Z dziennika Leonida - O Leonidach

2020-07-18 10:21:02

Podróżując po różnych miastach Fallathanu, w tym po stolicach wielkich państw, zauważyłem, iż niezmiernie mało można spotkać moich pobratymców - ‘Wielkich Lwów’. Sam osobiście miałem przyjemność zamienić słowo jedynie z dwoma czy trzema, o kolejnych kilku zaledwie słyszałem. Nie należy się więc dziwić, iż mój gatunek nie jest dobrze znany gładko- czy łuskolicym. Postanowiłem nieco odmienić ten niewłaściwy stan, korzystając z uprzejmości Severino Varitar, który to jest redaktorem naczelnym niniejszego periodyku.

“Jaki jest Leonid - każdy widzi”, jak mówi popularny frazes. Niemniej, nasza powierzchowność bywa zwodnicza. Według moich spostrzeżeń, wiele osób postrzega nas jako krwiożerczych drapieżników, które najchętniej wszystkich pożarłyby, nie zadając sobie nawet dostatecznie dużo trudu, by należycie przeżuć swoje ofiary. Czy tak jest jednak w rzeczywistości?

Naturalnie posiadamy cechy drapieżców, bo w końcu nimi jesteśmy - niejednokrotnie moi pobratymcy polują używając jedynie własnych pazurów i kłów, co nie wiedzieć czemu nagoskórzy uważają za barbarzyńskie, upierając się, że ich własne metody zabijania zwierzyny są jakoby bardziej odpowiednie. Niemniej, tak jak w przypadku pozostałych ras, są wśród naszych plemion istoty zarówno łagodne, jak i o ostrzejszym temperamencie. I znowu muszę się przyznać, iż niezmiernie zdumiewa mnie fakt, że nie dostrzega się w nas uczuć, a jedynie instynkt, który pomaga nam funkcjonować. To prawda, iż przez wzgląd na naszą fizjonomię nie posiadamy tak bogatej mimiki, jak znaczna część innych ras, ani nie mamy w zwyczaju obnażać kłów w geście rozbawienia, jak to nieraz czynią bezgrzywi, jednak nie oznacza to, iż nie potrafimy okazywać rozbawienia czy poczucia humoru, które również i nam nie jest obce. Dla nas dziwny z kolei jest fakt, iż nie posiadacie ogonów, które przecież powinny być głównym odzwierciedleniem nastrojów danej istoty, nie zaś napięcie nic nieznaczących mięśni pyska.

Co jeszcze warto o nas wiedzieć? Żyjemy w dość zamkniętych stadach, chroniąc siebie nawzajem i zajmując miejsce, jakie odpowiada naszym umiejętnościom. Nieliczni spośród nas, którzy tak jak ja zdecydowali się opuścić rodzinne grono, z pewnością zechcą znaleźć nowe stado lub przynajmniej stałe towarzystwo, by wypełnić ten swoisty brak. Nie spotkałem też w całym swoim życiu żadnego Leonida, który nie wzdrygałby się na myśl o rzece, morzu czy jakimkolwiek innym akwenie. Mało jest przedstawicieli innych ras, którzy pojmują zagrożenia, jakie niesie ze sobą przebywanie w pobliżu tak dużej ilości wody, jednak postanowiłem poświęcić temu osobny artykuł, by uświadomić chociaż niektórym niebezpieczeństwo, jakie nieraz podejmują, pochopnie nurzając się w tej zdradliwej cieczy.

Co jest raczej oczywiste - lubujemy się w mięsiwach, ze szczególnym uwzględnieniem dziczyzny. Jeśli zechcesz kiedykolwiek zaskarbić sobie uznanie jednego z nas - zapewnij mu sowity poczęstunek. Każdy z nas ogromnie ceni sobie dobry posiłek.

Jeśli zechcesz, drogi czytelniku, poznać nas jeszcze bliżej - zapraszam do siebie. Z rozkoszą zamienię kilka słów przy fajce Świętego Ziela z każdym, kto zechce poświęcić chwilę by zrozumieć inną istotę. Nie zdziw się jednak, jeśli ja sam okażę się bardziej ciekawy Ciebie, niż Ty mnie...

Autor nieznany

image

Wróć do strony głównej