Podróż do kolebki Błękitnej Zarazy - wywiad z Azgulem Gronti Ka`ra-Noh

2020-07-17 23:13:07

 

Chikata Speranza: Panie Ka'ra Noh, witam. Miło mi, że zastaję pana w dobrym zdrowiu.

Azgul Gronti Ka`ra-Noh: A Witam człecza kobieto! A dzięki, dobrze. A co cię sprowadza w moje skromne progi?

CS: Dziennikarska - i kobieca - intuicja. Żadna dotąd jeszcze mnie nie zawiodła. Proszę mi powiedzieć, ta dobra kondycja, to zasługa zachowania przez pana ostrożności, czy rasowej odporności na choroby?

AGKN: Że tak powiem odporność też, ale i czasami ostrożność.

CS: Ostrożność, która zapewne została przez pana wzmożona ze względu na panoszącą się, ostatnimi czasy wyjątkowo śmiało - zarazę?

AGKN: Dokładnie! Ale też w mojej profesji potrzebna jest czasami ostrożność. No i oczywiście nabyłem jej w trakcje mojej wędrówki...

CS:Wędrówki?

AGKN: Po świecie ubijając wszelkie stwory jak i te większe ścierwa które uważam za godne by umrzeć z ich ręki. Ale nie gadamy tu o mnie, mam racje? Tylko o tej zarazie, co się nią ostatnio wszyscy interesują. Nawet nie wiem na co.

CS: Jakby to nie było, jest pan ważnym elementem "Błękitnej" układanki. W końcu, powiadają, że był pan jednym z pierwszych, którzy zmierzyli się z tą zarazą. I wyszedł pan z tego starcia zwycięsko.

AGKN: Można tak powiedzieć, strachu było... Wtedy uciekaliśmy gdzie pieprz rośnie! Nawet ja co niczego się nie boję trząsłem portkami ze strachu!

CS: Może pan opowiedzieć dokładnie historię dotarcia do wraku z zarazą? Plotki, krążąc od ust do ust obrosły prawdę i ciężko dotrzeć do prawdziwej wersji. Pan jednak - zna pierwotną, tę najprawdziwszą.

AGKN: A co tu opowiadać dotarliśmy na statek, ja i człek. A na statku pełno trupów. Przestraszyliśmy się i spie... Uciekliśmy. Gdy wróciliśmy na swój statek kazali nam się rozebrać, a ubranie spalić. Chyba że pytasz dokładnie o historię ząb w ząb?

CS: Zatem uciekliście od razu, jak stało się jasne, że załoga tamtego wraku zmarła od choroby? Kto się na niej poznał? W końcu objawy Zarazy są czymś zupełnie nowym. Nikomu nie nasunęła się na myśl żadna klątwa, czar, czy trucizna?

AGKN: Oj musiał bym sobie przypomnieć jak to było... Nawet nie lubię wspominać...

CS: To zrozumiałe. Byłabym jednak ogromnie wdzięczna, gdyby się pan postarał.

AGKN: *Dłuższa chwila milczenia* Ja i Caderad na ochotnika wyruszyliśmy łódka w stronę statku. Gdy dotarliśmy, nie było śladów walki, abordażu albo uszkodzeń po sztormie. Jedyne, co zastaliśmy to... pustkę.

Na pokładzie, jak wzrokiem sięgnąć nie było żywej duszy. Oprócz zwyczajowego wyposażenia statku. I to nas niepokoiło. W pewnym momencie poczuliśmy woń śmierci... Dziwny, śmierdzący, ale jednocześnie mdławo-słodkawy odór. Caderad skierował się ku zejściówce - schodkom prowadzącym na dolny pokład. Ja go asekurowałem swoim toporem z tyłu. Kajuty było puste, ciągle się zastanawialiśmy, gdzie jest ta cholerna załoga!

Natrafiliśmy w końcu na kambuz, miejsce przyrządzania posiłków i nie było tutaj nic nadzwyczajnego dopóki nie otworzyliśmy kolejnych drzwi. Wtedy ja i on zrobiliśmy się bladzi jak ściana. Nawet w najgorszych koszmarach nie spodziewaliśmy się zaznać czegoś takiego. Mesa przy wszystkich ścianach i na podłodze usłana była trupami... Ciała zmarłych bez względu na rasę, wiek, tuszę wyglądały tak samo. Całe niebieskie. Najgorsze z nich przybrały już kolor ciemnego granatu, prawie czarnego.... Aż do tej pory mimo swoich doświadczeń wzdrygam się na samą myśl. Pamiętam, że znaleźliśmy list kapitana...

CS: List? To był jakiś list oprócz dziennika?

AGKN: No mi chodzi o dziennik, nie znam się na tym, nie jestem krasnoludem morskim!

