Wywiad z Tishtry

2020-07-18 03:36:48

Irimgardzki przedstawiciel "Redakcji Głosu Fallathanu" wiedział, gdzie ma się skierować. Wyznaczono mu za zadanie skontaktować się z niejaką Tishtry, zwaną Sokołem. Słyszano, że można ją spotkać w Górskiej Kropli. Tak czy siak zadanie musiał wykonać. Ponoć te miejsce słynie z gościnności, to może pójdzie lepiej niż przypuszczał. Redaktor przybył we wskazane miejsce i bardzo mu się poszczęściło, bo akurat owa niewiasta akurat tu rezydowała. Przedstawiwszy sprawę, wyrażono zgodę na rozmowę.

 

 

Redaktor: Bardzo mi miło poznać słynną Tishtry. Można o Pani coraz więcej usłyszeć. "Głos Fallathanu" chciałby przybliżyć czytelnikom Pani sylwetkę i jej perypetie losu. To interesuje ich najbardziej. Może na sam początek opowie coś Pani o swoich korzeniach? Skąd pochodzi, jakich ma przodków? I ile ma lat, jeśli oczywiście nie jest to wielką tajemnicą i zechce się nam Pani z tym podzielić.

Tishtry: *Nie było jej trudno odszukać, skoro ostatnio dzieliła czas między klan i Szarych.* - Mnie również miło poznać w końcu redaktora gazety! *Śmiech.* - I nie wiedziałam, że można o mnie ostatnio coraz więcej usłyszeć. Miło mi to wiedzieć... No nic. Skoro takie jest zapotrzebowanie, nie widzę przeszkody, by odpowiadać na wszystkie pytania. Kto wie, może przydatne to będzie?! Moje korzenie? To irimgardcy górale, zamieszkujący Czerwoną Dolinę w górach Krańca Świata. Klan Ceorah, jeden z najstarszych i najliczniejszych, zamieszkujących wyższe partie gór. Moi przodkowie zajmowali się, jak i ja, myślistwem, również i ptasim, w którym celuję. A wiek? Żadna tajemnica. *Znów śmiech.* - Trzydzieści jeden lat w tym roku stuknie. Nie widzę powodu, by skrywać to i robić z siebie młodszą, niż jestem.

Redaktor: Widzę, że jest Pani bezpośrednia. Nie wszystkie kobiety takie są. To kolejne pytanie - co wpłynęło na to, że stała się Pani myśliwym, łowcą? Zaważył w przeważającej części wpływ przodków, rodziny, by pójść w ich ślady, czy to był stanowczy bunt, aby odciąć się od wizerunku kobiety zdominowanej przez mężczyzn, tzw. "kury domowej"?

Tishtry: Od kiedy pamiętam, uczono mnie, bym była szczera. Zresztą, moja matka umarła szybko, więc na mnie spadł obowiązek wychowania młodszej siostry. Ojciec uczył mnie bezpośredniości. Jeśli to wadzi... przepraszam, inaczej nie umiem. *Śmiech.* - A co wpłynęło na mój zawód? Przeszłość mojej rodziny. Mój ojciec i dziad byli myśliwymi, z naciskiem na sokolnictwo. Sama wychowałam się w tym kręgu i nie było innej opcji. Myślistwo jest dla mnie czymś naturalnym. Poza tym... "kura domowa" w pojęciu górali nie istnieje. To wymysł innych państw, u nas i owszem, kobieta zajmuje się domem. Ale prócz tego, często skupia się na innych zajęciach. Nie jest wyjątkiem obrona domu czy rodziny przed obcymi, a zatem paranie się wojaczką. W pewien sposób kontynuuję rodziną tradycję. Nie stronię od kuchni i gotowania, a jednak uważam, że miejsce kobiety jest obok mężczyzny, zatem, nie boję się walki. Niekonwencjonalne podejście, prawda?

Redaktor: Jaki jest Irimgard z perspektywy kobiety, wojowniczki, góralki? Irimgard nie był do tej pory zbyt dobrze postrzegany. Myśli Pani, że to się odmieni?

