Krasiowy i nie tylko humor!

2020-08-05 22:51:11

 

Jestem gadem, ogon mam!

Muchomory wiecznie ćpam!

Bard do tego i to jaki!

Bujna grzywa i te baki!

Moc humoru, też wredoty,

Taki kobold robi psoty!

Jeszcze się nie napatrzyłeś?

Coś o włosach bajdurzyłeś!?

Popatrz na mnie raz porządnie,

Pomyśl wreszcie raz rozsądnie,

I spamiętaj w końcu głąbie,

Że gad łysy jest na kłąbie!

Nie mam włosów, jestem dumny!

Łysy będę aż do trumny!

Jestem Ethav, bard poeta,

Żadna mierna postać beta!

Samiec alfa wśród jaszczurów,

I muzycznych gwiazd, fachurów!

Zatańcz ze mną tam na lodzie,

Kiedy będę żył na głodzie!

Pokaż talent, Cię ocenię,

Będziesz dobra, się ożenię!

 


 

Rozmowa pary krasnoludów w łóżku:

-Kochanie śpisz?

-Nie.

-To weź się odwróć.

-Nie, bo się czosnku najadłeś i śmierdzisz.

-A ty grochówki. Odwróć się mówię!

 


 

Gdy raz w karczmie byłem jednej,

Właścicielki pewnej wrednej,

Ot, w przybytku przed murami,

Co kłopotał się z długami.

 

Kufel piwa zamówiłem,

Pośród tłumu bardzo lśniłem,

Wyróżniałem się, to prawda,

Toć persona ze mnie sławna.

 

Weszło wnet przepiękne dziewczę,

Piersi pełne, usta wdzięczne,

Miałem już nastroje siewcze,

Choć to było dość niezręczne.

 

Krew z umysłu odpłynęła,

Gdy się ciut nieco wypięła,

Krótka kieca, a te nogi!

Z nią przyprawiać można rogi.

 

Tłum amantów już się zleciał,

Gdy aromat perfum wzleciał.

Każdy trunek jej już stawiał,

Do niecnoty też namawiał.

 

Nie przepchnąłem się przez gawiedź,

Więc pod stołem się znalazłem.

Ktoś zakrzyknął - Dom mój nawiedź!

A ja bliżej ciut podlazłem.

 

Jak żem wrzasku dużo zrobił,

Bo jej krocze orzeł zdobił!

Głową w stół od spodu walnął,

Kilka przekleństw w eter palnął.

 

Wyciągnęli mnie spod stołu,

A "kobietka" z siłą wołu

Przywaliła mi w gitarę,

Robiąc z niej małą ofiarę.

 

W beczce z wodą się znalazłem,

Z trudem z wnętrza jej wylazłem.

Miałem w myślach ciepły kącik,

Może nawet i trójkącik.

 

Ale morał z tego taki,

Że jak chcesz narobić draki.

Pójdź do karczmy niezbyt znanej,

Przez szulerów obleganej.

 

Się zakochaj w dziewce pięknej,

W sukieneczce, kusej, zwiewnej.

Kuśka zwiędnie z uśmiechem losu,

Kiedy bas wybrzmi z jej głosu.

 

Elf wchodzi z naciągniętym łukiem do baru i pyta:

-Kto chędożył moją żonę?

Głos z końca sali:

-Nie masz tyle strzał.

 


 

Irimgardzki wojownik pyta się swojego ślepego kolegi:

-Idziemy na wojnę?

-Nie widzę przeszkód.

 


 

Jak brzmi motto krasnoludzkich kucharzy?

-Jaki elf, takie schabowe.

 


 

Kiedy jeszcze byłem jajem,

Małym gadem i mazgajem,

Że mam ogon, do mnie doszło,

I wgłąb mózgu gdzieś to poszło.

Do umysłu wciąż małego,

Choć przez ego już wielkiego,

Większy jestem od olbrzyma,

Niech się więc on już nie zżyma!

Ma mniejszego niż mój ogon,

I to wszystko przez samogon!

Orcze trunki on popijał,

Do smoczycy też podbijał.

W dół spojrzała łuskodama,

Z rozbawienia oniemiała,

Zawołała też szamana,

Bo większego nieco chciała!

Szaman spojrzał, coś zmajstrował,

Jakieś drewno oheblował,

Sznurkiem również coś namotał,

Potem usiadł i chichotał.

Boki zrywał nasz gad mały,

Gdy zobaczył jego pały.

Gałąź z sosny i jesionu,

Wnet nadały dużo tonu!

Z drewna kuśki szaman dodał,

Taczkę na nie również podał,

Rusztowanie też postawił,

By się "mały" teraz bawił.

Ethav - to szamana miano,

Jak był w jajku, tak mu dano,

Może piękne nie jest ono,

Ale przez nie mnie ceniono!

 


 

Idzie troll koło muru, a nagle mur się zawalił.

Jaki z tego wniosek?

Mądrzejszy zawsze ustępuje głupszemu.

