Sztuka negocjacji z karczmarzem

2020-08-07 19:59:13

 

Karczmarz jest to gatunek mogący przedstawiać cielesne cechy każdej z ras występujących w Fallathanie. Ktoś zaprzeczy, stwierdzi, że przecież to profesja, zawód, sposób na zarabianie pieniędzy jak szewc czy bednarz. W żadnym wypadku! To jest styl życia! Osobnik jego pokroju zawsze chce zarobić tak, by się nie narobić. On wie, że posiada to, bez czego żadna istota w jego przybytku skazana jest na bezsensowną egzystencję o suchym przełyku. Dlatego, jeśli nie chcemy dostawać dziesiątej części piwa w piwie, oraz zbyt mocno przepłacać, musimy przestrzegać kilku zasad.

1) NIE ZACHWALAMY NAPITKÓW:

Jeśli coś jest zachwalane przez klienta, znaczy to, że na przyszłość można to bardziej rozcieńczyć, albo podnieść cenę – „skoro to smakuje, a reszta to szczyny, to na pewno będzie gotów dopłacić kilka monet, byle by do jego gardła wpływało coś, co ma przyjemny wpływ na kubki smakowe.”

2) OSTROŻNIE Z KONKURENCJĄ:

Często zdarza się tak, że będąc urażonymi stosunkiem cena/jakość w fallathańskich karczmach obrażamy oberżystę formułą „za te same szczyny w karczmie Pod Brzuchatą Smoczycą zapłacę połowę tego co u ciebie, zdzierco!”. Słowa te po pierwsze nie mogą być wykrzyczane. Wyczuwając antyreklamę, karczmarz jest gotów sięgnąć po rosłych wykidajłów, przez co zamiast z promilami we krwi wrócimy do domu z dorodną śliwą pod okiem, jednak nie sądzę by taka sytuacja była dobra dla szarego zjadacza chleba. Jeśli widzimy, że stojący za kontuarem narzeka na brak klienteli, warto dodać do naszej formuły zdanie „Chyba będę musiał zmienić lokal.” W tym wypadku nie idąc nam na rękę ryzykuje utratę jednego z nielicznych źródełek gotówki, zatem istnieje spora szansa na lepszy trunek, bądź niższą cenę.

3) TARGUJMY SIĘ!

Większość oberży działa na tej samej zasadzie co jarmarki, w których to sprzedawca podaje klientowi cenę przerażająco zawyżoną, by ten podał mu cenę zaniżoną, aż po negocjacjach ustalą kwotę, która w pewnym stopniu usatysfakcjonuje obie strony transakcji. Warto w tym miejscu pamiętać o punkcie drugim, oraz przestrzegać następujących zasad:

Warto: Zwracać uwagę na smak piwa (jednak w żadnym wypadku nie nazywać go wprost szczynami),na ciężkie czasy (przez które ciężko o zadowalającą ilość monet w sakwie), na rodzinę na utrzymaniu, oraz podatki zbierane przez „bandę złodziei”.

Nie warto: Porównywać karczmarza do jego wrogów, na przykład mówić krasnoludowi, że podobne ceny są u elfów, więc powinien ustąpić. Ale również robić porównań do jego rodziny – „tyle za trzy kufle? Toć za tyle to ja mógłbym noc z twą córką spędzić, Panie”. Przykład być może przesadzony, ale jak najbardziej pokazuje powagę sytuacji.

4) JAK TO JEST Z INFORMACJAMI:

Popularnym zjawiskiem jest pozyskiwanie od karczmarza plotek o wydarzeniach mających miejsce w okolicy. Często ponoć odpłatnie. No cóż, niestety to prawda, że i za samą rozmowę wychodzącą poza „Trzy kufle krasnoludzkiego mocnego, ile płacę?” musimy wysupłać z kiesy dodatkowe pieniądze. Jednak tu również są dwie arcyważne zasady! Po pierwsze – nie płacimy dopóki nie będzie to od nas wymagane, a nuż oberżysta ma dobry dzień i zapomni, albo uzna, że pytamy o taką oczywistość, że nie ma sensu z nas zdzierać (rzadkie, ale czasem się zdarza). Po drugie, ważniejsze, kiedy już usłyszmy magiczne słowa „ta informacja będzie kosztować” nie pytamy się jak te osły „ile, proszę pana?”, tylko rzucamy na kontuar jakieś grosze, jak za mało, to chrząknie znacząco, a jak nie, to przynajmniej nie przepłacimy.

* mowa o właścicielu chatynki z marnym umeblowaniem, w której można się napić i tyle. Żadnych ogromniastych budynków, wyszukanych trunków, kulturalnej i schludnie ubranej obsługi, ani eleganckiego wystroju. Osobników tam spotykanych nazywamy „dumnymi pracownikami lokalu gastronomicznego”.

Autor nieznany

 

Wróć do strony głównej