Potwory i czary w Irimgardzie - wywiady

2020-07-18 02:59:51

[10 Festyara 4367 roku, robiąc generalne porządki w redakcji natrafiono na notatki należące do wolnego korespondenta, który współpracował z "Głosem Fallathanu" - Ma'Arei. Nie chcąc, by praca poszła w zapomnienie postanowiono opublikować jego materiały.]

"Wiele się ostatnio słyszy o ataku magów na Irimgard. Sprawa ta wywołuje wiele emocji nie tylko w państwie Sulich, lecz na całym kontynencie. Postanowiłem przyjrzeć się jej osobiście i przedstawić wynik mojego śledztwa. W poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytania udałem się do samego źródła - na granicę Irimgardu, gdzie mogłem porozmawiać z jednym z czołowych dowódców wojskowych, a oto przebieg owej konwersacji."

Dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z jednym z najlepiej wyszkolonych strzelców w całym Irimgardzie, jeśli nie Fallathanie - Hakarem. Nie trzeba nikomu przedstawiać tej postaci, bowiem swym męstwem i dokonaniami zasłynął nie raz, zaskarbiając sobie wiele zainteresowania nawet w Cesarstwie, Amarth czy Twierdzy Urthorror. Jednak dzisiaj chciałbym go zapytać o coś więcej niż o jego własne czyny.

Ma'Arei: - Witaj! To prawdziwa przyjemność poznać tak wspaniałego wojownika spośród gładkolicych. Czy zechciałbyś, Panie, na początku przybliżyć mi nieco, jakie miejsce w armii zajmuje Strzelec Irimgardzki?

Hakar: - Witam. Nie gwarantuję wspaniałego wywiadu pełnego niezwykłości, ale postaram odpowiedzieć na zadane pytania. Strzelec Irimgardzki to ranga wojskowa. Otrzymują ją ci, którzy wykazali się doskonałym opanowaniem łuku. Pod sobą ma setkę strzelców, co stawia go najwyżej wśród jednostek posługujących się bronią dystansową. Wyżej są już tylko zwierzchnicy ogólni.

Ma'Arei: A więc jesteś jedną z wysoko postawionych osób w armii Irimgardu - to prawdziwy zaszczyt rozmawiać z Tobą, Panie. Jednak spotkaliśmy się nie po to, by jedynie wymieniać uprzejmości. Mnie i czytelników "Głosu Fallathanu" z pewnością interesują plotki, które od pewnego czasu daje się słyszeć - o nadchodzącej wojnie z Amarth oraz rzekomym zburzeniu muru granicznego. Czy zechciałbyś coś nam o tym powiedzieć? Czy wierzyć podobnym pogłoskom?

Hakar: - Wystarczy Hakar. Nie raz udowadnianio mi już, że na "Panowanie" trzeba mieć zdecydowanie więcej, niż sam posiadam. Jeśli chodzi zaś o wojnę... wojny zawsze będą. Takie, czy inne. Czy Amarth wywołał tą? Nie mam pojęcia. Spekulacje są dobre dla dyplomatów. My musimy opierać się na znanych nam faktach, a tym jest na przykład ten, że mur faktycznie runął. Jeśli trzeba walczyć, to będę walczył, broniąc kraju, a wy z pewnością się o tym dowiecie. Gdybanie rzadko kiedy kończy się dobrze.

Ma'Arei: Informacja o upadku muru nie należy do optymistycznych, tym bardziej kiedy weźmie się pod uwagę pogłoski o bestiach, jakie brały udział w napaści. Podobno cały Fallthan nie widział nigdy niczego podobnego... Jestem pewny, iż armia Irimgardu potrafi ochronić swoje terytorium, jedynie budzi moje obawy fakt, iż jak dotąd nie słyszano o żadnym magu, który byłby zdolny powołać do istnienia coś podobnego. Jak mówiłeś - gdybanie należy pozostawić dyplomatom, chciałbym więc się Ciebie zapytać o fakty: czy armia Irimgardu jest w stanie stalą i ogniem walczyć przeciwko magom, skądkolwiek oni są?

Hakar: - Faktycznie, zgodzę się z Tobą. To bardzo zła informacja, nie tylko z powodu możliwości wojny między dwoma państwami. Ten Mur był symbolem równowagi, jeżeli upadł, to konsekwencje mogą być katastrofalne w skutkach dla całego Fallathu. Co do walk, to jesteśmy w stanie się obronić - gwarantuję to, mamy swoje sposoby. Irimgard opierał się magii przez długi czas, mimo, że wydawać by się mogła niezwyciężona. Dodatkowo, moje słowa wypowiedziałby każdy z moich druhów. Będziemy stać murem, zastępując ten właściwy, ginąc jeśli będzie trzeba i pokonamy nieprzyjaciela, niezależnie od tego skąd ten mag, czy grupa magów pochodzi. Jestem tego pewien. Nie stalą i ogniem jednak.

Ma'Arei: Cieszy mnie to zapewnienie. Tą nieco optymistyczną zapowiedzią oporu wobec nieznanego agresora zakończymy. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Liczę, że będziemy mogli do niej powrócić, kiedy tylko wszelkie konflikty zostaną zażegnane.

