Z dziennika Leonida - o „sporcie”

2020-07-23 04:53:42

Gładkolicy intrygują nieprzerwaną lawiną rzeczy dla mnie niezrozumiałych i niejasnych w swoich zwyczajach i przyzwyczajeniach. Ostatnio miałem ciekawą sposobność zaobserwowania, jak kilka osób biegło jedną z kilku najczęściej uczęszczanych uliczek Asylium. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, iż owy pośpiech nie wynikał z jakiejkolwiek siły wyższej lub braku czasu jako takiego. Nagoskóry, który zechciał wyjaśnić mi to niezwykłe zjawisko, twierdził, że biegną tylko dlatego, by w przyszłości móc biegać jeszcze szybciej... Niepojętym dla mnie pozostał jednak fakt, po co w ogóle do tego dążyć. Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymałem po wyrażeniu tej wątpliwości, było parsknięcie śmiechem mojego rozmówcy.

 

 

Co ciekawe: przedstawiciele różnych ras zdają się robić wiele rzeczy tylko i wyłącznie po to, by robić je lepiej od innych. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, iż jest to wynik jakiegoś uszkodzenia narządu myśli, zwanego „umysłem”. Oczywiście nie przeczę, iż warto szlifować talenty i umiejętności, jednak wszystkiemu winien przyświecać cel, którego próżno szukać w „sporcie”, cokolwiek ten termin dokładnie obejmuje.

Dotarła do mnie nawet wieść o czymś takim, jak „Olimpiada”. Nie jest to nic innego, jak masowa rywalizacja różnych istot w wybrany przez siebie, z góry ustalony sposób. Potrafiłbym oczywiście zrozumieć łowcę, który chciałby wykazać, jak dobrze posługuje się łukiem lub wojownika, który dążyłby, aby zaprezentować swoje zdolności władania mieczem ku własnej dumie i uciesze widzów. Nie widzę jednak głębszego sensu w zmaganiach, na przykład, karczmarza z dekarzem, którzy sprawdzają, który z nich przebiegnie jakiś dystans w krótszym czasie. Są to zdolności im zupełnie niepotrzebne (chyba, że temu drugiemu stoczy się jakaś beczka ze wzniesienia), a poświęcają im swój czas, siły, a niekiedy nawet środki materialne czy zdrowie. W imię czego? By okazać się lepszym od innych.

I tak oto doszliśmy do meritum: bezgrzywi potrzebują czuć się lepsi. Nie istotnym jest fakt, iż nigdy nie wykorzystają atutów, jakie nabyli podczas uprawiania jakiejkolwiek z dyscyplin. Ważne, iż publicznie udowodnili, że uprawiają ją lepiej od innych, którym oczywiście podobne zdolności są równie zbędne.

Zamierzam się jednak wybrać na tą „Olimpiadę”. Będzie to z pewnością niecodzienne widowisko, bowiem będę mógł ustalić, dlaczego tak duża ilość istot pozbawionych futra znajduje przyjemność w oglądaniu cudzych wysiłków. I tak jak uprawianie sportu jest, moim zdaniem, jedynie formą bezużytecznego marnowania własnej energii, tak jego oglądanie, zdaje się tej energii widzom przydawać, szczególnie w chwilach, gdy zmagania w jakiejś dyscyplinie dobiegają końca, a co za tym idzie - wyłaniany jest zwycięzca. Miałem raz okazję zaobserwować, jak dość sędziwy człowiek, korzystający już z laski jako swojej podpory, skacze i wrzeszczy wniebogłosy, niczym młode szczenię i to tylko dlatego, iż jakiś jego znajomy bądź krewny (po stopni zaangażowania dziarskiego jegomościa sądząc - pewnie syn, a co bardziej prawdopodobne, mając na uwadze jak bardzo by zmarszczony - nawet wnuk) dobiegał do „mety” jako drugi. O słowach, jakich używał by zmotywować faworyta nawet nie będę rozprawiał...

Reasumując: „Sport” jest dziwną dziedziną życia gładkolicych, bowiem najbardziej cieszą się z niego ci, którzy trzymają się od niego na bezpieczną odległość.

Autor nieznany

Wróć do strony głównej