Niespodziewane Oświadczyny

2020-07-15 03:32:36

Jako redaktor „Kroniki Towarzyskiej” postanowiłam porozmawiać z Astenną von Marvill o jej zaręczynach. Niestety wasalka nie znalazła czasu, aby porozmawiać ze mną osobiście, lecz listownie przekazała mi dokładną relację z tego wydarzenia. Astennie serdecznie dziękuję za poświęcony nam czas, a Państwa zapraszam do przeczytania jej listu.

Shessyl de Sarcassmo

image

 

Droga Redakcjo „Głosu Fallathanu”

Na początku mego listu chciałabym złożyć wszystkim pracującym na rzecz „Głosu Fallathanu” moc serdecznych życzeń, aby nigdy nie zabrakło Wam wytrwałości, weny twórczej, zapału i uśmiechu na co dzień. Do księstwa Villerii dotarła wieść o powołaniu nowego zespołu redaktorów, skrybów, iluminatorów. Cieszy mnie fakt, że nastąpiła kontynuacja pracy nad tworzeniem tych jakże zajmujących stronic pergaminu. Z prawdziwym zniecierpliwieniem oczekuję każdego wydania. Oby ich nigdy nie zabrakło…

Zapytaliście się mnie, czy jestem w stanie utrwalić pisemnie wydarzenie z dnia 25 Nathmela 4368 roku, kiedy to po zakończonym „Konkursie Bardów” na terenie „Trzech Lilii” oświadczył mi się Qual D’Paole. Tak, na tyle, na ile jest to możliwe, postaram się spisać wspomnienia i się nimi podzielić.

Życie potrafi być zaskakujące. Czasami do tego stopnia, że aż ciężko uwierzyć w to, co się dzieje. Gdyby ktoś, jeszcze z rok temu powiedział, że zostanę wdową, a mym narzeczonym, przyszłym mężem będzie Qual nie dałabym temu wiary! A jednak stało się to prawdą. Mój mąż - Errical von Panrol - zginął w dniu odbicia go z rąk porywaczy. Nigdy bym nie sądziła, że ktokolwiek będzie czyhać na jego życie. Było to dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem, nagłym, całkowicie nie byłam gotowa na taki rozwój wydarzeń, tym bardziej, że spodziewałam się dziecka mego męża. Pogrzeb był skromny i odbył się w zaciszu tylko najbliższej rodziny von Panrol. Dni mijały, a ja po krótkiej symbolicznej żałobie zdjęłam z siebie kolor czerni. Z kilku powodów. Me małżeństwo z Erricalem trwało jeno pół roku, dlatego nie byłam skora do noszenia stroju żałobnego przez tradycyjny rok i sześć tygodni. Jestem zdania, że żałobę nosi się w sercu, a nie chełpi się nią na prawo i lewo. Najważniejsza jest pamięć, szacunek wobec zmarłego, modlitwa… Nie uczestniczyłam w żadnych balach, przyjęciach, tańcach… To wystarczało. Drugim powodem było to, iż nie chciałam aby mój pierwszy błogosławiony stan kojarzył mi się bez przerwy ze śmiercią. Noszę pod sercem dziecię i te nowe życie jest nadzieją, na lepszą przyszłość, mą radością. Wolałam zdjąć czarne szaty niż być hipokrytką…

Quala D’Paole poznałam, a raczej widziałam po raz pierwszy dokładnie 25 Nathmela 4366 roku w czasie Wielkiej Maskarady u Ashetty Ranruin w Romen-Dorze. Był przebrany za pirata, a ja za kapłankę tajemniczego kultu. Nie wiem dlaczego wtedy nie udało się nam porozmawiać, zatańczyć. Wymiana spojrzeń, wzajemna obserwacja… pierwsze wspomnienia o Qualu są bardzo mgliste. Z czasem dowiedziałam się, że to krewny Calino D’Paole, mąż Aszy Metter, ojciec dwójki dzieci. Jego imię nie było mi obce, ale kim był naprawdę – to stanowiło dla mnie zagadkę, która, jeśli mam być szczera na tamten czas kompletnie mnie nie interesowała. Był dla mnie szlachcicem, jednym z wielu. Później, gdy jego ród popadł w niełaskę Cesarza tym bardziej nie było sposobności się poznać. Wedle relacji maga Calino, wojownik wyruszył w podróż.

