Błękitna Zaraza wg Chikaty

2020-07-18 03:27:41

 

Niebezpieczeństwa związane z chorobami zakaźnymi nigdy nie wydają się na tyle realne, by wzbudzić masową panikę. O ile, oczywiście, choroba szaleje w odpowiednim oddaleniu. Inaczej do zagrożenia podchodzą mieszkańcy terenów objętych obserwacją, nadzorem bądź w ostatecznym wypadku kwarantanną. Szczęśliwcy, którzy rozwój wypadków mogą obserwować z zaciszy swoich domów nie czują się zagrożeni; z dala od zarazy, mogą wysnuwać w spokoju niestworzone historie dotyczące jej pochodzenia. Jedni stawiają na zesłane przez bogów potępienie. Inni doszukują się medycznych wyjaśnień. Jeszcze inni skazują to na karb przypadku. Jakby to jednak nie było, bardzo częstym przeświadczeniem jest, że choroba jest karą za przewinienia.

Tak i przez pewien czas było z Błękitną Zarazą. Ta, rozszalawszy się w Romen-Dorze, budziła paniczny lęk w ludzkim odsetku mieszkańców. Długowieczni, jak się okazało odporni na chorobę, mogli spokojnie prowadzić swoje życie wśród zamkniętych enklaw bez obaw zaburzenia ich naturalnego rytmu. Nie można tego samego powiedzieć o pierwiastku ludzkim. Na początku rozprzestrzeniania się epidemii, wiara i kulty różnych bóstw przeżywały istne odrodzenie. Świątynie były wypchane po brzegi, a datki według szacunków kapłanów najhojniejsze od kilku lat.

Dla mieszkańców Cesarstwa, Zaraza pozostawała jednak dalekim cieniem grozy, który rozprzestrzeniał się na ziemie dalsze, niż Romen-Dor. Traktowano ją przez to jak kolejną epidemię dżumy, poddając obszar zarażony kwarantannie. Szlachta azelocka, wraz z władzami Uniwersytetu Medycznego, na czele z nieżyjącym już Etielem Arvoreen podjęła decyzję o konieczności podjęcia poszukiwań lekarstwa. Dla zwykłej ludności jednak kwestia ta wydawała się wyjątkowo odległa.

Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy do opinii publicznej przedarła się wiadomość o wkroczeniu osób zarażonych na tereny stolicy Cesarstwa. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Morale ludności w zastraszającym tempie stanowczo spadły. Trawieni strachem, o własne zdrowie i życie zaczęli dopytywać o lekarstwo.

Sytuacja natomiast przedstawia się następująco: lekarstwo nie istnieje. Jakkolwiek nie brzmiałaby wieść władzy, fakt pozostaje faktem. A ja, Chikata Speranza, poprzysięgłam dostarczać Wam, moi Czytelnicy, samej prawdy.

Drużyna wysłana na poszukiwanie antidotum według najnowszych wieści jest jeszcze daleka od zebrania wszystkich jego składników. Nie wspominając o ich odpowiednim zmieszaniu. Podczas podróży jak wiadomo zmarł na skutek obrażeń Rektor Akademii Medycznej, Etiel Arvoreen. Wraz z tą śmiercią widoki śmiałków na powodzenia zdecydowanie zmalały. Nie dość jednak, że stracono medyka, w jakiś czas po nim z wyprawy odłączyła się niksa, Sathilia D’Paole. Wraz z jej zniknięciem skończył się stały dopływ informacji dotyczących wyprawy.

Na szczęście mimo tych strat, zdołano odnaleźć część składników lekarstwa. Pytaniem jednak pozostaje, czy to wystarczy? Czy okażą się skuteczne? Czas nagli. A choroba rozciąga się coraz prędzej i coraz szerzej, zbierając swój plon...

Chikata Speranza

image

//Informacja od redakcji "Głosu Fallathanu": Chikata Speranza pisała ten artykuł nim dowiedziała się o wyprawie na Wschód, do samego źródła zarazy, organizowaną po trzeci składnik potrzebny do antidotum.

 

 

 

 

Wróć do strony głównej