Goblińskie zaloty

2020-07-15 02:45:06

UWAGA! Zawiera opisy mogące wywołać drgawki, wymioty i inne nieprzyjemne czynności wykonywane przez ciało automatycznie, podczas obrzydzenia.

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że na miłość zasługuje każdy. Cóż, to by wyjaśniało dlaczego ostatnimi czasy po karczmie – i nie tylko – pałętają się dwa zakochane w sobie gobliny, które świata poza sobą i swoją brzydotą nie widzą.

Świadkowie zdarzenia twierdzą, że widziały na początku tylko wchodzące do karczmy dwa pojedyńcze gobliny, które nawet się nie znały. Po jakimś czasie z przybytku naszego wspaniałego Euzebiusza wyszły trzymając się za rękę. Wyglądałyby słodko, gdyby nie fakt, że były goblinami. Żółte, wyszczerzone głupio zębiska, on miał krzywy nos, a ona tłuste włosy.

Po opuszczeniu karczmy dwa gołąbeczki poszły razem polować na małe, ludzkie dzieci. Napadały je razem i pozbawiały je uszu i paluszków, za pomocą swoich ostrych zębów. Najczęściej widziano je jak atakowały rude dzieci. Gdyby nie fakt, że zachowały się barbarzyńsko, to byłoby bardzo romantyczne i poniekąd słodkie. Nikt jednak tego nie zgłosił, bo gobliny hojnie obdarowały gapiów pieniędzmi wydobytymi z sakwy dzieci.

Przez jakiś czas brykali jeszcze razem. To wybili zęby jakiemuś dzieciakowi, to mu pieniądze zabrali, to ich ojciec jakiegoś dzieciaka z widłami gonił.

Ponoć następnego dnia również widziano ich w karczmie Euzebiusza, tym razem w pięknej biżuterii wykonanej z dziecięcych, poodgryzanych uszu i paluszków.

Pomimo faktu, że wykidajło – Mat - ma biżuterię w podobnym guście, gołąbeczki nie zdążyły zrobić tego dnia nic romantycznego, ponieważ żona karczmarza – Petronela, choć tolerowała naszyjnik z uszu dorosłych osobników u pracownika karczmy „Pod Pijanym Półorkiem”, to naszyjniku z młodych osobników nie mogła zdzierżyć. Zostali przegnani za pomocą kuchennego narzędzia, jakim była patelnia otyłej małżonki Euzebiusza.

Podobno tego dnia padło wiele nieśmiesznych żartów, a gobliny kazały karczmarzowi nawet tańczyć! Co więcej, ukochana łysiejącego karczmarza doznała omdlenia przez niecny czyn jednego z goblinów. Dostała, bowiem, naszyjnikiem z fragmentów śmierdzących części ciała i jej nerwy nie wytrzymały.

Oczywiście, gobliny jako, iż były sprawcami omdlenia Petroneli, musiały czmychnąć z ich ukochanego przybytku, więc wzięły swoje niedojedzone zamówienie i tyle widziano tego dnia dwójkę goblinich gołąbeczków!

Ale, ale, to nie oznaczało wcale, że już ich się nie zobaczy. Bo jeszcze o nich głośno było.

Samiec chciał ją zdradzić z elfem, myląc go z… elfką! Takie dziwy się wydarzyły! A gdy się wydało, że ów elfka to elf, ogarnięty wściekłością obił go rybą po twarzy, ten zaś nie był goblinowi dłużny i chciał rzucić w niego krzesłem. Na szczęście – nie trafił, dzięki zręczności zielonego stworzenia. Świadkowie nawet zaczęli się śmiać z całego wydarzenia. By uratować sytuację, goblin wmówił klienteli, że on i elf są tylko aktorzynami, jednak nic na tym kłamstwie nie zarobił.

Samica zaś, jako nowy obiekt zainteresowania wybrała sobie orka. Powiedziała, że lubi takie zielone i duże. Był w tym podtekst, który chyba każdy wyczuł. Ork również lubił goblinkę, co sam przyznał, jednak nie w ten sposób.

Pokłócone gobliny były od siebie odseparowane tylko na krótki moment, ponieważ miłość potrafi wszystko wybaczyć i zdzierżyć. Nawet kłamstwo, chamstwo i zdradę!

Zdarzyły się też cuda nad cudy, ryba, którą samiec zdzielił elfa, przemówiła (głosem samego gobliniego samca) i nakłoniła samicę do zgody.

Objęli się i znów obrzydzali innych dookoła tymi swoimi… specyficznymi zachowaniami uwodzicielskimi.

Ta pierdnęła i opluła go, ten się z tego głupio cieszy i przygrywa na lutni, siedząc przy stole z mięsiwem. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, iż nie ma równie romantycznej pary w całym Fallathanie!

Marthijn Jurrien

Wróć do strony głównej