Tishtry: - Jaki jest Irimgard? Z pewnością dla wielu surowy. To niezaprzeczalne. Jednak w swej surowości jest piękny, odmienny i fascynujący. Każdy region tego kraju ma w sobie coś wspaniałego, co pozwala poczuć, że się żyje... Również i istoty go zamieszkujące mają w sobie coś niezwykłego, ten element radości i zabawy. Nie jest istotne, czy jest się góralem, czy pochodzi się z równin. Wszyscy kochamy nasz kraj tak samo. A czy odmieni się to, jak inni na nas spoglądają? Mam nadzieję, że tak... choć muszę przyznać szczerze, nie pojmuję, czemu postrzega się nas, Irimgardczyków w tak negatywny sposób. Widziałam wiele w swym życiu, z różnymi osobami przyszło mi pracować. I jakoś nie odniosłam wrażenia, że moje pochodzenie rzutuje na odczucia innych. Prędzej już mój charakter, czy sposób wysławiania się.

Redaktor: Ta niechęć wynika z tego co słyszałem bardziej z surowego, często niezrozumiałego dla obywateli innych państw prawa. Dotyczy się to i w aspekcie selekcji nowo narodzonych dzieci, jak i antymagii. Jeśli te pierwsze prawo jest mocno kontrowersyjne, to drugie za każdym razem zaskakuje. Świat jest pełen magii, magów, Miejsc Mocy. Nie sposób się przed nią uchronić, odseparować.

Tishtry: - Czy ja wiem, czy tak surowe dla nowo narodzonych? Może dla kogoś z zewnątrz, owszem, wydaje się to... kontrowersyjne, jednak dla nas to część tradycji. Coś, w czym się wychowaliśmy od pokoleń i uznajemy to za równie naturalne, jak... magia w Amarth. Podejrzewam, że i tak zostanę przez wielu źle zrozumiana i tak, i tak... no nic. A co do samej magii? Nie ukrywam - przez moje wędrówki po świecie, fakt, że związałam się wpierw z KD, a teraz jestem w Szarej Straży... owszem, przyznaję, że nie sposób uchronić się przed magią. Kilka razy nawet magia ratowała mi skórę. Nie przeczę. Jednak ta niechęć do niej pozostaje w nas zakorzeniona głęboko. To nasze dziedzictwo, nasza kultura.... Kwestia... za delikatna, w moim mniemaniu, kwestia, by poruszać ją w wywiadzie. *Śmiech.* - Jestem tylko myśliwym, a nie światłym umysłem, który może roztrząsać takie kwestie i przybliżać je nam, zwykłym zjadaczom chleba.

Redaktor: No właśnie. Magia potrafi być też pożyteczna, ratująca życie, a nie tylko siejąca strach. Prawo Irimgardu w tym zakresie jest sztucznym, na siłę zapodanym przepisem, które nie ma i tak zastosowania poza jego granicami. Miejmy nadzieję, że władze Irimgardu przemyślą tę kwestię. Ale wracając do Pani - co się stało, że Konkwisturr Detekturr się rozpadło i powstała Szara Straż?

Tishtry: - Kwestię magii wolę już zostawić. Temat jest... śliski niczym lód. Zaś co do przemian w organizacji? Cóż. Nie będzie żadną tajemnicą, gdy powiem, że szala goryczy przelała się po sprawdzeniu jednego z opuszczonych miasteczek w Urr. Narażaliśmy życie i zdrowie nie tylko własne, ale i najemników z kontynentu. Walka była bardzo trudna, problemy z przeciwnikami nawarstwiały się co krok. Ostatecznie udało się dociec źródeł problemu, udało się powrócić, jednak nie odnieśliśmy sukcesu. Herszt dał nam to odczuć... podobnie jak najemnikom, z którymi wówczas współpracowaliśmy. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby na pewno sztandar, pod jakim służymy, jest dobry? Czy za chłodne traktowanie i niepewne jutro wciąż mamy ryzykować? Efektem tamtych wydarzeń i wniosków jest Właśnie Szara Straż. Organizacja, w której wszyscy jesteśmy sobie równi, i rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki. Na cuda prosimy poczekać kilka chwil. *Śmiech.* - A na poważnie... Szara Straż zrodziła się jako chęć oderwania od wyzysku i poczucia niesprawiedliwości, jaka była nam dana w udziale. Tak można to skrócić, opisać najlepiej, dlaczego pojawiliśmy się jako Szarzy.