Połączyło nas Iter Serico. Gdyby nie to, że Qual szukał nowej przynależności, celu w życiu, zajęcia, pewnie nigdy nasze drogi by się nie połączyły w taki sposób jak teraz. Opowiedziałam o Iter Serico, przestawiłam zakres obowiązków i praw, a przede wszystkim nasz system wartości, cele, do czego dążymy. Połączyła nas wspólna idea i rozmowa. Powiada się, że istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, ale ja się z tym nie zgodzę. Pewnie rzeczy się instynktownie po prostu wie, przeczuwa. To się po prostu czuje, ma się taką wewnętrzną pewność i radość. Szybko zauważyliśmy, że mamy bardzo wiele wspólnego ze sobą, wiele nas łączy, przeżyliśmy wiele podobnych doświadczeń. Rozmowa z Qualem była przyjemnością samą w sobie. Gdy myśli się o drugiej osobie, kiedy znów się ją ujrzy… niewątpliwie jest coś na rzeczy. Tak było z nami. Robiliśmy wszystko, aby spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. Tak to się wszystko zaczęło.

Oświadczyny w „Trzech Liliach” to było dla mnie ogromne zaskoczenie. Spodziewałam się wiele atrakcji i emocji płynących ze strony artystów muzycznych, ale nie tego, że tej nocy przyjmę pierścionek zaręczynowy! Qual jest spontaniczny, pełen zwariowanych pomysłów, jednak to, jak poprosił mnie o rękę wzbudziło we mnie zachwyt. Ponoć wszystko wcześniej starannie zaplanował. Było to ukartowane, tylko miał zaczekać do końca występów, by nie kraść uwagi skoncentrowanej na wspaniałych wykonawcach. Początkowo, gdy zaczął mówić, sądziłam, że to apel o większe zainteresowanie sztuką, apel o bycie mecenasem, ale nie! Gdy powiedział, że „Sztukę najlepiej podziwia się wspólnie z ukochanymi ludźmi” już wtedy czułam, że coś się święci, że coś się zaraz wydarzy. Byłam zadowolona, że obok mnie była rodzina i przedstawiciele rodu Barbatras - naszego sojusznika. Byłam także zaintrygowana, co też Qual kombinuje. Do końca nie wierzyłam, nie sądziłam, że jest aż tak zwariowany, radosny i spontaniczny! Nie sądziłam, że się odważy. Nie można odmówić mu oryginalności pomysłu czasu i miejsca na oświadczyny. Qual chciał sprawić mi niespodziankę, chciał aby wspomnienie o zaręczynach było powiązane z muzyką, która nam się bardzo dobrze kojarzy. Miejsce zaręczyn nie było takie zwyczajne, ani przewidujące, w tym tkwi cały urok… Przyjęłam oświadczyny Quala D’Paole bo pokochałam Go całym sercem. Oboje jesteśmy po mniej lub bardziej udanych związkach, oboje posiadamy dzieci… to znaczy, ja niedługo powiję pierworodne. Wiele naszych zainteresowań pokrywa się ze sobą, co jest dobrym znakiem na przyszłość. Jestem przepełniona nadzieją, że tym razem… wszystko będzie dobrze, czego sobie i Państwu życzę…

Lady Astenna von Marvill

W załączeniu przesyłam kilka różnorodnych opinii - reakcji na wieść o tych zaręczynach…

 

Eyck Severkyte – bard, naoczny świadek

Reakcja sytuacyjna…

„Niech to gęś kopnie… Co za… co za… co za filut, u diabła! Cóż za ekstraordynaryjny młodzieniec! Jakie to bardzo artystyczne!

Eyck kochał pompę, niespodzianki, dramatyzm, zwroty akcji i zbiegi okoliczności. Na pierwsze słowa przemowy Quala tylko uczenie zamruczał, odzyskując dawną pewność siebie. Ha! Czyż nie zwano go Mistrzem? No właśnie! Wygrał, wygrał po mistrzowsku i to z mistrzowską konkurencją! Subtelnej urody panna oboistka, wesoła gadzinka i (u)znana już Tinúviel stanowiły groźną przeciwwagę. A jednak zwyciężył on, Eyck Severkyte z Mokradeł! Wspaniale!

Na dalszą część Qualowych słów opadła mu jednak szczęka. Co?! Oświadczyny, teraz, tutaj? I to dotyczące… aj, chwileczkę, tej wasalki, pani von Marvill? O żeż w pytę, pomyślał Eyck, omal nie wypowiadając tego na głos…

„Zgódź się, zgódź, zgódź, zgódź! Wyjdź za tego oryginała, wyjdź, wyjdź, wyjdź! Nie psuj tego, nadobna Milady!”

