Wywiad z Ymrethem

2020-08-05 23:26:12

Witaj panie. Jest mi niezmiernie miło, że mogłem w końcu z panem się spotkać. Bardzo trudno nie dość, że się o panu czegokolwiek dowiedzieć, to i uchwycić na chwilę rozmowy. Strasznie pan jest zapracowany. Długo pan pracował na miano jednego z najlepszych łowców nagród?

Ymreth: Do rzeczy. Coś w tym jest, nie? To Urr, to Azeloth, czasem Marlua, dużo podróżuję to złapać mnie w jednym miejscu wcale tak łatwo nie jest. Czy długo? Zależy dla kogo, człowiek by tyle nie dożył, a dla długowiecznych szmat czasu nie upłynął. Na powierzchni będzie dobre kilkanaście lat robienia swojego. 

Krąży plotka, że jesteś panie Mistrzem Sztyletów, że w tej biegłości nie masz sobie równych. Jak to się stało, że akurat tę broń sobie pan przypodobał i w niej się szkolił. Dlaczego nie miecz czy łuk? Sztylety to nie jest za słaba broń na ubijanie potworów?

Ymreth: Bo to prawda. Sztylet jest bronią niewielką a przy tym łatwą do ukrycia co w niektórych sytuacjach jest wręcz wskazane. Spróbuj komuś przyłożyć miecz do gardła i długo tak wytrzymać. Jak ktoś zabija bezmyślnie rąbiąc to tak, tu może być problem, co innego przy wybieraniu punktów witalnych. Mniejszą bronią łatwiej poderżnąć gardło, przebić się okiem do łba czy przeciąć ścięgna. W połączeniu z paroma innymi sztuczkami, pewien jestem że nie ustępuje w niczym mieczom a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że zabijanie nim jest prostsze o ile wie się jak wykorzystać jego potencjał.

Tak, faktycznie. Wszystko zależy od punktu widzenia i danej sytuacji. Ale pozwoli pan, że będę drążył dalej ten temat, bo jesteśmy niezmiernie ciekawi jak to się stało, że wybrał pan akurat taką drogę a nie inną. Czy to prawdziwe powołanie, predyspozycje czy coś innego zaważyło, że jest pan najskuteczniejszym łowcą do wynajęcia.

Ymreth: Dlaczego? Bo każdy robi to w czym jest najlepszy. W moim wypadku jest to płaszcz i szpada, krótka bo krótka ale nadal finezyjna. Rasowe predyspozycje zadecydowały o tym, że stawiam głównie na zwinność i szybkość. Ponadto nie widzę się ani w roli maga, ani jako opancerzony taran. Więc, predyspozycje zadecydowały o drodze a ambicje o skutku i efekcie pierwszej decyzji.

Czytelnicy na pewno będą radzi poczytać, jakie największe miał pan do tej pory wyzwanie, którego się podjął i skutecznie zrealizował. Oczywiście, z tego, co możemy się dowiedzieć. Podejrzewam, że nawet najwięksi bohaterowie skrywają moc tajemnic i grzeszków, które raczej nie powinny ujrzeć światła dziennego. No, ale mówimy o sukcesach. Jakie było największe, takie, którego bard by się nie powstydził.

Ymreth: Trudne pytanie, gdyż każde z wcześniejszych wyzwań różniły się od siebie diametralnie. Kategorii jest dużo, jednak patrząc ogólnie przez pryzmat barda który swoją drogą może i opisze to wydarzenie, jest zabicie samicy Odynna jednym ciosem puginału. I nie mówię tu o śpiącej bestii, a rozjuszonej, szarżującej wprost na mnie. Każdy ma swoje tajemnice, szczególnie ktoś kto unika przesadnego rozgłosu. Jest też jedna tajemnica, dająca znacznie więcej satysfakcji od jakiegokolwiek zabójstwa. I na tym właśnie tą kwestię możemy zakończyć.

