Nie śpię, bo kradną mi przepis - wywiad z Leą Perus

2020-07-17 23:01:18

Chikata Speranza: Lea Perus, Najpiękniejsza w Fallathanie, twórca najbardziej znanych substancji relaksacyjnych na rynku Azelockim, ulubienica Euzebiusza. Zdawałoby się, że lista Twoich zalet nie ma końca, Leo.

Lea Perus: I ciągle się powiększa.

CS: Jakich kolejnych tytułów możemy się spodziewać?

LP: Może cię zaskoczę, droga Chikato, ale nie jestem zachłanna. Nawet tak skrajnie niesamowita osoba jak ja, potrafi być też skromna. Żaden z tytułów, które już wymieniłaś nie był zdobywane na siłę. Wszystko co robię, jest totalnie naturalne. Więc na ten moment nigdzie wyżej nie celuję, wszystko i tak do mnie przyjdzie samo.

CS: Do niczego w tej chwili nie dążysz? Plotki o Twoich coraz to kolejnych przedsięwzięciach rozchodzą się zwykle po mieście z niesamowitą szybkością.

LP: Nie mogę zdradzić zbyt wiele. Kończę testować nowe receptury substancji relaksacyjnych - nieźle to nazwałaś - które już wkrótce wypuszczę na rynek. Ponadto pracowałam nad pewnym lekiem ale... To bolesny temat.

CS: Czyżbyś brała czynny udział w próbach wynalezienia leku na Zarazę? To niesamowite!

LP: No przecież, że brałam! I odniosłam sukces. Ale o tym się nie mówi, bo po co. Słyszałaś pewnie, że lek już jest dostępny...

CS: Jak najbardziej. Został wynaleziony w krytycznym momencie rozwoju Zarazy, gdy jej rozprzestrzenienie się groziło przerodzeniem się epidemii w pandemię. Wynalazca stał się w oczach ludu niemalże boskim namiestnikiem, zbawicielem.

LP: Och, jak to pięknie brzmi. To... no wszystko. Sława, boski namiestnik, wynalazca taki szanowany. Ratunek przed katastrofą. Wiem, że to ja powinnam odpowiadać na pytania w tym wywiadzie, ale czy ktokolwiek ma dowód na to, że to faktycznie on wynalazł lek?

CS: Ciężko jest jednoznacznie określić, czy nie korzystał z pomocy innych alchemików. W końcu miał do pomocy całą organizację, wielu przychylnych ludzi. Jest szansa, że ktoś wspomógł go dobrą radą.

LP: Z pewnością. Ja też miałam wsparcie życzliwych mi osób. Ale jest różnica między korzystaniem z pomocy, a najzwyklejszą w świecie kradzieżą, prawda? Prawda.

CS: Twoje słowa nie pozostawiają miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. Sugerujesz, że wynalazca antidotum, Raynor Le Calvez, zwyczajnie wykradł recepturę leku?

LP: Tak. Nie! Wiesz, Czika, dla jasności - nie jest moim celem oczerniać pana Le Calvez, chociaż nie płakałabym, gdyby go piorun trzasnął. Po prostu zazwyczaj za złodziejstwo ucinało się rękę, a nie stawiało się ołtarzyki. I ja chętnie bym mu tę rękę upitoliła przy samej dupie. Wybacz słownictwo, poniosło mnie. Przeszłam już etap zalewania się łzami i bezsilności, teraz jestem wyłącznie zła.

CS: Te zarzuty brzmią bardzo personalnie. Tak samo jak i twój żal. Czy mam rozumieć, że to ty uważasz się za wynalazcę leku?

LP: Tak, ale teraz to zupełnie nieistotne. Widocznie ktoś musiał usłyszeć, że jestem zdolna i pracuję nad recepturą.

CS: To jak najbardziej istotne, Leo Perus! Rzucasz bardzo poważnymi oskarżeniami, jesteś tego świadoma?

LP: Nie oskarżam, ja tylko sugeruję. Bo śmieszny zbieg okoliczności - włamanie do mojej pracowni, w której receptura już była i czekała na uwarzenie, a dalej wynalezienie leku przez kogoś innego.

