Straż miejska - patron morderców

2020-07-17 23:44:12

 

W ostatnim czasie zdawać by się mogło, że Błękitna Zaraza przejęła rolę egzekutora, wymierzającego śmierć podług własnego osądu. Bojaźni poddały się wszystkie istoty, niezależnie od statusu społecznego, majętności, czy umiejętności. Zagrożenie ze strony kryminalistów przyćmiła pandemia.

Ale oto ja, Wasza nieulękniona Chikata Speranza, donoszę o najnowszym zagrożeniu grasującym po okolicach Azeloth.

Jakiś czas temu, mimo usilnych starań straży miejskiej, do wiedzy publicznej przeciekły informacje na temat ucieczki groźnego bandyty, niejakiego Sythusa. Sythus, lat 27, od wielu lat jest rozpoznawalną personą w kręgach gladiatorów. W świecie nielegalnych walk zyskał dużą sławę dzięki swojej szaleńczej szarży.

Jego kariera przestępcy sięga wielu lat wstecz, gdy jako młodzieniec został pojmany przez przedstawiciela rasy elfiej. Niezdolny do uratowania własnej skóry, został przerobiony w bitne zwierzę, służące swemu panu. Przez wiele lat służył bez słowa sprzeciwu, walcząc na śmierć i życie, zarabiając w ten sposób na swoje utrzymanie.

Do czasu. W pierwszych dniach Naquariona w pobliskim lesie, na trakcie prowadzącym do bramy miasta, natrafiono na pobojowisko. Wywrócony wóz, roztrzaskana klatka oraz – trupy. Mieszkający poza murami miasta wieśniacy przyznają, że nie słyszeli odgłosów żadnej awantury. Nie ma się jednak czemu dziwić, miejsce zbrodni jest wystarczająco głęboko w lesie, by zapewnić prywatność.

Zamordowanymi są przedstawiciele rasy elfiej. Ciała zostały zmasakrowane, szczególnie głowy, przez co rozpoznanie ciał okazało się niemalże niemożliwe. Obecnie wiadomym już jest, że jednym z nich był nie kto inny, jak właściciel gladiatora Sythusa. Drugą ofiarą był woźnica.

Wszystkie dowody wskazują na to, że zbrodniarzem był nie kto inny, a sam Sythus. Czy jednak zdołałby sam wydostać się z klatki? Czy podołałby dwóm Elfom, którzy cechują się znacznie lepszymi zmysłami oraz nadludzką szybkością? A może przez lata niewoli rozwinęło się w nim szaleństwo, na pozór przypominające szał berserkera, dzięki któremu Sythus zdołał się uwolnić? Są to pytania, na które jeszcze nie ma odpowiedzi. Jednak ja, Wasza Chikata Speranza, szczerze wątpię w to, że byłby w stanie dokonać takiej zbrodni w pojedynkę. Czyżbym jednak była osamotniona w tym przeświadczeniu?

Przy takich dowodach, zdawałoby się, że straż podejmie radykalne kroki. Zdecyduje się na rozwieszenie listów gończych, zaoferuje nagrodę pieniężną za głowę niebezpiecznego szaleńca.

Nic takiego jednak nie nastąpiło, ba, sprawę próbowano wyciszyć. Podobnie jak w przypadku Zamaskowanego Naythle, który ponoć znowu rozpoczął zbieranie żniwa wśród mieszkańców Azeloth, nic nie słychać o podejmowanym śledztwie. Budzi to ciężkie podejrzenia – czyżby straż, która powinna dbać o bezpieczeństwo, troszczyła się bardziej o coś innego? Czy ci u władzy skłonni są połasić się na pieniądze i przehandlować w ten sposób życie mieszkańców?

Na szczęście wieści dobiegły moich reporterskich uszu. I spełniając swój obywatelski obowiązek, informuję was, drodzy mieszkańcy Azeloth – wystrzegajcie się podejrzanie wyglądających bandytów. Kto wie, czy to właśnie nie Ty miniesz niezrównoważonego mordercę?

To jednak nie koniec tej historii.

Zaledwie w tydzień po odkryciu trupów na trakcie, anonimowy informator rzucił nowe światło na tę sprawę. Nie tylko zabójstwo – ale i ignorancję straży azelockiej. Podobnież, dnia 14 Naquariona, tuż pod murami stolicy Cesarstwa, na spotkaniu potencjalnych członków organizacji Seditiosis obecny był sam Sythus.

Fakt ten wskazuje na niesamowitą opieszałość władz. W końcu dlaczego inaczej osoba tak niebezpieczna mogłaby znajdować się tak blisko wielkiego miasta bez narażenia swojej wolności? Co więcej, zastanawiający jest fakt jego obecności na danym spotkaniu.

Seditiosis, organizacja której członek wynalazł lekarstwo na Błękitną Zarazę, szczyci się swą nienaganną opinią. Ale czy rzeczywiście jest taka nienaganna? Czy może za fasadą obłudnej prawości kryje się coś zgoła innego? Jak wszak wytłumaczyć powiązania porządnej organizacji z groźnym mordercą? Przypadek, zdawałoby się, nie miał z tą sytuacją nic wspólnego.

Nam, drodzy Czytelnicy, pozostaje zastanowić się, co kryją wielcy naszego świata. Czy ich działania, mające prowadzić ku dobru ogółu, nie są jedynie pięknym sloganem, za którym kryją się straszliwe historie. Nieważne, czy chodzi o organizacje prywatne, czy państwowe.

 Autor nieznany

image

Wróć do strony głównej