CS: Proszę mi wybaczyć. Więc dziennik, odnaleźliście dziennik. Czy to ta sama wersja, która została jakiś czas temu opublikowana przez nieżyjącego już Thaiana Arevoreena?

AGKN: Powiem ci szczerze; mimo, że umiem czytać nie czytam gazet, bo nie interesuje mnie to i nie mam czasu na takie rzeczy. A co tam zostało opublikowane?

CS: Thaian, gdy tylko połączono notatki z dziennika kapitańskiego z szalejącą już wtedy w Romen - Dorze zarazą, powielił karty z wpisami dotyczącymi choroby, by każdy obywatel miał do nich wgląd. Ale, tutaj pojawia się pytanie... czy niczego nie pominął? Czy możemy być pewni, że w dzienniku nie było ważnych informacji, które zataił, by zyskać przewagę polityczną nad Cesarstwem?

AGKN: Z tego co wiem to w dzienniku nie było nic takiego ważnego, wiem tylko, że zaraza przyszła ze wschodu.

CS: Proszę mi zatem powiedzieć. Wie pan coś o tajemniczym samobójstwie kapitana statku? Niedługo po tym, jak przegrał wspomniany dziennik, powiesił się.

AGKN: Nie nie wiem? Pierwsze słyszę, że się powiesił. A jest pani pewna, że sam się powiesił, a nie ktoś mu pomógł?

CS: Cóż. Kapitan popełnił samobójstwo. Co prawda sprawa została wyciszona, jednakże sądziłam, że informacje tak czy tak dotrą do byłych członków jego załogi. Czy na pewno nic pan nie wiedział?

AGKN: Oprócz trupów i strachu to nic. A jeśli o kapitana chodzi, to wydawał się normalny, tylko że on kazał jako pierwszy, spalić ubrania i się umyć, chyba wiedział, o co chodzi z tą zarazą.

CS: Po powrocie, zdawałoby się, zatailiście swoje odkrycie.

AGKN: Ja tam nie wiem, ale chyba tak tylko nie wiem, czemu?

CS: Nie wie pan, czemu pan milczał zamiast ogłosić światu swoje odkrycia?

AGKN: Bo kazali nam milczeć, znaczy kapitan...

CS: Zataił tak ważne informacje, to niedopuszczalne. A później przegrał dziennik. Gdyby nie czysty przypadek, być może nigdy by nie odkryto faktów dotyczących Zarazy. Nie miał pan nigdy myśli o złamaniu rozkazu? W końcu, kapitan statku nie był pana stałym pracodawcą, toteż niekoniecznie obowiązywały pana jego rozkazy po zejściu na ląd.

AGKN: Ja nie przyjmuje od nikogo rozkazów, jestem wolny strzelec nawet kasy nie biorę! Najmuje się dla czystej frajdy, lubię walczyć. Nie wiem, może dlatego, że sądziłem, że to błahostka.

CS: Choroba, która przeraziła nawet tak dzielnego krasnoluda jak pan, wydała się panu błahostką..? Czy może jednak ktoś panu zapłacił za milczenie, tylko nie chce się pan do tego przyznać.

AGKN: Nie jestem przekupny kufa! Po prostu widziałem wiele, ale tego nie i dlatego się przeraziłem! Skąd miałem wiedzieć, że się wydostanie poza statek!

CS: Rozumiem. Czy odkąd wiedza o zarazie stała się powszechna, nie dotarły do pana żadne władze Akademii Medycznej, bądź ktokolwiek inny w poszukiwaniu bardziej drobiazgowego sprawozdania z waszej wyprawy?

AGKN: Nie? Nikt nie zapuszczał swojej nogi w moje progi. Tak, jakby władze medyczne chciały tej zarazy, tak jakby zaraza była dla nich wygodna. Ale to moje zdanie

CS: Jak pan sądzi, co mogą chcieć osiągnąć pozwalając zarazie się rozprzestrzenić?

AGKN: A czy ja jestem czarodziej żebym to wiedział? Dla kasy, a może coś planują, a może to jakieś badania nie mam pojęcia.

CS: Rozumiem. Proszę mi powiedzieć, dotarliście na wschodnie brzegi?

AGKN: Tak, ale dokładnie nie pamiętam, bo się schlałem w trupa...

CS:Pamięta może pan jednak, czy schodziliście na ląd w poszukiwaniu pożywienia, wody, czy cywilizacji?

AGKN: Chyba pożywienia i wody, ale dokładnie nie pamiętam...

CS: Nie pamięta pan. A zna pan kogoś, kto mógłby pamiętać?

AGKN: Chyba Caderad czy jakoś tak się zwał...

CS: Rozumiem. W takim razie dziękuję panu za rozmowę. I życzę szczęścia w przyszłych przygodach!

AGKN: A dzięki! Przydadzą się.

Chikata Speranza

image

Wróć do strony głównej