CS: Włamano się do twojej pracowni? Czy zgłosiłaś ten fakt władzom?

LP: Tak i tak. Zaraz po odkryciu włamania czułam się całkowicie bezsilna. Zupełnie nie wiedziałam jak się za to zabrać, co zrobić, komu to zgłosić. Leo był wtedy dla mnie ogromnym wsparciem. Ale to i tak nic nie dało. Sugerowałam straży, że może to była zaplanowana akcja. Ale kto by chciał oskarżać zbawicieli z Seditiosis o kradzież, prawda?

CS: Seditiosis jest szanowaną organizacją najemniczą. Sądzisz, że mogą mieć jakieś powiązania z ludźmi półświatka? Kimś, kto na ich polecenie mógł włamać się do twojego laboratorium, żeby zwiększyć prestiż nowej, raczkującej organizacji?

LP: Ja już sama nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić. Wiem tyle, że pracowałam dniami i nocami nad lekiem, który miał ratować ludzi. Cieszę się, że działa, że moja receptura okazała się być trafiona. To chyba jedyna pozytywna strona całej tej sytuacji. Zostałam okradziona, wykorzystana, ktoś przywłaszczył sobie moje osiągnięcia, ale... Cóż, przynajmniej działa.

Nie widzę innego powodu takiego chamstwa jak tylko pogoń za sławą i odrobina desperacji.

CS: Przyznać muszę, że to tej pory o Raynorze Le Calvez nikt jeszcze do tej pory nie słyszał. Wynalezienie lekarstwa jest jego pierwszym osiągnięciem.

LP: To prawda! I wcale ona nie przemawia na jego korzyść. A przecież ja jako alchemik byłam znana już od dawna, szczególnie na terenie Azeloth. Miałam nawet swój wkład w medycynę - choćby lekiem nasercowym otrzymywanym z rośliny, którą sama odkryłam.

CS: Sprawa wydaje się być bardziej zagmatwana, niż na początku się zdawało. Wracając do twojej pracowni, Leo. Czy włamywacz nie zostawił żadnych śladów?

LP: Chciałabym. Niestety, ktokolwiek to zrobił, był dobry. Wydawać by się mogło, że działał - albo działali - bez ładu i składu, ale jednak nic ponad totalny rozpierdziel nie zostawili. Więc jedyne co mam, to domysły. I pracownię do remontu.

CS: Co ze świadkami. Nikt w tym czasie nie znajdował się w pobliżu, by móc o czymkolwiek poświadczyć?

LP: To musiało stać się w nocy. Do wieczora tam pracowałam, noc spędziłam w domu. Kiedy następnego dnia chciałam wrócić do pracy, już było po wszystkim. Nie liczę na żadnych świadków - przecież polityka 'nic nie widziałem, nic nie słyszałem' jest wyjątkowo lubiana.

CS: To strasznie przykra sprawa. A co ze strażą, czy poczyniła jakiekolwiek kroki, by rozwiązać tę zagadkę?

LP: Obiecali się tym zająć, ale nie wierzę w cuda. Szczególnie teraz, kiedy już zasugerowałam przyjrzeć się Seditiosis. Wiesz, patrzyli na mnie jak na wariatkę, kiedy próbowałam podzielić się z moją teorią. Jestem pewna, że uznali mnie za zazdrosną jego sukcesu. A to nie tak było!

Cokolwiek by straż nie zrobiła, nie zwrócą mi wylanych łez czy nieprzespanych nocy. To wszystko tak bardzo się na nas odbiło - na mnie i na Leo, oboje jesteśmy wykończeni. Wiem dobrze, że patrzy na moje cierpienie i serce mu pęka.

CS: Brzmi fatalnie. Zrozumiałe, że sytuacja się na was odbiła. Jak sobie jednak z tym radzicie?

LP: Nie jest łatwo, ale tego już nie muszę chyba mówić. Czytelnicy - jak sądzę - mają wystarczająco bujną wyobraźnię, żeby ogarnąć ogrom mojej tragedii.