"Po podróży do Irmigardu, wróciłem do mojego poniekąd rodzinnego Amarth. Niemało trudu mnie to kosztowało, biorąc pod uwagę zaognienie się stosunków między tymi państwami, jednak w końcu stanąłem w Asylium, kierując swe kroki do siedziby gildii Necrum Ferox, gdzie sam mieszkam i gdzie znalazłem kolejną moją rozmówczynię - maginię Lyall. Ponieważ nie byłbym rzetelny, zamieszczając spostrzeżenia przedstawiciela tylko jednej ze stron, postanowiłem przedstawić Wam przebieg również i tej rozmowy."

Ma'Arei: Powiedz mi proszę, jaką pozycję zajmujesz w gildii oraz jaki masz wpływ na politykę Amarth.

Lyall: W Necrum Ferox zasiadam w Małej Radzie Magów, jestem członkinią loży, którą nadzoruje Klucznik, Shed. Jeśli mam być szczerą - politykę obserwuję. Uważnie, aczkolwiek z daleka, czekając nieco na rozwój wypadków. O to, jak wygląda wpływ Gildii na politykę Amarth należy najpewniej zapytać Sabnam, która przewodzi Loży Zimy.

Ma'Arei: A więc śledzisz zapewne wydarzenia, które rozgrywają się obecnie na granicy z Irimgardem. Chodzą plotki, że mur został zniszczony lub znacząco uszkodzony, w czym miały pomóc bestie tak potężne, iż mogły zostać przyzwane tylko przez maga o wręcz niewyobrażalnej sile. Nie trzeba się zbytnio trudzić, aby połączyć kilka faktów i stwierdzić rzecz oczywistą: Irmigard posądza o napaść Amarth. Jak Ty sądzisz: co tam się stało?

Lyall: Zbyt kruchy był sojusz dwóch państw, które są tak skrajnie różne. Ktoś mógł to wykorzystać, bo wojna nigdy nie służy żadnemu z nich. Jest kosztowna, zaburza ekonomię, budzi Śmierć. Nie sądzę, by Amarth było prowokatorem.

Ma'Arei: W takim razie kto to mógłby być? Jaki miałby w tym cel? Pomijając już pytanie: jak i gdzie mógł wyszkolić się tak potężny mag, nie wzbudzając nawet podejrzeń Amarth? To dość niewygodne pytania, biorąc pod uwagę naszą ojczyznę, jednak chyba warto się nad nimi zastanowić... Czy, jako mag, miałabyś jakieś podejrzenia?

Lyall: Mało jest takich magów, którzy zatracili się w chęci władzy? W pędzie po to, by ją osiągnąć, zacisnąć na niej ręce? Nie. Gorzej, że wśród nich mógł znaleźć się ktoś na tyle charyzmatyczny i utalentowany, że faktycznie zrobił milowy krok i doszedł do momentu, gdy pragnienie zaczęło być realne, tracąc ramy mrzonki. I nie, nie mam podejrzeń. Jeśli taki mag byłby w Amarth Necrum Ferox wiedziałoby o nim z pewnością.

Ma'Arei: Masz rację - wielu jest magów dążących do potęgi. Jednak nigdy nie słyszałem o takim, który mógłby dokonać podobnych dzieł. Sugerujesz więc, że musiała być to jakaś grupa? Ktoś, kto zebrał magów i razem dokonali podobnego dzieła. Dobrze rozumiem?

Lyall: Wątpliwe jest, by czegoś takiego dokonała jedna osoba. Zdajemy sobie chyba z tego sprawę wszyscy? Tak, sądzę, że mag będący przyczyną tego konfliktu ma za sobą grono popleczników.

Ma'Arei: Sam ten fakt chyba również nie zwiastuje idealnej sytuacji. Grupa magów, która odważyła się na podobne posunięcie musiałaby być bardzo przebiegła. Jak sądzisz: jak Amarth może zareagować na podobną prowokację? W końcu wisi nad tym państwem widmo wojny...

Lyall: Mam nadzieje, że konflikt mimo wszystko zostanie zażegnany w inny sposób. Amarth nie może ponosić odpowiedzialności za każdego maga, jaki stąpa w naszym świecie, prawda?

Ma'Arei: Miejmy nadzieję, że nasi sąsiedzi zza granicy dojdą do podobnych wniosków. Dziękuję Ci bardzo za tą krótką rozmowę. Z pewnością rzuciła ona sporo światła na sprawę niedawnego zajścia i pomoże zrozumieć naszym czytelnikom, co mogło się stać.

Jak więc widać, przypuszczeń jest dużo. Pewnym pozostaje jednak, że mamy do czynienia z bardzo dużym zagrożeniem, skądkolwiek ono nie pochodzi i ktokolwiek na tym zyskuje. Jest to o tyle kłopotliwa sytuacja, iż żadne z ościennych państw nie jest w stanie przyjść z pomocą, bowiem wszystkie są osłabione kataklizmami, sparaliżowane zarazą bądź znaczą zbyt mało, by stanowić jakiekolwiek wsparcie. Pozostaje nam tylko czekać, obserwując pilnie wydarzenia. Z kolei o nich będziecie mogli zaznajomić się na łamach naszej gazety. 

Ma'Arei

Wróć do strony głównej