Wywiad z Delią D'Paole

2020-07-18 12:05:12

Chikata Speranza: Delio. Jeszcze raz Ci dziękuję, że zechciałabyś odpowiedzieć na moje pytania.

Delia D'Paole: Nie chwal dnia przed zachodem słońca, Chikato. *śmiech*

CS: Wernisaż to wydarzenie kulturalne na miarę Pikniku Wiosennego, czy Wielkiej Maskarady co do jego ważności. Zaliczasz je do tych udanych, jako organizatorka?

DDP: Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że wernisaż okaże się tak... głośnym wydarzeniem. Zaprosiłam kilka... no może kilkanaście osób. Potem się okazało, że te osoby przyprowadziły swoich znajomych i... jakoś tak zrobiło się nas sporo. Nie miałam jednak nic przeciwko. Im więcej osób, tym ciekawiej.

Udało mi się osiągnąć tym wernisażem wszystko to, co pragnęłam nim osiągnąć, a nawet trochę więcej, więc tak, muszę powiedzieć, że był udany.

CS: Sprzedano wiele obrazów. Podobno jeden z nich został nawet zamówiony przedterminowo. To jasno świadczy, że Twoja sława Cię wyprzedza, Delio.

DDP: Na sławę trzeba pracować, moja droga. Długo i konsekwentnie. Sława nie bierze się sama z siebie. Trzeba nie tylko zrobić coś godnego uwagi, ale też nieustannie o sobie przypominać. Ludzie szybko zapominają o wczorajszych bohaterach, wciąż goniąc za jutrzejszą sensacją.

Już od jakiegoś czasu, zbierając materiały do wernisażu, mówiłam o nim wszem i wobec. Umyślnie rysowałam publicznie portrety, kręcąc się w Euzebiuszowej karczmie, by pobudzić ludzką ciekawość i podrażnić apetyty. Wiele nie trzeba było. Po jakimś czasie ledwo się gdzieś pojawiłam, już wszyscy zasypywali mnie pytaniami o to, kiedy odbędzie się wernisaż. Niecierpliwość narastała, a ja czekałam na właściwy moment. Część osób wiedziała co i kogo rysuję, więc nie trudno było się domyślić, jakie obrazy się pojawią w galerii. I dlatego pojawiły się tak wczesne zamówienia.

CS: Czyli oprócz duszy artystki, masz w sobie namiastkę stratega.

DDP: Nie tylko ja. Ten, który tak wcześnie zamówił u mnie portret baronowej Samar, musiał mieć dobre przeczucie. Bo na wernisażu baronowa chciała go kupić dla siebie. Ale musiałam jej odmówić. Biedna, pewnie umiera z ciekawości kto kupił malunek, ale jak sama rozumiesz, nie mogłam zdradzić tajemnicy. To by było bardzo niekorzystne dla interesów

CS: Baronowa musi być niepocieszona. Ale. Czy w takim razie rozróby wywołane przez Nydarda Barbatrasa również były zaplanowane? W końcu zapewniły temat do plotek na wiele, wiele dni... A tym samym i pamięć o Twoim Wernisażu.

DDP: To co wydarzyło się pomiędzy Nydardem Barbatrasem a Ulfem Addersbane'em było zupełnie spontaniczne. Nawet ja bym czegoś takiego nie wymyśliła. Gdy zgromadzi się w jednym pomieszczeniu tak różne charaktery, kierowane przez tak silne emocje, o zwadę nie trudno. Nie pierwszy to raz mężczyźni biorą się za łby z powodu pięknej kobiety. A czy to się memu wernisażowi przysłużyło, czy nie - nie mnie oceniać.

CS: Dostałaś wiele innych ofert kupna istniejących już obrazów? Bądź jakieś nowe zlecenia? Wernisaż musiał być wspaniałą reklamą.

DDP: Oczywiście, że dostałam. Już na wernisażu trzy osoby zamówiły portrety. Później dostałam jeszcze kilka próśb listownie. Zaiste, reklama dźwignią handlu. Sprawdziło się to co do joty. I to nie tylko w moim przypadku. Beliba - kuzynka mojego zmarłego męża - przygotowała poczęstunek w formie ciast i ciasteczek. Ona także jest teraz rozchwytywana, a taka reklama przyda jej się tym bardziej, że niedługo planuje otworzyć własną cukiernię.

