkoholu. Kobietka pewnie się ucieszy, a cisza w domu jest warta każdej ceny, naprawdę nie warto na tym oszczędzać (najlepiej jednak poszukać takiej najmniej wymagającej opiekunki... zaoszczędzone fundusze zapewne przydadzą się w pobliskim burdelu).

Kolejną ważną kwestią jest niestawanie po stronie tego bachora. Nigdy nie wolno tego robić – to rozpuści i zepsuje podopiecznego! Po pierwsze – jeszcze ktoś utwierdzi się w przekonaniu, do kogo ono należy, a po drugie – dzieciak jest mały i nigdy nie ma racji. Ojciec ma ją zawsze, oczywiście! Te zasady wymyślone przez rodzica tuż po tym jak synalek wylał pół dzbana wina, także się liczą. Co z tego, że najpierw coś było dozwolone, a później mały został za to ukarany? Ojciec ma do tego prawo. Kiedy podrośnie zacznie zamęczać absurdalnymi problemami – a co kogo obchodzi jego “życiowa miłość na dwa dni?” Takie wyznania trzeba ignorować.

Należy pamiętać, żeby za wszystko krytykować. Taki smarkacz nic przecież nie potrafi, a jego najnowsze bazgroły na najdroższej książce ojca warte są przyłożenia mu tą książką, a nie wyrwania strony by powiesić w ramce na ścianie. Przecież zepsuł TWOJĄ rzecz. Kara jest nieodwołalna.

To nad wyraz jasne, że nie warto dziecku poświęcać ani chwili, jeśli nie ma się na to aktualnie ochoty. Wystarczy pogonić je, kiedy stoi na środku pokoju z lalką w dłoniach. Niech sobie wyje w samotności, a najlepiej w domu niani (przecież płacisz tej sympatycznej staruszce z kamienicy obok, niech coś w zamian robi!). Cudownie, kiedy jej chatka jest daleko, na przykład na końcu miasta. Warto też, gdy podrosną, w

yrzucać je z domu. Niech nauczą się same zdobywać pożywienie, po jaką cholerę karmić je do końca świata? Zresztą, porządne lanie pasem także zawsze jest w cenie.

Sam mam córkę Blankę i swoje zalecenia mogę poprzeć jej wychowaniem. Chyba jeszcze nawet nie chodzi, ale już wcielam w życie powyższe zasady. Idzie mi całkiem dobrze, mam czas na wszystkie ciekawe zajęcia, zamiast ciągle siedzieć w domu jak jakiś niewolnik. Ona przebywa sobie z opiekunką, dzięki czemu nadal mam jakieś kontakty towarzyskie. Można? Można. Już słyszę te wszystkie głosy oburzonych "idealnych rodziców", jednak dzięki identycznemu wychowaniu, które odebrałem od własnego ojca, dziś mogę powiedzieć, że jestem przykładnym obywatelem pozbawionym wad moich rówieśników wychowanych bezstresowo. Jestem mu za to wdzięczny. Marnowanie swojej egzystencji na dzieciaka nie ma sensu. Jeśli jednak już zajdzie taka potrzeba, to przynajmniej nie można wtrącać się do jego dorastania. Kiedy pięć razy poparzy się od ogniska, to za ósmym może pomyśli. Jeśli nie – cóż, masz po prostu głupca w rodzinie.

Narin Ranruin

image

 

 

Wróć do strony głównej