Cała prawda o Seditosis - szokujące wyznania Raynora Le Calvez!

2020-07-17 22:51:10

„Powieszą ich na rynku jak mięso w rzeźni”

Raynor Le Calvez na pierwszy rzut oka zdaje się zdecydowanie zmęczony zaistniałą sytuacją. Starannie umodelowany wyraz twarzy i chłodna postawa malują obraz zdystansowanego człowieka. W połączeniu z niemalże dwumetrowym wzrostem, mogą deprymować. To samo dotyczy również tonu oraz sposobu wyrażania się mężczyzny, który zdecydowanie miłuje się w pełnych uników, enigmatycznych wypowiedziach.Do tej pory wynalazca antidotum na Błękitną Zarazę był niesamowicie wyizolowanym ze społeczeństwa osobnikiem, na temat którego trudno znaleźć informacje. Aż do teraz, gdy ja, Wasza niezawodna Chikata Speranza, stanęłam twarzą w twarz z ową chodzącą zagadką.

Już po pierwszych zdaniach, pan Le Calvez rozpoczął staranną kreację swojego wizerunku. Fałszywa skromność podszyta była namacalną obłudą. Zapytany o obecną pozycję społeczną, tuż po uratowania Fallathu przez rozprzestrzeniającą się Zarazą, Raynor stwierdził, iż nic się w jego życiu nie zmieniło.„Osobiście za zbawiciela się nie uważam. Do tej pory, poza nielicznymi wyjątkami, nikt nie dał mi bycia nim odczuć.” Trudno jednak uwierzyć, że ktoś, kto ma najwyższe prawo wstąpienia na piedestał, otrzymania nagrody, nie doczekał się nijakiej chwały. Mimo to, odkrywca zapewnia, że żadnej nagrody nie otrzymał, ba, nie stał się nawet personą rozpoznawalną.

Czy można zatem założyć, że cały prestiż został przypisany organizacji, do której wówczas Raynor należał? Nawet jeśli, Raynor wyraża się o swoich byłych pobratymcach w sposób, który mógłby przeczyć przypisywanej im dobrej reputacji.

„Ta zbieranina była jedynie niezwykle krótkim epizodem i jednocześnie największą pomyłką od dawna. Prawdę mówiąc, wolałbym, ażeby ta sława nigdy do nich nie dotarła.”

Być może prawda jest zgoła inna, niż ta która się nasuwa? Być może wieści są tak naprawdę wcześniej przygotowanymi formułkami, dzięki którym Raynor ma na celu dokonać zemsty na Seditosis? Wszak powszechną wiedzą jest fakt, że tuż po wynalezieniu leku, opuścił on organizację.

W świetle nowo poznanych faktów ciężko jednak stwierdzić, czyja była to decyzja. Niewykluczonym jest, że Le Calvez został przez swoich towarzyszy wykorzystany, a obecnie w desperackim akcie rozrachunku, szuka rewanżu w formie oczernienia ich instytucji.

Podczas rozmowy niejednokrotnie zaznaczył, że wstąpienie do Konsorcjum było z jego strony czystym wyrachowaniem.

„Nie śmiem zaprzeczyć, wszak miałem w tym (dołączeniu) swój cel. Każdy na moim miejscu mógł mieć tylko jeden cel. Poczekać tak długo aż moja własna praca przyniesie wyczekiwany rezultat. (…) byli całkiem użyteczni, składniki same do mnie nie przyszły.”

Słowa godne prawdziwie zgorzkniałego człowieka. Kogoś, kto nie ma niczego do stracenia, a w upadku zamierza pociągnąć za sobą innych. Być może dlatego zaznaczał, że przywódcy i rządzący organizacją są jedynie niewprawnymi amatorami, którzy na swojej pracy się nie znają. Oczywiście, fakt pozostaje faktem. Konsorcjum jest relatywnie młodym ugrupowaniem, jednak w ostatnim czasie dzięki swej pracy zaczęło budować pochlebną reputację. Raynor Le Calvez zdecydowanie nie godzi się z taką wizją. Robiąc to, nie zapomina jednak o prawdziwej dyplomacji:

„Nie nazywam tego oczernianiem. Wolę, gdy brzmi to jako wyciąganie wniosków po odpowiednio długim czasie, jaki można przeznaczyć na przemyślenia. To co dzieje się tam teraz, jest tym co mnie zgoła niezbyt interesuje.”