Co ciekawe, doszły mnie słuchy, że inne rody pozazdrościły D'Paole wielkiego portretu i też takie chcą. Arvoreenowie zamówili taki dla siebie pod sam koniec wernisażu. Reszta póki co milczy. Może boją się, że za dużo policzę?

CS: Sztuka jest bezcenna. Sądzisz, że zapoczątkujesz jakiś nowy trend artystyczny? Chodzą pogłoski, że u Euzebiusza już zaczęło się schodzić coraz więcej artystów, a wielu próbuje swej ręki w malarstwie.

DDP: Czy ja wiem, czy nowy? Może raczej sprawię, że inni artyści się ośmielą i wyjdą z ukrycia. Wiesz, dobrze jest być chwalonym i ubóstwianym, ale przydałaby się też zdrowa konkurencja by nie zgnuśnieć. Słyszałam, że Arya, narzeczona Yaretha Arvoreena maluje. I Gerenna, jego kuzynka też. Ogólnie uzdolniona rodzina, ale jakoś się tym nie chwalą.

CS: Arya. Powiedz szczerze, Delio. Czy podobieństwo panny z Twojego "Szału Uniesień" do przyszłej Pani Arvoreen jest zupełnie przypadkowe? Wielu snuje domysły, że może to być jakiś przytyk, zrozumiały tylko dla Was dwóch.

DDP: Naprawdę jest taka podobna? Mam wrażenie, że to siła sugestii. Jedna osoba wymieniła imię Aryi i nagle wszyscy zaczęli ją tam widzieć. To jak z tymi plamami na tynkach. Niby zwykły zaciek, ale jak jedna dewotka zobaczy w niej święty obrazek, to nagle tłumy zaczynają się do tej plamy modlić, przysięgając, że widzą zarys oblicza, rączki, nóżki. Cuda prawdziwe.

Ja zaś malowałam z wyobraźni. Jeśli wyszło podobieństwo, to przypadkowo. Z resztą... Niektórzy insynuują, że ów centaur podobny jest do Yaretha. A to już naprawdę śmiechu warte.

CS: Ależ Delio. Niedorzeczność tego, że centaur ma być podobny do panicza Arvoreen jest całkiem oczywista. Narodziła się z potrzeby uzasadnienia nagości i intymnego charakteru obrazu. A społeczeństwo to dąży do sprostania wymogom konwenansów. Dlatego na siłę Aryę chcieli połączyć z jej... narzeczonym.

Co popchnęło Cię do tak odważnego obrazu? Ukazałaś niemiłosiernie dużo. Niektórzy mogliby to odczytać, jako jakie Twoje niespełnione fantazje?

DDP: *śmiech* Cóż, fantazje, fantazjami, każdy ma jakieś. Ja jako artystka mam ten dar, że mogę uwieczniać nie tylko własne, ale też cudze.

Arya to niewątpliwie piękna kobieta, obiekt marzeń nie jednego samca i jej fizjonomia idealnie wpasowała się w kompozycję. Musiałam podświadomie zapożyczyć jej wygląd podczas malowania, chociaż to nie ona mi pozowała. Zarówno centaur jak i ujeżdżająca go dama byli malowani osobno, z modeli, całość zaś połączyła moja wyobraźnia. I tyle w temacie.

CS: Przyznajesz, że aby narysować centaura, musiałaś przeprowadzić dokładne studium anatomii koni. Jak się sprawa miała z Młodym Bogiem? Czy do tego obrazu wykorzystałaś jakiegoś młodzieńca, by został Twoim modelem?

DDP: Owszem, "Młody bóg" też powstał z modela. I umyślnie tak ujęłam jego twarz, by była mało czytelna i zachowała tajemnicę jego tożsamości. Myślisz, że teraz ci ją tak po prostu zdradzę?

CS: Nie, nie sądzę, że tak łatwo mi to wyjawisz. Jednakże pojawiło się wiele domniemywań, jakoby miał z tym coś wspólnego Xander...

