Sztuka Biesiadowania. Rzecz Pierwsza: nastrój

2020-07-15 00:06:28

…bo nader wszystko, bracie, biba —

— to czwarta rzecz jest wiecznie żywa.

Jak się kto bawi, jak używa;

Poznasz, istota czy życzliwa.

Papcio Szorstkoskórek, Cztery Sprawy Pierwsze, zwój IV: „Biesiada”

 

 

Sztuka Biesiadowania

Rzecz Pierwsza: nastrój

 

Na bibę Lew sprosił zwierzęta.

O każdym robaczku pamiętał.

Przybyła Małpa, co ma w głowie

Pomysły raczej wybuchowe.

Przyszedł też Żółw, co nie chciał tańczyć

I wiecznie swą skorupę niańczył.

Przyleciał Sęp, co patrzył jeno,

Jak tu o frykas wygrać z Hieną.

Mysz, co lękliwie tak spoziera,

Że ledwo śmiała uszczknąć sera.

Zebra, co tylko na oklaski,

Liczyła za swe śliczne paski.

I Pająk, co by jeno knuł;

Swoje przędziwo intryg snuł.

 

Lew się podrapał w grzywę płową

I takimi odezwał słowy:

„Chciałem ja wam biesiadę sprawić,

Lecz wy się nie umiecie bawić!

 

Małpa mi podpaliła story,

Żółw przesiedział skryty pod stołem,

Sęp jeno warował na kości,

Hiena się śmiała z wszystkich gości,

Myszka spod miotły już nie wyszła,

Zebra zaś jeno błyszczeć przyszła.

A Pająk niecnie ich podpuszczał,

Gdy się ukradkiem z okna spuszczał.

I w rezultacie, z wielkiej biby

Wyszła biba raczej na niby.

Na aby-aby, krótka, smutna,

Choć dla funduszy mych okrutna!

Oświadczam więc, że koniec zabaw,

Nim nie pojmiecie biby prawa!”

 

I zrozumiały ssaki, ryby,

Gady i płazy: zero biby!

I tak wnet wszyscy rozpaczali,

Że się… do szkoły zapisali!

Do szkoły, co uczy, jak brykać,

Jadać i pić — Maestro Eycka!

Biba.

Biba. Tak króciutkie słowo, dwie sylaby, a ileż wigoru. Zdałoby się, nic prostszego, toć starczy jeno zacna kompanija, przednie napitki i co na ząb. Otóż nie, Mili Czytelnicy. Biesiadowanie jest sztuką.

Sztuką przez wielkie „S”.

W mojej autorskiej rubryce, którą mi druh mój i Naczelny wielkodusznie darował, co nieco się o tejże sztuce poduczymy. Nasamprzód trzeba Wam wiedzieć, Drodzy Biesiadnicy, że nie ma dwóch identycznych bib. Tak jak zresztą i ryb. Co mają do tego ryby? Ach, ryby… Mam tu na podorędziu pierwszorzędne śledzie, jednak ryby pełnią tu rolę niegłupiej, moiściewy, analogii. Zdałoby się, że w ławicy są same identyczne rybki. Otóż nie! Jedna słabuje, inna zdrowiusieńka, u jednej łuska narasta prosto, u innej zasię zygzakiem, jedna raźno płetwami przebiera, insza z kolei nieruchawa… Co ja Wam rzec chcę — biesiad dwóch jednakowych nie będzie, a to z racji, primo, ich rodzaju, bo rodzajów owych jest mnożstwo okrutne, a secundo, z uwagi na szereg okoliczności — od grona, z którym zażywamy rozkoszy przyjątka, po to, co nam na onym podano. Wiadoma to rzecz, że mizantropów, co jadem jeno trują, wiarować się trzeba tyleż samo, co i dań gotowych żołądek wrażliwy spostponować. U tych, co pożywają państwa, rzecz zawżdy będzie grubsza i wytworniejsza od jeno libacji w karczmie. Jednakowoż, i z możnymi zbracić się idzie, jeśli ci nosów nie mają jako drągi, co na nich kufel z piwem zawiesić i w taki sposób popijać.

Wszako, jeśli nawet i osobników jadowych nikt „życzliwy” nie naraił, rzecz cała może się popsować i na więtszy problem obrócić, jeżeli sami w nastroju sposobnym na ową bibę nie pójdziemy. A tego w sobie zdawić nie warto, braciszkowie, abociem nim nas w deszczki wezmą, trzeba biesiady dobrej zażyć, póki zdrowia i mobilności w członkach. Jak to bowiem, każdy zapyta, bez uciechy żywot przepędzić? Ha!

Skoroście więc nabrali chętki, a ochędożyć się gotowiście, zastosujcie się do kilku dobrych rad, a już wam żaden psubrat niczego nie odbierze, choćbyście nawet jako dobyczęta opojeni pod stół zlegli.

Rady pierwsze, tyczące się nastroju, będą tedy takie:

 

  • Frasunki odłożyć. Co się na lepsze ma nie obrócić, nie obróci się i tak, a jeśli w czym dopomóc możecie, to jeno przy mężnym sercu. A nic tak w serca otuchy nie wlewa, jak dobry kamrat i przepyszny miodek. Inaczej powiadając: co wokół siebie zmienić możesz, to ci nie przepadnie, sił jeno nabierzesz. A z czym się już barować nie lza, to szkoda czasu na troskanie.
  • Do świata się uśmiechnąć. Bo najlepszy kubrak i pas z kutasami nie pomogą, kiegdy nos na kwintę, a mina jakby się kwasu opił. Nie, Panie i Panowie, to wam jeno latek zbędnych doda, kiedy wam wargi obwisną, a nos się pomarszczy!
  • Naprawdę chcieć się wywczasować. Niby, patrzajcie to, rzecz prosta, a niektórym jak kija od grabi zadano, tak go trzymają w sempiternie aż po wiek dojrzały.
  • Podjeść sobie, ale w ilościach pomiernych. Nie za mało, a dość tłusto, coby oczyma za jadłem nie świecić, nim gospodarze strawę i podadzą, żołądek zasię libacje co lepsze wytrzymał. Jeno też i nie za wiele wnątrz powrzucać, bo braknie miejsca na co lepsze delicyje z kuchni.
  • Co do rodzaju biby zawczasu się wywiedzieć. Nie godzi się do wielmożów w zbyt kusych galotach przymierzać, a dziewczęciu i damie już statecznej ostentacyj strojami robić. Co z kompaniją kawalerską uchodzi, już przy podwikach niestosownym nadto będzie.
  • Szósta porada to jest taka, żeby się i porciętami, i koszulą czy spódnicą nie krępować z racji jeno mód i smaków obowiązujących. Krojów i fasonów mamy nadto, coby sobie katuszów nie zadawać. Jednakowoż na tematy garderoby w osobnym artykule pisał będę.
  • A na koniec, na siódemeczkę szczęśliwą, do tych wszystkich admonicyj, mam ja poradę taką: w ogóle się nie  przejmować, czy włos wystercza, czy może falbanka u spódnicy krzywa. Przyjdzie taki moment, że i tak co wysterczać zacznie, i tak się co pokrzywi.

 

W następnym materiale: o kompanionach; ichnich typach, humorach, charakterach i wytrawnej sztuce ich łączenia. Zajrzyjcie znowu, a mądrości tu i ówdzie zebranych chętnie Wam, Czytelnicy, użyczę.

Mistrz Eyck Severkyte

Wróć do strony głównej