Czy aby na pewno?

Szokujące opinie wypowiadane przez pana Le Calvez w bardzo zdecydowany sposób kontrastowały z jego zachowaniem. Ostrożny sposób, w jaki dobierał słowa, oszczędność ruchów, sprawiały wrażenie, jakby recytował wielokrotnie już powtarzane formułki. Czy jednak w tym kryła się tajemnica jego opanowania? Gdyby taka opinia została wystarczająco wiele razy wypowiedziana, z pewnością sięgnęłaby niejednych uszu. Tymczasem nowiny są całkowitą nowością.

Kolejne wypowiedzi wzbudziły moją dziennikarską czujność. Raynor, unikając jasnych odpowiedzi, nakreślił mrożącą krew w żyłach wizję o Seditosis.

„Życie uczy by nie mówić o tym, o czym trzeba milczeć. To, jak organizacja działa, pozostanie po wsze czasy tajemnicą. Zdradzenie maszynerii jaka nimi dowodzi, prędzej czy później sprowadziłaby na mnie los gorszy, aniżeli śmierć z powodu Błękitnej Zarazy.”

Zapytany o zagrożenie życia, Raynor zbywa je stwierdzeniem, że pochodziłoby ono od ludu. Ten, nieprzygotowany naprawdę o instytucji, stałby się oprawcą dla informatora. Nawet wizja protekcji straży miejskiej nie była skłonna przekonać alchemika do ujawnienia jakichkolwiek niepokojących wieści.

Niemniej jednak w pierwszej chwili słowa te zabrzmiały dwuznacznie. Czyżby człowiek, w niektórych kręgach zwany Gołębiem, miał czego się obawiać ze strony swoich niedawnych sojuszników?

„Społeczeństwo jest jak choroba, nieprzewidywalne. Albo mnie okrzyknięto by mianem czarownika jaki zawarł pakt z siłami piekieł jaki wynalazł lek, albo to ich powieszono by jak mięso w rzeźni na rynku. Chociaż sądzę że prędzej czy później, sami ujawnią swoje cele.”

Czyżby prawość konsorcjum rzeczywiście była jedynie przykrywką? (czyt. więcej na stronie pt. Wywiad z Leą Perus) Nie można wykluczyć wersji, podług której negatywne opinie wygłaszane na temat Konsorcjum są wynikiem rozżalenia wykorzystanego mężczyzny. Wszak wszelkie słowa, którymi się ze mną podzielił, noszą znamiona subtelnej manipulacji. Dla kogoś bardziej podatnego na sugestie, bez wątpienia przedstawił zupełnie odmienny obraz Seditosis od tego, który funkcjonuje w świadomości społeczeństwa.

Jednak, czy rozsądnym byłoby odrzucenie wszystkich zarzutów? Lata doświadczenia nauczyły mnie, moi Drodzy Czytelnicy, by nawet w świetle, zdawałoby się, niepodważalnych faktów, pozostawić w sobie choć cień wątpliwości.

W tej sytuacji, rozsądnym byłby nie tylko cień. Najbezpieczniejszym posunięciem jest spojrzenie na tę organizację zarówno od zewnątrz – jak i od wewnątrz. Kto wie, co – lub kto - siedzi w jej środku.

A ryzyko jest wielkie, jeśli zawierzyć relacji Raynora Le Calvez, byłego członka Seditosis, który wprost stwierdza:„Zaczną robić coś przeciw ludności. Nie trudno będzie poderwać i zwykłych chłopów do powstania i marszu, by każdego złapać.”

Będąc skonfrontowanym z takimi radykalnymi słowami, pozostaje zadać sobie pytanie – cóż przyniesie nam przyszłość? Czy powinniśmy się bać naszych"zbawicieli"?

Autor nieznany

image

Wróć do strony głównej