Z Kotem na szlaku: Niezbędnik Podróżnika

2020-07-14 23:56:03

Witam wszystkich czytelników, którzy uczynili mi ten zaszczyt i poświęcają właśnie swój cenny czas na czytanie moich, z trudem posklejanych w jedno, myśli. Wszak wśród licznych ras, zamieszkujących nasz całkiem spory świat, leonidzi nie słyną z najlotniejszych umysłów. Cóż jednak poradzić, gdy los tak okrutnie się z nami obchodzi? Nie pozostaje mi nic innego, jak dzielnie znosić przeciwności i cieszyć się z małych rzeczy. Na przykład, ja nie muszę męczyć się z wyciąganiem liści i patyków ze swojej grzywy za każdym razem, gdy idę do lasu, w krzaki bądź na stronę. Zbaczam jednak z tematu. 

Kiedy decydowałem się na mój pierwszy artykuł, chciałem pójść na łatwiznę i wybrać coś prostego, ot by rozgrzać swoje pokryte sierścią paluchy (które, nawiasem mówiąc, są równie niezgrabne, jak te u orkowego weterana). Tak wpadłem na pomysł, aby wyjść z roli komentatora i sprawozdawcy, którym dobry pismak powinien zawsze być, zachowując daleko idącą bezstronność i neutralność, i stać się nie tylko przewodnikiem, ale również niczym szanowany wykładowca ze sławetnego Uniwersytetu Sztuk Wyzwolonych w Amarth, Waszym nauczycielem. Wybaczcie mi więc protekcjonalny ton i zarozumialstwo, wszak wypadałoby rzetelnie wcielić się w rolę.

 

 

Zaczynając naszą rozprawę, Drodzy Czytelnicy, musimy odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: „Co ma być CELEM naszej podróży?”. Już słyszę tych wszystkich wyrozumiałych cwaniaków, uwielbiających swoimi pytaniami utrudniać prowadzenie każdego wykładu. Co, jeśli nasza podróż nie ma zdefiniowanego odgórnie celu? Otóż, Moi Drodzy Przemądrzali Czytelnicy, każda podróż ma swój CEL, a niemożność jego odnalezienia cechuje umysły płytkie i leniwe, jak powiedziałby to jeden mag, którego wykładu miałem szczęście wysłuchać. W wyborze właściwego celu niezwykle pomocni mogą okazać się ci, którzy są uważani zwykle za dziwaków, starzy pijacy oraz bajarze z długimi siwymi brodami, jakich zwykle można spotkać w karczmach. Teraz zrozumiałe staje się, czemu tak wielu krasnoludów i ludzi wyrusza na szlak – ekscentryków z długimi brodami, przepijających ostatnie oszczędności, nigdy pośród nich nie brakuje. Szczególnie pomocni mogą okazać się tacy, co znają rozmaite, na wpół zapomniane historie i podania z lat bardzo minionych. Informacje są szczególnie cenne, jeśli gawędziarze posiadają dodatkowo tajemnicze artefakty albo mapy. Ostatecznie, powinniśmy zadowolić się ich „proroczymi snami”, jakich zwykle doświadczają, gdy po udanym świętowaniu ulegną sile ciążenia. Jeśli będziemy mieli pecha i nie natrafimy na siwobrodego Mędrca, pozostaje nam wycieczka do biblioteki lub kolekcjonera i przejrzenie półek z romansami rycerskimi bądź starymi manuskryptami, co kto woli.

Będąc zdecydowanymi na mniej lub bardziej konkretny kierunek podróży, musimy skompletować odpowiedni ekwipunek. Nie wystarcza tutaj wrzucenie wszystkiego jak leci do wielkiego kufra, który wyciągniemy spod łóżka, a potem zapakowanie mocno przeciążonego tobołu na wóz, który zawiezie nasze szlachetne pośladki do celu. To dobre dla amatorów i leni. Prawdziwy podróżnik winien na własnej skórze odczuć wszystkie przyjemności, jakich dostarcza wyruszenie ku przygodzie. Wasz Oddany na ten przykład, by jeszcze bardziej spotęgować odczucia, podróżuje porzuciwszy obuwie, czyli bosą łapą. Zapewniam Was, że to wcale nie jest spowodowane przez głodowe pensje, jakimi nas tutaj Szanowny Naczelnik salwuje. Owszem, ciężko znaleźć eleganckie buty na leonidzką łapę, szczególnie jeśli nie zadowolimy się prostymi sandałami. Jednak nie tylko o to chodzi. Ja naprawdę uwielbiam odmrażać łapy na śniegu, palić je w piasku pustyni i kaleczyć o górskie kamienie. Dopiero mogąc nacieszyć się ciężko wychodzonymi odciskami, czuję się jak prawdziwy Wędrowiec. I znów zbaczam z tematu. Wybaczcie dygresje, to obok ciągłego gubienia futra na drogich meblach arystokratów, moja druga wielka wada. W podróż nie powinniśmy zabierać zbyt wiele. Wystarczy jedna średniej wielkości torba albo plecak, w których powinny znaleźć się najbardziej niezbędne przedmioty. W moim przypadku, niezależnie dokąd się udaję, jest to zawsze: węgielny rysik, kilka pergaminów, kompas, niewielki, lecz ostry nożyk, luneta, spory kawałek liny i bukłak z czymś do picia – nie będziemy robić nikomu darmowej reklamy, więc przyjmijmy, że w bukłaku jest woda. Oczywiście preferencje każdego z nas mogą go skłonić do spakowania innych przedmiotów. Szczególnie takich rzeczy jak: wytrychy, śpiwory, instrumenty muzyczne, zestawy medykamentów, zapasy pokarmu dla leśnych zwierzątek – taki pokarm ewentualnie można samemu spożytkować, jeśli zabłądzimy. Istoty o bardziej nietypowych sposobach spędzania czasu na pewno też coś dla siebie znajdą.

