Zasłyszane w Buduarze — fallathańska sztuka kochania

2020-07-15 02:36:18

Ach, wiosna! Czas pączkowania, pięknej pogody, kolorowych kwiatów i rozkwitających naokoło uczuć. Dziś postaram się w swoich rozważaniach na temat miłości rozstrzygnąć, jak ona wygląda w wydaniu Fallathańczyków. Będzie to pierwszy z serii artykułów poruszających bardziej prywatną stronę naszych czytelników. Na swój sposób pragnę uczynić go wyjątkowym i dlatego podjąłem się tak karkołomnego tematu. Jestem Ja’Dargo, Kot bez Butów, a wszyscy ci, którzy ze mną rozmawiali i dziwią się, czemu moje teksty czyta się normalnie, niech przyjmą do wiadomości, że gdy byłem mały, uderzyłem się w głowę i dlatego mówię tak, jak mówię.

Przyznam, że zawsze brakowało mi takiej właśnie rubryki w naszej gazetce. Nawet kiedy była ona wydawana, nikt nie zdecydował się, by uczynić szlachetną sztukę chędożenia poważnym tematem. Przecież jest to część naszego życia, równie ważna, jak jedzenie czy spanie, a już na pewno nie mniej ważna niż ta cała tak zwana „Wielka Polityka”, którą uprawiają Nasi Władcy. Jeśli jakimś cudem czytają te słowa, serdecznie Ich pozdrawiam. Choć wiele wątków przychodziło mi do głowy, niektóre były naprawdę — w moim mniemaniu — proste do przygotowania, to zdecydowałem się na bardziej doniosłe i abstrakcyjne zagadnienie. W skrócie: zapragnąłem poznać Wasze tajemnice. Chciałem wiedzieć nie tylko gdzie, jak, dlaczego i z kim cały Fallathan pragnie się kochać, ale też jak rozumie słowo miłość. Wasze odpowiedzi zawsze głęboko mnie dotykały, w niektórych przypadkach jestem tutaj dosłowny. W poszukiwaniu rozwiązania tych i innych kwestii przeszedłem spory kawał, odwiedziłem wiele miejsc. Byłem na suchej pustyni i doświadczałem śnieżnych mrozów, piłem w karczmie i uciekałem przed niedoszłym rozmówcą na ulicy, wdychałem silny zapach doków oraz wsłuchiwałem się w kojącą ciszę prawdziwego odludzia, raz nawet strzelano do mnie z kuszy. Nie było to najbezpieczniejsze zajęcie, tak przynajmniej mi się wydaje, bo wielokrotnie ostrzegano mnie przed „nieszczęściem”, takim czy innym, jakie może mnie spotkać, jeśli zwyczajnie sobie nie pójdę. Nikt nie powiedział, że łatwo będzie zapracować na swój chleb i zebrać materiał na artykuł. Większości z moich rozmówców zadałem te same pytania, jeśli tylko dali mi je wypowiedzieć i wysłuchali mnie, a mimo to trudno chyba o bardziej różne odpowiedzi.

Pytając o „miłość” Nagów, usłyszałem w odpowiedzi, jak nierozerwalnie jest ona związana z ich obowiązkami. Nie mają bowiem wężowaci zbyt wielkiej swobody w doborze partnerów. Pozycja społeczna znacząco wpływa na kojarzenie przyszłych par. Nawet Nagowie pozbawieni szczególnych powinności względem swoich rodzin czy klanów (przyznam ze wstydem, że słabo znam tę rasę i nie do końca wiem, na jakie grupy się dzieli) nie mogą swobodnie okazywać swoich uczuć. Ze słów, jakie padły, zrozumiałem, że konsekwencje zbytniego spoufalania się par Nagów w miejscach publicznych, są o wiele poważniejsze niż krzywe spojrzenia czy karczemne plotki, jakich doświadczyć można na kontynencie.

Innym razem, rozmawiając z pewną damą, poznałem zgoła ciekawy pogląd, jakoby „miłosne harce” przeszkadzały jedynie w oddawaniu się prawdziwej pasji, jaką była dla niej nauka. Ubolewała nawet nad potrzebą rozmnażania, ponieważ zajmowało to zdecydowanie zbyt wiele czasu. Nie wyczułem w jej słowach wrogości wobec mężczyzn, co najwyżej lekkie lekceważenie, co również wiele mogło zdradzić. Powód dystansu do miłosnych uniesień stał się dla mnie jasny, gdy wyznała, jak nietrwały jest płomień miłości. Prędzej czy później, zawsze się wypali, niezależnie od jego natury. Na koniec rozmowy dostałem prezent w formie szkicu, którym niestety nie mogę się z wami podzielić. Pasuje jak mało co do naszych rozważań. Dama, o której wspominam, nie była jedyną wątpiącą w stałość miłosnego żaru.