 


 

Krasnolud pyta człowieka:

-Czy wiesz, jaką ilość piwa mogę wypić?

-Wiem. Każdą, jaką cię poczęstują!

 


 

Ilu Elfów potrzeba do osiodłania konia?

Odp. Trzech.

Jeden siodła konia, drugi opiewa to w pieśni, a trzeci musi z patosem

umrzeć na końcu tej sagi.

 


 

Dzielny Elfik las przemierzał, gdy mu krasnal fangę sprzedał!

Wbił go człeczek mały w dziuplę, batem już obrobił dupkę!

Już siekierkę przygotował, już do cięcia się gotował!

Rąbnął w korę drzewka tego, by Elfika dobyć z niego!

Drzewo padło Elfik czmychnął, krasnal w złości nogę zwichnął!

Nie pogonił kat Elfika, kuternogą jest u licha!

 


 

Mała to mieścina, karczma jeszcze mniejsza,

Przyszła do niej elfka trochę nie tutejsza.

Uszczknąć chciała wina, ciut zamoczyć usta,

Wtrynił się też krasnal, co miał proste gusta.

 

Weszła również babka, przed nią jej przymioty.

Za nią piesek gończy, na nie miał ochoty.

Siłować się chcieli, by na łóżku skończyć.

Rodzinę powiększyć, na pięterko skoczyć.

 

Drzwi się znów otwarły, chłodu nam nawiało.

Potem się zamknęły, coś tu zaśmierdziało.

Mały, wielki duchem, z wypasionym brzuchem.

Dzikiego by zwalił, swym dwudniowym chuchem.

 

Łypał okiem groźnie, piwka mu zabrakło,

Wziął kolejny kufel, coś mu się przybladło.

Ludzkie tam zaloty, nie miał nań ochoty,

Warknął na nich, charknął, miał już chęć na psoty!

 

Guziczek już rozpięła, kopnęła kawalera,

Co by w biust jej zajrzał, ten rasowy sknera.

Tym samym doń odrzekli, nań szybko warknęli,

Zapatrzeni w siebie, w wir miłości brnęli!

 

Młoda elfka także wtrącić się musiała,

O ryćkaniu jużże chama uczyć chciała.

Już się mość ów złości, za ten cios podłości,

Wstał więc kowal mały, zmniejszał odległości.

 

Do Vari się przysiadł elf Sasherem zwany,

Patrzył jak Nuradin robi się zuchwały.

Jadu z ust spłynęło, tak ze trzy potoki,

Ozwały się jeszcze, dwie ludzkie wywłoki.

 

Jeszcze jeden krasnal, z drugim chciał obcować,

Bjorni imię jego, też się chciał mocować.

Wlazł do karczmy wtedy, gdy już stołek leciał,

Tuż nad głową elfki, jako ptak przeleciał.

 

Susem pod stół wlazła, stolik się rozleciał,

Bjorni słysząc trele, elfika poklepał.

Przyjacielsko w plecy, choć to inna rasa,

Wylał swą frustrację, chwycił do w pół rasa.

 

Pochwycili elfkę, Nuradina także,

Dzielni Ci Obrońcy, wstawieni jednakże.

Toć za Vari słabą, dwóch się na raz wzięło,

Pozostałych dwójka, krasia w pół też zgięło.

 

Wojownicze duchy, obie strony wiodły,

Kolejnych Obrońców do karczmy przywiodły.

W ruch też poszły klingi, groty strzał i kufle,

Zaraz wszyscy będą zbierać zęby w szufle.

 

Już się w ptaka zmieniał, elf Sasherem zwany,

Gdy go Bjorni miotnąć, miał chęć o te ściany.

Lecz puszczona strzała, przez jakąś wariatkę,

Gardło cne przeszyła, padł on przed furiatkę.

 

Ducha nam wyzionął, nasz krasnolud Bjorni,

Wtedy wszyscy nagle, przestali być sporni.

Do umierającego, polecieli zgodni,

Lecz za późno było, odszedł od nas Bjorni.

 

Krasnoludy, elfy, wszyscy pamiętajcie,

Przemyślcie swe słowa, potem je rzucajcie.

 


 

Do raju trafia Krasnolud - pijak, Człowiek - nałogowy palacz ziela i Elf - kochający inaczej. W bramie czeka na nich jeden z poniższych bogów i mówi - W raju nie ma chwilowo miejsca, wracajcie na tydzień do Fallathanu. Jeśli zgrzeszycie traficie do Niebytu. Więc Krasnolud, Elf i Człowiek wracają na ziemię by tam odczekać tydzień. Wtem Krasnolud zauważa Karczmę i idzie się napić, przez co trafia do Niebytu. Elf wraz z Człowiekiem idą dalej ulicami jakiegoś miasta, jednak ten drugi zauważa na ziemi niedopalonego peta. Zastanawia się czy się po niego schylić, gdy słyszy Elfa - Jeśli schylisz się po tego peta obaj trafimy do Niebytu....

Gotrek, Ehrel, Isorim, Dymnik

   

Wróć do strony głównej