Kolejny na naszej liście jest ubiór. Tu wypadałoby zaopatrzyć się w najbardziej wytrzymałe i najwygodniejsze ubrania, jakie posiadamy, pasujące do pogody i możliwych warunnków podróży. Nie oszukujmy się jednak, nikt z nas nie chce wyglądać jak biedak czy żebrak w czasie swojej kilkudniowej wyprawy. Kiedy wracamy mniej lub bardziej triumfalnie to inna sprawa. Wasz Oddany nie wacha się każdego dnia męczyć z koszulą i skórzanymi spodniami, mimo że tylko inny leonid może zdawać sobie sprawę, jak ciężko jest każdego dnia wciskać się w ciuchy dla istot z łysym cielskiem. Czego jednak nie robi się dla piękna? Za spodnie zawsze muszę dopłacać, wasi krawcy niestety nie wliczają w zamówienie przeróbek na ogon. Ciężki jest los mniejszości. Wiem, moje westchnienie w tym miejscu jest prawie słyszalne.

Zbliżamy się już do końca, więc zostańcie jeszcze chwilę. Planowałem napisać swój pierwszy artykuł na ledwo stronę pergaminu, lecz takiej frajdy dostarcza mi monolog z Wami, że nie mogę się powstrzymać. Ostatnią kwestią, jaką poruszę dziś, będzie dobór odpowiedniego kompana, tudzież kompanów. Wiem, że wielu z Was, Samotnych Wędrowców, odrzuconych i rozumianych przez świat, skrzywi się w tym momencie, lecz wysłuchajcie mnie, proszę. Kompan czy kompania naprawdę jest bardzo ważnym elementem wyposażenia. Przydaje się zarówno w chwili niebezpieczeństwa, jak i spokojnych, a nawet nudnych godzin monotonnego marszu. Jest kogo przewrócić, gdy goni Was wygłodniały niedźwiedź, jest komu podjadać zapasy. Kompan zawsze chętnie wysłucha Waszych narzekań, a nawet poniesie Was, gdy skręcicie kostkę. Jeżeli z Twoim kompanem wiąże Cię ogromna przyjaźń, możesz też liczyć, że gdy wielki potwór, o mordzie jak ogolony leonid, oskrobany jaszczur czy umyty ork, wypełznie by Cię dopaść, to Twój jedyny w swoim rodzaju, oddany Przyjaciel stanie mu na drodze. Krzycząc dramatycznie „NIE PRZEJDZIESZ!!!”, pozwoli się zjeść, gdy Ty pójdziesz po pomoc… I NIGDY NIE WRÓCISZ. W ostatnich chwilach życia na pewno będzie mu głupio, że nie został starym, siwym, pomarszczonym magiem, palącym śmierdzące zioła. Słówko jeszcze o kompanach! Pamiętajcie Drodzy Czytelnicy, zwierzęta to nie zabawki i warto rozważyć również i ich uczucia. Na przykład, jeśli nasz pupil, trzymany przez nas dla bezpieczeństwa innych użytkowników szlaków, nie wykazuje zbytniego entuzjazmu (nie rusza się i musimy go wlec po ziemi), to znaczy, że właśnie zachorował i najlepiej, jak pozwolimy mu z szacunkiem pożegnać się ze światem, gotując z niego potrawkę. W ten sposób podróż może potrwać jeszcze długo, a nasz pupil jeszcze przez chwilę będzie z nami podróżował, przynajmniej do następnego przystanku w krzakach.

Ufff, ostatecznie widzę, że przeciągnąłem strunę. Mam nadzieję, że dotrwaliście, a mnie nie spotka kara za zbytnie rozwleczenie tekstu i poplamienie tej zacnej karty rękopisu winem. Naprawdę, nie zdajecie sobie sprawę, jak ciężko jest napisać cały tekst artykułu, szczególnie wieczór przed jego oddaniem.

Wasz Oddany, Kot Bez Butów – Ja'Dargo*

Tekst autorstwa Kalbosa

Wróć do strony głównej