O! Z tego, co pan opowiada, nie może pan narzekać na nudę. Tylko pozazdrościć i umiejętności i przygód. Ale niech nam powie czy nie zabiegała o pańskie względy, a dokładniej mówiąc, zdolności jakaś organizacja? Ja bym na pewno to uczynił mając taką gildię.

Ymreth: Czasami aż za dużo się dzieje. Ofert raczej może było, umiejętności umiejętnościami ale, w przypadku Drowa zaufanie mu aż prosi się o sztylet w plecy. Była jedna grupa w Azeloth, zajmująca się paroma rzeczami, trochę... handlem, ochroną niektórych lokali. Tam też pełniłem rolę... ochroniarza zastępczyni. Teraz z kolei, organizacje o mnie już raczej zabiegać nie będą, jednak u moje umiejętności nadal mogą i tak też jest.

A myślał pan o założeniu własnej grupy, gildii, organizacji? Na pewno mając taki rozgłos i wyrobioną opinię niezłego zabijaki to takie przedsięwzięcie miałoby sens. Krążą plotki, że w Twierdzy Urrthorror coś takiego niby ma powstać? A może już powstało?

Ymreth: Tak się składa, że od jakiegoś czasu pewna grupa już funkcjonuje, głównie na terenie Urthorror i Marlui. Najemnicy zajmujący się przeważnie brudną robotą i tym, czego nikt inny nie chce się podejmować, Velkyn Velve's. Także jako jedni z niewielu, nie skupiamy się na liczebności, nie potrzebne mi mięso które będzie ginąć, w ogóle nie przewiduję ginięcia, ale z tym akurat równie bywa. To prawda o plotkach, nie kryjemy się mało tego, mamy własną karczmę. "Pod chędogą kuśką" , tak się nazywa ta speluna w której można się urżnąć i przy okazji znaleźć całkiem dobrych najemników. Niekoniecznie mało wybrednych, ale to już jest kwestia posiadanej kiesy.

Skoro już mowa o złocie, jak kształtuje się Wasz cennik usług? Pracujecie tylko dla tych, co dadzą największe kwoty czy czasami robicie odstępstwa?

Ymreth: Trudno mówić tutaj o cenniku, gdyż on jest ustalany za każdym razie indywidualnie. Ponadto nie zawsze zapłatą jest samo złoto, czasami mogą być to usługi rzemieślnicze, wyśmienite konie lub inne przedmioty. W każdym wypadku nie ma mowy o odstępstwach. Jeśli kogoś nie stać, niech poszuka tańszych ofert. Jak do tej pory nie zdarzyło się aby ktoś próbował negocjować niższą cenę, więc nie ma w tej kwestii żadnych problemów.

 

 

Wasze usługi są do wynajęcia przez każdego, czy macie jakieś kryteria selekcji zamawiających Wasze usługi? Jesteście rasistami? Czy wynajmujący muszą przestrzegać jakiś zasad oprócz słowności przy zapłacie i dyskrecji?

Ymreth: Nie jesteśmy przecież złodziejami czy skrytobójcami aby wymagać dyskrecji. Dla nas liczą się tylko pieniądze i to, aby były dostarczone. To czy kogoś stać to jedyne kryterium doboru zleceniodawców. Wiadomo, ochrona karawany a ochrona rozwydrzonego bachora to dwie różne ceny i nie wiem czy kogokolwiek będzie stać na tą drugą. W rzadkich przypadkach może zdarzyć się że odmówimy wykonania zlecenia, chociażby w myśl postanowień innego układu lub w przypadku jeśli to nie najemnicy powinni się tym zajmować i będzie to godzić w ich godność.

Zatrzymajmy się przy tej karczmie w Urrthorror. Skoro "Dziupla" w Marlui została zniszczona, a tym samym Wasza najbliższa konkurencja praktycznie nie istnieje, zapewne przeżyjecie tam prawdziwe oblężenie. O czym powinni wiedzieć podróżni przybywający na Wyspę Mew? To niebezpieczny kraj.