DDP: Xander... Tak, Xanderowi chyba ten obraz zapadnie w pamięć na długo. Nie uważasz, że to interesujące, że baronowa Jarmilien Samar z takim entuzjazmem zakupiła ten akt?

CS: Tak, to daje do myślenia. A co sądzisz o tak.. luźnym podejściu Twoich gości do wystawionych przez Ciebie aktów?

DDP: Cóż. Jak widać towarzystwo mamy tak wyrobione i tak doświadczone, że trudno je zadziwić, czy wzburzyć czymkolwiek. Widać od razu, że moi goście z nie jednego pieca chleb jedli i nie jedno widzieli. Bodajże tylko z dwie, może trzy panny zgorszyły się moimi obrazami. Resztę bardziej zajmowało snucie domysłów odnośnie podobieństwa modeli do realnych osób. Trzeba się pogodzić z tym, że żyjemy w świecie, w którym żadnych norm już nie ma, wszystko wolno, a każdy zakaz został już łamany i pogwałcony wielokrotnie i do znudzenia, zaś jedyne co nas jeszcze wzrusza, to możliwość dopieczenia znajomym.

Sama się nawet nie łudziłam, że pokazując nagość, samą tą nagością kogoś poruszę. Nagie ludzkie ciała są po prostu piękne i lubię je malować dla samej ich formy. To naprawdę aż tak proste.

CS: Wiele osób ubolewało, że na wernisażu zabrakło innych artystów. A przecież wiadomo, że była to okazja do poznania opinii na temat swoich prac, tego, jak oceniają Cię inni artyści.. Dlaczego tak po prawdzie nikogo takiego nie można było na Wernisażu spotkać, Delio? Czyżbyś nie znała żadnych innych artystów, niż Gerenna Arvoreen, której także tam zabrakło?

DDP: Jeśli chodzi o innych artystów, powiem tak. To miał być mój wieczór. Mój i tylko mój. Urządziłam wernisaż specjalnie w siedzibie rodu mego męża, bo to była impreza prywatna, a nie cesarskie biennale sztuki naściennej otwarte dla każdego, kto chce coś pokazać. Impreza się udała, byłam gwiazdą wieczoru a moja miłość własna została mile połechtana.

Przybyłam do Azeloth niecałe pół roku temu. Nie znam tu aż tak wielu osób. Owszem, nawiązałam sporo ciekawych znajomości, ale jak na złość nie wśród artystów. Jedynie Gerennę Arvoreen, Aryę i młodego Nasjana mogę nazwać kolegami po fachu, chociaż z tego co wiem, dla Aryi zawodem jest kucharzenie, a malowanie to tylko hobby. Wszyscy troje nie przyjęli mojego zaproszenia na wernisaż więc cóż... mogę tylko rzec, że się starałam zacieśnić więzy. Ale cóż ja mogę, skoro odzewu nie ma?

Nie poddaję się jednak. Planuję stworzyć nieformalną galerię sztuki i skupić wokół siebie różne artystyczne środowiska. Czas pokaże na ile mi się to uda.

CS: Ależ obawiam się, że mnie nie zrozumiałaś. Nie sugeruję, że powinnaś wywieszać obrazy innych artystów. Jedynie dociekam, dlaczego się nie pojawił.

DDP: Nie mam pojęcia czemu. Podejrzewam, że kobiety, jak to kobiety - mogły po prostu źle się czuć z myślą, że to nie one są w centrum uwagi - i ja to rozumiem, bo sama osobiście nie cierpię grać drugich skrzypiec. Nigdzie.

CS: Powiedz mi, jak rodzina podchodzi do Twojej pasji?

DDP: Moja rodzina? *chwila ciszy* Ach, rodzina mego zmarłego męża? Są dumni, chwalą moje prace. Dowodem na to jest fakt, że niemal w komplecie stawili się na wernisażu. Traktuję to jako wyraz poparcia. Są bardzo zadowoleni z portretu rodowego. Dawno taki nie powstał.