Kciuki tak mocno zacisnął, pieron, aż mu te zsiniały. Palce miał już wymęczone grą, nie żałował jednak zaklinania wszystkich Potęg, z Fortuną na czele, żeby szlachcianka powiedziała „TAK”.

— Brawooo! Wiwat Astenna i Qual! — Wydarł się i zaklaskał z takim entuzjazmem, że byłby spadł z podestu! Co za dzień, co za… biba! Pełen radości z sukcesów własnych oraz cudzych, Ikuś wesołym okiem rozglądnął się dokoła…

 

Valerius von Marvill – mag, kuzyn Astenny, naoczny świadek

Zdziwienie sytuacyjne…

Valeriusa nie zaskoczyło to, że Qual poprosił Astennę o rękę, ani to, że jego kuzynka się zgodziła, ponieważ nie było tajemnicą, że ta dwójka miała się ku sobie. Maga bardziej zdziwił fakt, że mężczyzna zrobił to w takich okolicznościach. W oczach młodego Marvilla było to lekkim nietaktem wobec występujących artystów, którym Qual skradł uwagę publiczności. Z kolei karczemny zaduch zagęszczony niewybrednym słownictwem oraz pijackie popisy zakończone wywnętrzaniem z treści żołądka skradły cały romantyczny nastój...

 

Asza Metter – była żona Quala D’Paole, przyjaciółka Roveny von Marvill, przedstawicielka Iter Serico, naoczny świadek

Osobiste gratulacje...

- Chciałam pogratulować Ci Astenno zaręczyn w tak romantycznym stylu. Życzę Ci, zresztą Wam obojgu wszystkiego, co najlepsze i cieszę się wraz z Wami. Obyście byli szczęśliwi i stworzyli kochającą się i piękną rodzinę. Wierzę w to z całego serca, że Wam się uda.

Życzenia Aszy były szczere i płynęły z serca. Ona nigdy nie była osobą, która zazdrościła innym czegoś, czego z różnych powodów sama nie miała. Teraz zaś, gdy dojrzała już i dorosła przez te kilka lat tym bardziej nie w głowie było jej życzenie zła komukolwiek.

- Cieszę się, że Maydera będzie miała pełną rodzinę.

 

Callisto von Marvill – Elfka, kuzynka Astenny

Fragment listu

Co takiego jest w Tobie Astenno, że Ci się oświadczają? Nie jestem pewna. Może to Twoje miłe usposobienie? Być może fakt, że pochodzisz z dobrego rodu? Może dlatego, że wiesz jak to jest, gdy ma się prawdziwą pracę, a nie tylko sterty złota do wydawania? Czy może w końcu Twoja kusząca cielesność? Zwłaszcza, że dzięki ciąży pewne Twe krągłości się powiększyły. Czy może w końcu to, że nie będzie trzeba długo czekać na potomka? Wkrótce dasz dowód, że na pewno jesteś płodna a bogowie Ci błogosławią. A może to wszystko na raz? Po namyśle stwierdzam, że zdecydowanie chodzi o całość Twych przymiotów droga kuzynko. Moje gratulacje kochana!

 

Te`Dacar Ruset – Leonid, kowal, przedstawiciel Iter Serico

Fragment listu

Astenno! Za szybko! Jakby ten Qual dałby mi jeszcze z trzy dni... To byś miała futrzaste oświadczyny! I pieśni do Twych cudnych krągłości! Wymiauczałbym Ci całą pieśń! Jakąś na pewno! Ale niech bogowie Ci sprzyjają, a brzuszek przerasta Twe piersi! Wszystkiego najlepszego! Gratuluję!

 

Larras Sansygir – kowal, przedstawiciel organizacji Venatori

Reakcja sytuacyjna na nowinę z relacji pomocnika kowala

Larras, gdy dowiedział się od posłańca o tej radosnej wręcz nowinie, przewrócił przypadkiem butelkę śliwowicy, która potoczyła się i spadła z hukiem roztrzaskując się na podłodze. Posłaniec, który mu to przekazał zmartwił się nieco, lecz machnął ręką i oddalił się. Kowal zaś przeklął, otworzył kolejną butelkę śliwowicy na palonych śliwkach i wykrzyknął na całe gardło w pijackim uniesieniu.

- Zdrrrrrowie Astenn-y ! Zdrrrrrrowie Qual-a !

Po czym wrócił do picia. Przynajmniej miał powód do upicia się. Tym razem powód był dobry, a nie wyssany z palca.