Kiedy pytałem o miłość, jak sobie Drodzy Czytelnicy ją okazujecie, czego w niej szukacie i czym dla Was jest, padło wiele rozbieżnych odpowiedzi. Dla jednych miłość była obowiązkiem, któremu oddawali się niechętnie, gdyż potrzeby ciała odwracały ich uwagę od rzeczy naprawdę istotnych, rozpalających w nich większą pasję niż dotyk drugiego ciała. Jedna z osób otwarcie przyznała, że obowiązek czy potrzeba płodzenia potomstwa jest niezwykle kłopotliwą czynnością i dała mi do zrozumienia, że wygodniej byłoby, gdyby dało się to w jakiś inny sposób załatwić.

Udało mi się porozmawiać z Najszlachetniejszą z Rycerzy, oddaną Bóstwom Paladynem. Rysowała przede mną obraz wyidealizowanej miłości, pełnej zaufania, oddania i zawierzenia drugiej istocie. Ukrytej przed nami i rzadko spotykanej. Słuchając interlokutorki, miałem wrażenie, iż rozmawiamy o jakimś drogocennym artefakcie, który wyślizguje się nam z palców, gdy tylko poznamy jego wartość.

Kiedy pytałem o miejsca, w jakich Wy, Drodzy Fallathyńczycy, lubicie się kochać, z ust wielu istot słyszałem, że zależy to od osobistych preferencji. Mimo to przeważała opinia, że to prywatność „alkowy” jest najwłaściwszą scenerią dla miłosnych igraszek. Kiedy przychodzi do publicznego okazywania uczucia, nie jesteśmy zbyt otwarci. Czy to przez jakąś pierwotną zazdrość? Czy poczucie estetyki i ładu? Tu już każdy musi samodzielnie poszukać odpowiedzi.

A skoro jesteśmy już przy tolerancji, jestem ogromnie zaskoczony, iż tak wielu z Was ma bardzo otwarte poglądy w kwestii par mieszanych. Nie mam tu na myśli par, których owocem miłosnego uniesienia jest potomstwo mieszanej krwi, a istoty zupełnie różne od siebie. Niejedno z Was wypowiadało się bardzo pozytywnie o takich praktykach, a większość nie miała poważnych obiekcji. Tolerancja?

Wybaczcie, ale Wasz Oddany pozostanie tutaj nieprzekonany. Uważam się co prawda za romantyka i wiele mogę sobie wyobrazić, jednak pasja między parami mieszanymi musi być wielokroć silniejsza, by taki związek mógł się ostać, a nie służyć jedynie zaspokojeniu ciekawości.

Wracając do kwestii gadów. Poza Nagami, rodowici mieszkańcy Amzerath okazywali się dużo bardziej swobodni, by nie rzec: bezpruderyjni. Moi Drodzy Łuskowaci Czytelnicy, zapewniam Was, nie jest to obelga, podziwiam Waszą bezpośredniość. Nie komplikujecie tak prostych czynności, jak miłość czy pożądanie. Raczej też nie bawicie się w formalizowanie związków, skoro te często bywają nietrwałe. Choć zapewniono mnie, że zdarzają się również wierne sobie pary.

Nie mogłem narzekać na niedobór kolorowych osobowości. Pewien jegomość z istną pasją przekonywał mnie, że miłość, nawet ta cielesna, nie jest zarezerwowana wyłącznie dla par damsko-męskich. Nie powiem, czy mnie przekonał, ale zapał, z jakim wygłaszał swoje racje, był godny szacunku.

Niewątpliwie znacznie różnimy się od siebie. Rozbawiło mnie, kiedy jeden z jaszczurów miał problemy z pojęciem tabu. Po chwili rozmowy udało mi się wyjaśnić, o co chodzi, tak że jeszcze nie wszystko stracone, jest szansa na pokojowe sąsiedztwo Fallathańczyków. Stało się też coś, czego się nie spodziewałem. Rozmowa z jedną z długowiecznych istot, jakie stąpają po Fallathanie, pozwoliła mi docenić na nowo własne, dość przeciętnej długości istnienie. Szukanie partnera czy też partnerki, kiedy czekają Was nie dziesiątki lat wspólnego życia, ale całe wieki… staje się istnym utrapieniem — przynajmniej jak tak to widzę. Czy to dowód, że druga połówka jeszcze się mi nie objawiła, a ja nie zasmakowałem prawdziwego pożądania? Mam nadzieję, że moja historia skończy się jednak dobrze, a Wam, Drodzy Czytelnicy, życzę udanych związków, korzystnych miłosnych transakcji i niezapomnianych wrażeń. W przyszłym miesiącu wgryzę się w mniej ciężkostrawny temat. Czuję i mówię to z prawdziwym bólem: miłość przerosła mnie zupełnie i nie oddałem należycie Ducha Miłosnych Uniesień na tych kartach. Wybaczcie.

Wasz Oddany, Kot bez Butów — Ja’Dargo*

*Autor tekstu: Kalbos

Wróć do strony głównej