Mam jednak szczęście być w totalnie zdrowym, poważnym związku z równie zdrowym facetem, ma taką stabilną osobowość i tak poukładane w głowie. Totalnie jest moją opoką.

No. I masaże stóp - są wyjątkowo skuteczne w walce ze zszarganymi nerwami.

CS: Bardzo dobrze, że masz na kim w tak trudnym czasie polegać.

LP: Pewnie. Ale nie wydaje ci się dziwne, że lekarstwo zostało wynalezione przez organizację, która dzięki temu wiele zyskała? A teraz, zamiast upowszechnić recepturę, rozprowadza sam lek za niepojęte sumy pieniężne.

Był moment, w którym poważnie rozważałam rozprowadzanie leku na własną rękę, za dosłownie symboliczną kwotę. Nie zależy mi już na rozgłosie czy sławie.

Będę szczera - drażni mnie widok organizacji, której zależy tylko na wzbogaceniu się i zyskaniu reputacji. Moim zdaniem, lekarstwo powinno być dostępne dla każdego, nie tylko dla szlachty. Przecież każdy ma prawo do życia!

CS: Skoro wynalazłaś jako pierwsza recepturę lekarstwa, nie możesz jej odtworzyć?

LP: Nie byłoby z tym żadnego problemu.

CS: A jednak póki co jeszcze się nie poważyłaś na taki czyn. Mimo, że polityka oficjalnego wynalazcy tak bardzo godzi w Twoje przekonania.

LP: Pomyślmy. Jeśli odtworzę lek i będę go sprzedawać na własną rękę, z pewnością będzie dużo tańszy. I pewniejszy. W końcu w przeciwieństwie do niektórych, nie zależy mi na bogactwie, więc nie będę mieć żadnego interesu w zdzieraniu z klientów ostatniego grosza. Chociaż mój przepis niewątpliwie działa, mam drobne wątpliwości czy aby na pewno nie dodali czegoś od siebie. Kto wie, co siedzi takim w głowach, prawda...?

Cóż, Cziko, chyba czuję się przekonana. Poważnie rozważę wypuszczenie na rynek własnego leku.

CS: Nie obawiasz się reakcji Seditiosis? Czy obecnie nieznanego włamywacza? Skoro ktoś chciał cię uciszyć, nie wiadomo, jak zareagują na twoją decyzję o rozprowadzeniu lekarstwa na własną rękę.

LP: Sądzę, że w wystarczająco duże kłopoty mogę wpaść przez samo mówienie o tym co zaszło.

Ale jeśli zechcą mnie uciszyć, to może przynajmniej zdążę sprzedać lek tym, którzy najbardziej go potrzebują..

CS: To prawda. Pozostaje nam mieć nadzieję, że sprawiedliwość ujrzy światło dzienne. Tymczasem, bardzo dziękuję ci za odwagę. Podzielenie się z nami tą historią zdecydowanie jej wymagało.

LP: Wiele mnie kosztowało wrócenie do wydarzeń z tamtego dnia, gdy zastałam moje laboratorium splądrowane - to prawie jakbym musiała na nowo wszystko przeżywać. Znów wrócił żal.

Ale myślę, że było warto. Czytelnicy być może zauważą, że są równie wykorzystywani jak ja, a ich wybawiciele połasili się na pieniądze. Ponadto, wprawdzie do niczego mnie nie namawiałaś, ale sama rozmowa z Tobą uświadomiła mi, że wypuszczenie leku na własną rękę będzie dobrym pomysłem.

CS: Skoro jednak twoja pracowania została zdewastowana, gdzie będą mogli odnaleźć cię - oraz twój lek - potencjalni klienci?

LP: Póki nie naprawię zniszczeń, można będzie się ze mną kontaktować przez 'Pijanego Półorka'. Myślę, że każdy zna tę karczmę.

CS: W takim razie życzę ci kolejnych sukcesów w życiu, zarówno tych zawodowych, jak i prywatnych. Dziękuję ci za rozmowę. 

LP: Ja też dziękuję!

Chikata Speranza

 

 

Wróć do strony głównej