O organizacji Proletariat

2020-07-23 05:02:49

Proletariat jest to dość nietypowa organizacja, która nie szuka sławnych wojowników czy wprawnych zabójców. Swoją pracę opiera na szerzeniu kultury tam, gdzie jej nie ma. Jednak większość uważa teatr tylko za zbiór scenicznych występów. Widzą jedynie aktorów i śpiewaków, pomijają wszelkie przygotowania i próby, a to właśnie tam odbywa się główna część pracy...

Zacznijmy jednak od początku.

 

 

Teatr Proletariat został założony przez aktora - Rubensa Gravesa, który wykorzystał chęć inwestycji pewnego Krasnoluda. Tak powstał obszerny budynek o pięknych, witrażowych oknach, przedstawiających główne motywy w sztuce. Miłość, samobójstwo, intrygi, wojny... Miejsce to należało wtedy do jednych z najnowocześniejszych i najpiękniejszych. Resztki po inwestycji starczyły jeszcze na zatrudnienie kilku wysokiej klasy pracowników.

Początkowo teatr cieszył się popularnością, a wpływy do kas były bardzo duże. Wszystko jednak ma swój kres. Rubens zwalniał kolejnych pracowników, by podratować skarbiec. Budynek zaczął wymagać remontu albo przynajmniej porządnej konserwacji. Nie minął miesiąc, jak teatr zasypała lawina tanich pijaczków, pracujących jedynie za kilka butelek alkoholu. Mała wydajność po niskiej cenie, a cała kultura schodziła na psy.

Właśnie wtedy w teatr zyskał miano Proletariatu, które pozostało do dziś dzień. Teraz już nikt nie pamięta jego dawnej nazwy. Jednak, jak widzicie, coś musiało się wydarzyć, skoro budynek nadal stoi i ma się dobrze...

Po dawnych czasach pozostały już tylko wspomienia i kilka pijackich piosenek. Jedną z nich jest jakże krótki i wymowny utwór "Kolesie". Pozwolę sobie zacytować tekst:

 

Bratem mi ty, bratem ci ja,

Stare kolesie my są dwa.

Menelem ty, menelem ja,

Razem łykamy oba dwa.

A kiedy ktoś, ma do nas coś

I bardzo działa nam na złość.

Z bani mu ty, z bani mu ja,

Bo my są goście sia la la!

 

Bratem mi ty, bratem ci ja,

Razem na włamie my są dwa.

Dziargi masz ty, dziargi mam ja,

Siedzimy razem oba dwa.

A kiedy ty, masz do mnie coś

I bardzo działasz mi na złość.

Z bani mi ty, z bani ci ja

I bez urazy, wszystko gra!

 

To właśnie dowód na to, że istnieje jeszcze nadzieja. Pozostawało braterstwo, wiara i ciężka praca. Rubens zabrał się za rekrutację...

Na pierwszy rzut poszły karczmy. Znienawidzone przez reżysera, ze względu na ilość pijaczyn, witały tam jeszcze grupy przygodnych grajków bez stałej pracy i często bez dachu nad głową. Rubens, o ile zauważył w nich potencjał, to zapewniał im wsparcie. Spali w budynku teatru i mieli niewielką wypłatę uzależnioną od powodzenia premiery. Jednak przyszli pracownicy znajdowali się wszędzie. Czasami sami go zagadywali, czasami on zgarniał ich w trakcie pracy, bo oto właśnie zobaczył w niej sztukę. Część odchodziła, część zostawała. Byli też tacy, co zostali wyrzuceni, czy to za brak talentu, czy za pijaństwo. Rubens zawsze pozostawał zagorzałym abstynentem, a przynajmniej tak mówiono.

Co jednak pchnęło Proletariat? Zdecydowanie wysokie ambicje i krzyki reżysera, które sprawiały, że większość ludzi, nawet tych najtwardszych, podświadomie stwierdzała, że nie wygra. Tak luki w nauce aktorskiej były szybko uzupełniane, byle by tylko nie wylecieć z pracy...

Autor nieznany

 

Wróć do strony głównej