Myślę, właśnie jako artystka mogę się przysłużyć rozsławianiu nazwiska rodu, bo jako wdowa po Cralcie raczej nie. Nie wydadzą mnie za mąż, bo nie jestem z ich krwi. Dzieci nie mam. Pozostaje mi swoją pracą wspomagać ród.

CS: To bardzo intratny układ, zapewne. Jednakże brzmi, jakbyś nie czuła się w pełni częścią tej rodziny?

Minęło pół roku. Dla niektórych dopiero, dla innych już. Będąc w tym miejscu, możesz powiedzieć, że w pełni scaliłaś się z nazwiskiem D'Paole? Z Azeloth? Z.. wdowieństwem? A przede wszystkim z tymi wszystkimi personami w rodzie. Każdy z D'Paole ma wyrazisty charakter, nie da się tego nie zauważyć. Dotarłaś się z nimi, Delio?

DDP: Nie można się przyzwyczaić do wdowieństwa. *cisza* Należę do osób, które potrzebują sporo czasu by obdarzyć kogoś zaufaniem i szczerą przyjaźnią. Pół roku to mało.

Jednak moje stosunki z rodziną męża z każdym dniem są coraz bardziej satysfakcjonujące. D'Paole to ród, który jest silny swą jednością.

Nazwisko D'Paole zawsze było i będzie mi bliskie. Zarówno przez osobę mojego męża, którego bardzo kochałam, jak i przez jego rodzinę, która przyjęła mnie jak swoją. Cóż więcej tłumaczyć? Nie znaliśmy się, teraz się poznajemy. Próżno tu szukać sensacji.

CS: Sensacji? Ale moja droga, zupełnie nie w tym rzecz. Jedynie rozpatruję wszystkie aspekty Twojego życia, które mogły wpłynąć na Twoją twórczość. Być może właśnie jakieś dramaty z życia są Twoim napędem twórczym, Twoją motywacją i inspiracją? Niejedna młoda aspirująca na artystkę dziewczyna jest tego zapewne ciekawa.

Skoro pół roku to mało to namalowanie portretu rodzinnego musiało być nie lada wyzwaniem. Szczególnie, że główna persona D'Paole, Carrar, jest wyjątkowo skrytym mężczyzną.

DDP: Każdy portret to dla mnie wyzwanie.

Uwielbiam poznawać ludzi (i nieludzi - poprawność polityczna) właśnie poprzez malowanie ich portretów. Praca nad tym ogromnym malowidłem zbierającym razem tyle różnych osób naprawdę wiele mi dała.

Carrar to przede wszystkim niezwykle silna osobowość. Dzięki jego charyzmie i wytężonej pracy ta rodzina trzyma się razem i nie poddaje żadnym przeciwnościom losu.

To, co naprawdę mnie ukształtowało, to lata życia z Craltem. On odkrył we mnie talent i zaraził mnie pasją do sztuki. To pod jego okiem szlifowałam swoje umiejętności. W Utopii był dość cenionym znawcą sztuki.

CS: No tak, no tak. Byli partnerzy mają to do siebie, że to im najwięcej w życiu zawdzięczamy.

Powiedz mi jeszcze, proszę, ponieważ wiem, że wiele osób jest wyjątkowo ciekawych. Ta wyjątkowo chłodna kolorystyka na obrazach, to jedynie Twoja wizja, czy może metafora jeszcze odtajających relacji z rodziną? Sama w końcu przed chwilą przyznałaś, że się dopiero poznajecie...

DDP: Ach, te kolory... cóż. Zabrakło mi żółtego i dlatego wszystko takie chłodne i zgaszone

CS: Żółtego? Jaki pech. Nie zaopatrzyła się Pani na wernisaż?

Tak na koniec, proszę mi powiedzieć, jakie ma pani plany na najbliższą przyszłość? Oprócz namalowania portretu rodzinnego Arvoreenów, oczywiście...

DDP: Kupić więcej żółtej farby. *śmiech*

CS: I tym optymistycznym akcentem zakończymy ten wywiad. Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas, Delio.

DDP: To ja dziękuję za uwagę, którą mi poświęciłaś, Chikato.

 

Chikata Speranza

image

 

Wróć do strony głównej