Ymreth: Nie nazwałbym "Dziupli" konkurencją. Zdarzało się że tam przesiadywaliśmy, zajmując się robotą w tamtych okolicach. Ba, nawet upodobaliśmy sobie to miejsce przez liczne atrakcje!

Podróżni na wyspie? W sensie niewolnicy? Trudne pytanie, równie dobrze można by zapytać o to na co nie powinni uważać i czego nie powinni unikać. I Ty i ja oszczędzilibyśmy tym sposobem sporo czasu. Owszem, w końcu to siedziba Orków, łatwo dostać w ryj, stracić złoto, cnotę a nawet wolność. Na pewno nie podawać się za prawego mieszkańca Cesarstwa.

Nie, nie chodziło mi w tym przypadku o niewolników, choć przeraża mnie osobiście wizja, że jest ono tam legalne. Są tacy śmiałkowie, którzy kochają ryzyko i chcą po prostu zwiedzić ten kraj. Pewnie bez najemników do ochrony ani rusz, jeśli się nie chce obudzić z nożem w plecach czy poderżniętym gardłem.

Ymreth: Owszem, jest legalna. Mało tego to dosyć prężnie utrzymująca się możliwość pokaźnych dochodów. Co do śmiałków, w samym mieście wystarczy unikać mniejszych ulic, najlepiej właśnie poruszać się z ochroną lub w dużej grupie. Nie znaczy to jednak że każdą pojedynczą osobę od razu ktoś napadnie, przecież to nie jest miasto samych bandytów, prawda? Jest po prostu nieco bardziej niebezpieczne od innych ze względu na panujące prawo. Wystarczy się do niego dostosować, niczego nie żądać a sypać złotem to będzie można zwiedzić nawet to i tamto.

Ma pan jakieś poważne plany na przyszłość, czy umiejętnie odnajduje się w każdej sytuacji?

Ymreth: Trzeba być elastycznym. Przykład zniszczonej Dziupli to pokazuje. Jeden interes, klapa i teraz co? Na razie robimy swoje, dbając głównie o to aby zdobyć większą renomę i powiększyć ilość zainteresowanych usługami osób. Trudno mówić o planach na przyszłość w przypadku najemników, tutaj robota albo jest albo jej nie ma, a ponadto nie ma zbytnio sposobów, aby sztucznie ją napędzić. Nie wykluczam nawiązywania współpracy z terytorium Orków, na razie nie mam jeszcze nic konkretnego na myśli, poza znalezieniem czegoś co by gwarantowało pełne ręce roboty.

Oprócz karczmy w Urrthorror, gdzie można Was spotkać, by wynająć usługi? Macie jakieś już stałe miejsca spotkań w interesach w różnych częściach Fallathu?

Ymreth: Cóż, po zatopieniu Dziupli chwilowo można mieć z tym całkiem spory problem. Oczywiście są słupy ogłoszeniowe i możliwość wysyłania gołębi pocztowych lub posłańców. Z założenia nie jesteśmy raczej kimś kto bierze bardzo dużo zleceń, dlatego rozprzestrzenianie się po całym Fallathanie może za bardzo napełnić nasze ręce robotą. Ponadto księstwa różnią się od siebie i wątpię aby nam zaufały gady czy Krasnoludy. Tak samo mroźne Amarth może być trochę za zimne, aby na stałe tam zająć miejsce. Na dany moment skupiamy się raczej na Urrthorror i Cesarstwie, tak samo trudno nas znaleźć poza granicami tych dwóch miejsc.

Dziękuję panu za poświęcony czas i rozmowę.

Ymreth: No, to wreszcie obaj możemy wrócić do obowiązków. Lać już przestało to mogę ruszać.

 

 

Autor nieznany

Wróć do strony głównej