 

Zelgadis Kvaedhi – kupiec, przedstawiciel Iter Serico

Fragment listu

Droga Astenno, siedząc sobie we wspaniałym wychodku, miałem pod ręką jedyną kartkę listu, którą jeszcze nie przeczytałem. Okazało się, że to kolejny list od Ciebie, nie wiem jak to robisz, ale znajdujesz mnie wszędzie, gdziekolwiek bym się nie ukrył. Nim zacząłem ją wykorzystać do boskich celów postanowiłem zerknąć co tam jest napisane i wierz mi oczom nie mogłem uwierzyć, że takie cuda się dzieją na tym świecie! Postanowiłem doczytać do końca. Oddając się lekturze tej wspaniałej wiadomości tak mnie zamurowało, że o mało nie padłem z wrażenia z powodu tego coś tam nabazgrała, to chyba ze szczęścia albo z żalu nie mi dochodzić, ale dłużej nie myśląc wykorzystałem ów kartkę do wyższych celów i wybiegłem z wychodka jak poparzony, by oznajmić wszystko najmądrzejszemu stworzeniu na świecie, memu osiołkowi Pepe. Wierz mi, on też nie dowierzał! Kilkakrotnie machnął ogonem, nastroszył swe uszyska i kiedy dotarła do niego ta wieść, to się wyszczerzył jak głupi do sera i wydał z siebie radosny dźwięk, jakie tylko mogą wydawać osły. Ja po tym wszystkim by tą wiadomość przetrawić musiałem wypić kilka butelek miodu pitnego, hmmm na wszystko się znajdzie okazja, ale już nie przedłużając tego dłużej, życzę Wam wszystkiego dobrego, sporej ilości dzieciaków i oby Bogi Wam sprzyjały!

Z pozdrowieniami Zel

P.S. No cóż idę dalej pić za Wasze zdrowie, bo co innego można uczynić, jak druga najwspanialsza dziewucha krainy wyjdzie za mąż, pozdrawiam!

 

Lyall Lenthi – Elfka, magini, dobra znajoma rodu Marvill

List

Droga Astenno,

jak zapewne się domyślasz, spieszę z pozdrowieniami i gratulacjami, nie tylko z powodu cudnego wyglądu w ciąży i promienności, jaką emanujesz, ale także z powodu szczęścia, jakie Cię spotkało w ostatnim czasie. Pięknie jest móc kochać i być kochanym, a Ty właśnie znalazłaś się w epicentrum czyjegoś świata. W dodatku jest to ktoś, kto nie boi się do tego przyznać wszem i wobec!

Gratuluję zaręczyn, oby na nowej drodze, czekającej tuż za progiem, było Wam obydwojgu, Qualowi i Tobie, jak najlepiej. Nie ma piękniejszych podstaw do miłości, niż czyste i nie splamione niczym uczucie.

Z poważaniem,

Lenthi

 

Laurion Veste – Elf, „bard publiczności”, naoczny świadek, pod mocnym wpływem alkoholu

Reakcja sytuacyjna…

(do Quala)

- A skoro masz sobie rujnować życie z jakąś tam kobietą, to Ci zaśpiewam. Życzenia Wam złożę.

Położył Qualowi rękę na barkach i postanowił podreptać z nim w stronę Astenny. Zataczał się, to było oczywiste. Ciężko mu było zebrać myśli, a co gorsza, rymy uciekały mu z głowy. Należało przygotować się na prawdziwego gniota.

Nienajlepsze ma wyczucie,

Ale moje to odczucie,

Jak się żenić chce chłopina,

Lepszy on niż 'kaś gadzina!

Elokwentnie i w temacie,

Prosisz się o klęskę chwacie!

Szybko przejdzie Ci ochota,

Z pierwszym wrzaskiem jej huncwota!

Echo dziecięcego krzyku,

Gonić Cię będzie rycerzyku!

Ot po karczmach zaczniesz łazić,

Nie będziesz w stanie się wysławić!

Ale mnie to również czeka,

Nowe życie, strachu zdeka!

Oczywiście chłopie drogi,

Wierny bądź i piłuj rogi!

Ewidentnie pilnuj siebie,

Jej dogadzaj, jako w niebie!

Dziecko Twoje będzie nosić,

Rad bądź jej fochy znosić!

Ona Ciebie do się wzięła,

Dbaj, by się nie odsunęła!

Zawsze przy niej się błąkałeś,

Ewidentnie teraz wpadłeś!

Hej!

 

Wróć do strony głównej