Redaktor: Jaka jest Szara Straż w oczach kobiety i wojowniczki? Czy stanowicie zamkniętą grupę, czy jesteście otwarci na nowych członków? Jakie zasady wyznaje Szara Straż?

Tishtry: - Jacy jesteśmy? Hm... równi. Jesteśmy sobie rodziną, braćmi i siostrami, bez względu na rasę, płeć czy zawód. Ufamy sobie wzajemnie i jedno za drugim skoczy w ogień, gdy zajdzie taka potrzeba. Każdy jest u nas mile widziany... musi tylko dotrzeć do Warowni Czuwania i przejść rozmowę z Wodzem. A gdy się to uda... nie będę ukrywała: musi się udowodnić, że się chce i potrafi. Jesteśmy, jak mówiłam, rodziną. Współpracujemy ze sobą, działamy... musimy sobie wzajemnie ufać. I to też jedna z zasad: jak wcześniej wspominałam, wykonujemy rzeczy niemożliwe, idziemy tam, gdzie inni boją się iść. Ryzykujemy. I wracamy żywi. Chyba tak najlepiej jest określić to, jakimi zasadami się kierujemy, przynajmniej z mojej perspektywy. Dla mnie osobiście są one przejrzyste - może dlatego, że uczestniczyłam w ich narodzinach, widziałam, jak powstają. I jeśli chce ktoś z nami przeżywać przygody, poznawać nowe miejsca, dosiadać niezwykłych, podniebnych wierzchowców... i mieć pewność, ze znajdzie grupę przyjaciół, którzy, gdy zaufają, będą za nim stać, zapraszamy.

Redaktor: - Zaiste, brzmi to niezmiernie kusząco. Zapewne znajdą się po naszym artykule chętni, by to sprawdzić na własnej skórze. Oby tylko chrzest bojowy nie zakończyli w paszczach smoków. *Śmiech.* - Jeśli nie jest to tajemnicą, czy można wiedzieć jak drogie są usługi Szarej Straży? Najemnicy się wysoko cenią. Szczególnie ci zaprawieni w boju?                                                                                                     Tishtry: *Śmiech.* - Zapraszamy wszystkich! Oczywiście, o ile są odważni i chętni przygód... A co do kosztów naszych usług... Powiem tak: o tym nie mówimy publicznie. By się przekonać, należy przyjść do nas, do Warowni Czuwania i samemu sprawdzić...

Redaktor: Tak z innej beczki. Nasze czytelniczki pewnie zamiast o walce wolą poczytać o tym, jak się Pani poznała ze słynnym Nathanem. Widywano Was niejednokrotnie razem i jesteśmy ciekawi, jak to się wszystko zaczęło? W jakich okolicznościach? I jakie są tradycje, jeśli chodzi o narzeczeństwo i irimgardzkie ceremonie zaślubin? Zakładając, że jesteście po ślubie, bo tego akurat nie udało mi się dociec.

Tishtry: - Co do Nathana... cóż. Poznałam go, bo chciałam nauczyć się walki szablą. Był moim nauczycielem, i to wymagającym! *Śmiech.* - Odnośnie tradycji... cóż. Pozostawię to bez komentarza, czytelniczki muszą wybaczyć. Niech istotne będzie tylko, że klan, z jakiego się wywodzę, Ceorah, przyjął go i uznał za jednego ze swoich członków. Mój brat zaś, przywódca, raduje się z takiego szwagra. Jesteśmy sobie nader bliscy, i nie będziemy tego skrywać. Czytelniczki wybaczyć muszą, jednak należę do osób ceniących ciszę własnego gniazda.

