Moda na umieranie - śmierć Lothalda

2020-07-18 10:07:58

Wiadomość o jego śmierci obiegła niemalże wszystkich, od arystokracji, u której grywał, poprzez mieszczaństwo, z którym bawił się i dzielił swoje życie, poprzez nawet osoby o szemranej reputacji. I każdy zareagował na tę śmierć burzliwie. Jedni byli zrozpaczeni że oto jeden z najlepszych bardów już nigdy nie zagra na ich przyjęciu, inni cieszyli się, że oto oszusta spotkał należyty koniec. Jeszcze inni opłakiwali śmierć swojego przyjaciela.

Oto wypowiedzi tych, dla których Lothald był nie tylko grajkiem, ale i przyjacielem.

„Wszyscy zadają sobie pytanie, jakim człowiekiem Lothald był po za sceną i zespołem. Jak się zachowywał, co lubił, w jaki sposób spędzał czas. Powiem wam: G***o mnie to obchodzi. Lothald istniał dla mnie tylko w zespole, bo Miecze i Róże są dla mnie domem, skarbem i wszystkim o co warto się troszczyć. Utrata więc człowieka którego mogłem nazwać przyjacielem wciąż pali mnie w piersi. Kim jednak był Lothald? Doskonałym kompanem do wszelakich eskapad, nigdy nie zapomnę jak wyciągaliśmy go, oraz Unn z więzienia. Byłem na*****y jak stado żołdaków, a stan wciąż doprawiałem proszkiem z szaleju, sporyszu, wapna i prawdopodobnie trutki na szczury, wybraliśmy się z Nandu do samego komendanta by się wstawić za naszą dwójką kanarków, wtedy właśnie mój lutnista zyskał nowe miano: Bzykacz. Akcja powiodła się i nie dość, że uwolniliśmy dwójkę kompanów, to zyskaliśmy szafę, oraz błyszczące guziki, które stały się moją obsesją. Lothald zawsze miał obiekcje przed męską miłością, podobnie jak i ja, w przeciwieństwie jednak do mnie nie sypiał z mężczyznami, więc nie miał mocnych dowodów na to że nie jest sodomitą. W końcu skąd mógł wiedzieć, jeśli nie spróbował? Pasjami chlał mocną wódę, a potem wcierał sobie proszek zwany "gromem" w gałki oczne, nie raz mu potem odp********o i w ten sposób obudziłem się kiedyś w pokoju zalanym po kostki najdroższym w okolicy winem, mając na sobie tylko dwa homary, które jakimś cudem trzymały się moich sutków, a Lothald z przekrwionymi oczami siedział na skrzydle drzwi wpatrując się w obleśnie tłustą k***ę, próbując ją zadźgać patykiem. Gdy mu nieco przeszło stwierdził że wydawało mu się iż dryfuje na łodzi i stara się odgonić krakena. Był dobrym muzykiem, sumiennym i gotowym pracować jak wół. Musisz bowiem wiedzieć że na próbach nie ma przebacz, pracujemy nie raz po dwadzieścia godzin, powtarzając każdy motyw do skutku. Nie liczy się wtedy kto ma jaki status, skąd się wywodzi, liczy się perfekcja i on to rozumiał, nie narzekał, zaciskał zęby i robił wszystko by nazwa MiR stała się czymś rozpoznawalnym i słynnym. I niech mnie stado jaków pi*****i, udało się! Właśnie takiego zamierzam go zapamiętać, człowieka kameleona, gotowego z krwawiącymi od strun palcami kolejny raz powtarzać kawałek utworu, by po występie wciągać ze mną prochy, spalać szalej, chlać morza podłego wina i pi*******ć damy negocjowalnego afektu. Wszystko po to by na koniec budzić się z przyrodzeniem wymaczanym w smole i wielkim napisem na ścianie: MIECZE I RÓŻE! Oraz kompletnym brakiem pojęcia, jak do tego doszło.”

Kel’Daer, czarny bard

 

"Był dobrym przyjacielem. I prześwietnym bardem. "

Jarmilien Samar

 

„To był mój bard. Nie umiem tego wyjaśnić inaczej. To tak, jak się spotyka kogoś i wie, że jest ważny. On był ważny. Od samego początku i nawet jak był zachlany w trupa. Raz to się nawet omal nie popłakał, jak mu butelkę rozwaliłam. Żeby nie pił. A poza tym słyszał pan, jak on grał? Fałszował! Kiedy prawdę mówię, bo słyszałam. Ale wkładał w to całe serce, dlatego się zawsze podobało. Kiedyś grywaliśmy razem u Euzebiusza. Ja, Nandu i on. Tak zaczynaliśmy. Potem był... zespół, ale to już nie było to samo. We trójkę było najlepiej. Nie było popisów, a liczyła się muzyka. To znaczy popisy były, ale inaczej. A on muzykę kochał. Na równi z baronową... A potem wziął i umarł. Więc niech sobie już pani idzie.”

Rosaria

 

"Był mi drogim przyjacielem, przy nim zawsze mogłam być sobą. "

Lúthien Ranruin

 

"Niektórzy to mówią, że bard to taka troszę odmiana menela, co? Człowieka to czasem życie w różne strony miota, ale Loth po dobrej stronie miał serce. I dobrze się tańczyło do jego muzyki, taką radość niósł, jak grał. Zbyt cicho teraz będzie w karczmie. "

Lu Lerdan

 

"Nie pamiętam, jak poznałam Lotha. Naprawdę. Wiele twarzy mija się w życiu, ale nie wiele z nich zapada w pamięć. Lothald zapadł mi w serce cały, nie było drugiego tak bezpretensjonalnie dobrego człowieka jak on. Za cała gamą wiecznie napływających mu do głowy słów i dźwięków, żartów, uśmiechów i rozbrajających zachowań krył dobrą duszę. Nie można go zapomnieć. I nie można było go nie lubić."

Lyall

 

"Sztubnie było mieć w nim starszego brata. Wcale nie powinien umierać."

Nandu

 

Autor nieznany

image

 

 

 

 

Wróć do strony głównej