Wywiad z Kodarem de Chatelly

2020-07-23 05:07:00

Ghurim: Witam szanownego olimpijczyka. Czy miałby pan coś przeciwko, gdybym porozmawiał z panem chwilę i zadał kilka pytań w imieniu czytelników "Głosu Fallathanu"?

Kodar: Nie widzę w tym problemu tak długo, jak zapewni mnie pan, że ktoś rzeczywiście chętnie będzie o tym czytał. Niestety nie zauważyłem, jakoby olimpiada była tak ważnym wydarzeniem, jak, powiedzmy, zwykły "wiosenny piknik".

 

 

Ghurim: Hmmph, zapewne... No, to mamy kłopot, ummm... Niestety nie mam takiej mocy, ale właśnie dzięki takim artykułom więcej osób mogłoby poświęcić uwagę zwycięzcom! Zatem jeśli taka odpowiedź pana zadowala, to zaczynam: Czemu akurat skoki konno? Chodzi o więź między panem, a wierzchowcem czy może była inna przyczyna?

Kodar: Więź, to może być między matką a córką, w ostateczności między kobietą a mężczyzną, ale to już rzadziej... Umiem jeździć konno i co prawda nie rozmawiam z koniem jak te, dzieci kwiatów, ale wiem jak pokierować koniem do zwycięstwa. Tego może nauczyć się każdy, a ja jako rycerz już na pewno. Zresztą na początku, gdy tylko dowiedziałem się o olimpiadzie, to zamierzałem startować w podnoszeniu ciężarów. Miałem już w tym niemałe doświadczenie i kiedyś już zdobyłem srebrny medal w konkursie kulturystycznym... Jednak na cesarskim spotkaniu zawodników wspólnie stwierdziliśmy, że pan Veart również ma krzepę jak stado jeleni i nada się niezgorzej ode mnie. Osobiście uznałem więc, że to jazda konno będzie moim powołaniem - i nie myliłem się!

Ghurim: Rozumiem. A pamięta pan może jakąś zabawną anegdotkę związaną z pańską jazdą konno? Opanowanie charakternego wierzchowca nie przychodzi przecież łatwo.

Kodar: Wystarczy do tego charakterny jeździec. Koń jest koń, tu ma łeb, tu ma zad. Kiedy już zaczniesz zauważać różnice, to jazda konno przyjdzie naprawdę o wiele łatwiej. Jedyne co mi się przypomina, to czas który spędziłem w stajni z dziewką. Wtedy cholerny koń cały czas się na nas gapił podczas igraszek, że nie wiedziałem czy sukinsyn zamierza się po mnie ustawić w kolejce do dziewki... A, zapomnij. Kolejne pytanie poproszę.

Ghurim: Co mógłby mi pan powiedzieć o samej idei olimpiady? Czy należało by ją powtórzyć? Jeśli tak, to kiedy? Oraz czy znowu miejscem igrzysk miałaby być to Homana?

Kodar: Idea olimpiady? Masz na myśli pięknie ukazane współzawodnictwo zawodników z najróżniejszych części Fallathanu? Ujrzenie zasad czystej gry, braku oszukiwania i tych innych ludzkich cech, które widywane są na codzień? Ucieczka od marazmu życia codziennego i duma z oglądania swoich faworytów? To piękna strona medalu - prawda jest taka, że tłuste, bogate ryby płacą za oglądanie walczących w pocie czoła zawodników niczym gladiatorów, z których każdy najchętniej zjadłby rywali, gdyby tylko dano mu okazję. A wszystko obraca się wokół hazardu. Jeśli ją powtórzą, to może wystąpię znów, zawsze szukam bodźców żeby nie wypaść z formy. Sam pan rozumie, lata już nie te, a krzepy nigdy za mało... Nie mam jednak pojęcia, kiedy i gdzie, to nie zależy ode mnie. Jednak kolejne igrzyska w Homanie brzmią dla mnie bardziej jak odgrzewane pyry, trzeba raczej szukać nowych bodźców, aby zachęcić publiczność. Ale co ja tam wiem, jestem tylko zawodnikiem, nie organizatorem.

Ghurim: Ha, ale warto zaznaczyć, że bez zawodników, organizatorzy mogliby sobie ino pogwizdać. No nic, dziękuję za rozmowę. Życzę panu, by w przyszłej olimpiadzie był pan w tak znakomitej formie, jak i w tej.

Kodar: Warto zaznaczyć, że nietrudno jest znaleźć zawodników. Jednak idąc tym tokiem myślenia, widzowie mogliby mieć przyjemność oglądać kilkoro opłaconych wyrzutków społeczeństwa pozbieranych z karczmy. A następnym razem postaram się wypaść jeszcze lepiej, jeśli tylko jest to możliwe. Również dziękuję za rozmowę.

Ghurim

Wróć do strony głównej