Redaktor: Nie miałem nic zdrożnego na myśli mówiąc o zaślubinach. Jestem ciekaw czy różnią się ceremoniałem od cesarskich, których uczestnictwo jest obowiązkowe przed Kapłanem i z posiadaniem świadków. Wiem też, że następuje moda na zawieranie związków małżeńskich nie tylko w świątyniach, ale na łonie natury, pośród łąk, czy w ruinach strażnic i innych nietypowych miejscach. Oczywiście życzymy Wam wiele szczęścia na nowej drodze życia.

Tishtry: - Mówiąc uczciwie... nigdy nie interesowałam się modą na zaślubiny w poszczególnych państwach. Niech ciekawe czytelniczki jednak wiedzą, że nie było nic ekstrawaganckiego. Ot, prosto, cicho... jednak dziękujemy za życzenia.

Redaktor: Czy po ataku na Wielki Mur Irimgardzki, Szara Straż zamierza aktywnie uczestniczyć na arenie międzynarodowej, nawet jeśli będzie to oznaczało ingerencję w politykę, wsparcie którejś ze stron?

Tishtry: - Powiem tak: nie wypowiem się za Wodza, bo to on podejmuje ostateczną decyzję. Z pewnością jednak będziemy tam, gdzie udział nasz będzie niezbędny, istotny... Wszędzie tam, gdzie inni będą się bali ruszać. Niektórzy okrzykną nas "bandą straceńców i szaleńców". Być może. Jednak podejmiemy się każdej misji, jaką nam się zleci - nie jest istotne, czy będzie to władca jakiegoś kraju, czy przeciętny chłop. Ważne, że będziemy potrzebni.

Redaktor: Czy jest jakiś moment z Pani podróży, który szczególnie mocno utkwił w pamięci?

Tishtry: - Czy jest jakiś moment...? Dla mnie osobiście zawsze tylko ten, kiedy wzbijam się w niebo na grzbiecie mojego Esylda. Kiedy mogę spojrzeć w dół na tych, którzy liczą na moje oczy i na to, że ostrzegę ich w porę. To nigdy się nie zmienia. A tak... Chyba nie ma momentu, jakim mogłabym się z czytelnikami podzielić. Cześć z nich zrozumiałe są tylko dla mnie samej. A część dla Szarych. Wiec tylko ta chwila, gdy ruszam, obserwuję innych.... tylko ona jest zapamiętana i do podzielenia się...

Redaktor: Co by Pani doradziła wszystkim poszukiwaczom przygód, wędrowcom i tych, którzy uwielbiają podróże? Jaki jest Pani "niezbędnik podróżnika"?

Tishtry: - Co bym poradziła? Hmmmm... pomyślmy.... Mieć głowę na karku i myśleć. Czasem najbardziej proste, instynktowne rozwiązania są najlepszymi. Nie ma co kombinować. Zdać się na uczucia. One, prowadząc... sprawiają, że żyjemy.

Redaktor: Czy jest na zakończenie naszej rozmowy coś, co chciałaby Pani przekazać naszym czytelnikom?

Tishtry: - Czy coś chciałabym przekazać? Hm. Niech każdy czytelnik jest sobą, nie skrywa się pod maską obcej persony. Choć czasem to trudne, to jednak... bycie sobą popłaca. przynosi szczerych przyjaciół... ale i prawdziwych wrogów. Eliminuje ryzyko fałszu. A to na szlaku przygód bywa niezbędne.

Redaktor: Dziękuję za poświęcony czas i rozmowę. Miło było Panią poznać.

Tishtry: - Również, dziękuję za poświęcenie swego czasu. Mi również miło było poznać. Pomyślnych wichrów na szlakach rozmów.

Autor nieznany

image

Wróć do strony głównej