Co to był za ślub! Wywiad z Aisling

2020-07-14 03:04:27

10 Nathmela 4368 roku w Wszechnacji węzłem małżeńskim połączeni zostali Aisling von Plauen oraz Gaspar León Alonso Gerardo Cortèz y Gàrçiya znany także jako Garth Conall. Małżeństwo to połączyło dwa znamienite rody.

Prawie dwa miesiące po tych wydarzeniach udało mi się porozmawiać ze świeżo upieczoną panią Gàrçiya – Aisling. Przyjęła mnie ona w swym nowym domu – Castillo Gàrçiya gdzie odbył się jej ślub oraz wesele. Nawet teraz, po upływie czasu zamek wygląda olśniewająco i nadal robi wrażenie. Tak samo jak sama Aisling, która sprawia wrażenie dostojeństwa i szlachectwa.

 

 

Shessyl de Sarcassmo [S.d.S.]: 10 Nathmela bieżącego roku wyszłaś za mąż za mężczyznę, którego większość ludzi zna pod nazwiskiem Garth Conall. Ja chciałabym sięgnąć nieco wcześniej, powiedzmy, że do samego źródła. Czy powiesz nam o swoim pierwszym spotkaniu ze swoim przyszłym mężem? Jak się poznaliście?

Aisling Garciya [A.G.]: Nie jest to typowa miłosna historia. Był to raczej czysty przypadek, zrządzenie losu, w które do tej pory nie wierzyłam. Jednakże ani On, ani ja nie wiedzieliśmy o tym, że kiedykolwiek się spotkamy. Pamiętam ten jak dziś. Był wieczór, czytałam książkę, ogrzewając się ciepłem kominka. Za oknem lało jak nigdy, a Garth poprzez swoją nieuwagę i bagatelizowanie niebezpieczeństw wpadł do pokoju przez okno. Swą krwią zabrudził dywan, jak i całą podłogę. W ten oto sposób się poznaliśmy. Udzieliłam mu pomocy, dałam mu czas na rekonwalescencję i stało się. Przyznam, że kierowało nami coś więcej niż tylko gorące uczucie. Dziwnym trafem dopiero teraz społeczeństwo zrozumiało, ile można zyskać poprzez małżeństwa z kimś z innego rodu. W tym przypadku było tak samo. Jesteśmy dla siebie partnerami w wielu płaszczyznach, nie tylko w tych uczuciowych.

[S.d.S.]: Niebanalne i aż trudne do uwierzenia, że nie skończyło się awanturą. Niemniej przejdźmy do kolejnego pytania. Kiedy kobieta twego stanu jest małą dziewczynką, marzy zazwyczaj o bajkowym ślubie, później w miarę dorastania owe marzenia dojrzewają razem z nami. W końcu nastaje dzień, w którym mamy jasno skrystalizowaną wizję tego dnia. Czy twoje marzenia pokrywały się z tym, co dane było zobaczyć gościom w Castillo Garciya?

[A.G.]: Na pewno nie sądziłam, że będzie aż tak bogato. Mimo tego, że sama nad wszystkim panowałam, to jednak śmiem twierdzić, że przeszłam samą siebie pod względem urządzenia sali weselnej. Jednakże to nie zmienia faktu, że byłam zadowolona z efektu końcowego. Do przyozdobienia zamku zostali zatrudnieni mistrzowie w fachu dekoratorskim. Cała sala zaślubin, od kotar po obicia siedzisk została przyozdobiona w kolory krwistej czerwieni i złota. Jedynie droga, którą podążałam do ołtarza, odcinała się niezwykłym blaskiem złota. Także ołtarz pokryty był owym blaskiem, co gwarantowało nam natychmiastową uwagę wszystkich gości. Sala weselna zachowana była w tym samym stylu, co sala ceremonii zaślubin, była jednak większa. Miejsce do tańca znajdowało się przed podestem dla naszego stołu, tak by każdy mógł obejrzeć nasz pierwszy taniec, lecz także by można było obserwować cały przebieg zabawy. Za naszym stołem znajdowały się gobeliny przedstawiające herby dwóch rodów, które tego dnia stały się jedną rodziną.

[S.d.S.]: Nie byłabym kobietą, gdybym nie zapytała cię o suknię. Tradycyjna, skromna, czy wręcz przeciwnie?

[A.G.]: Na pewno nieskromna. Suknia była wykonana na zamówienie, a sam krawiec dał mi gwarancję, że nikt prócz mnie nie użyje tego fasonu. Bardzo mi na tym zależało, zresztą źle by to świadczyło o kobiecie, która miałaby suknię podobną do mojej. Była biała, bogato haftowana, zwłaszcza w okolicach talii. Tam również znajdowały się przewiązania i przeszycia wykonane złotymi nićmi. Od bioder materiał układał się w literę „A”, która była delikatnie zaokrąglona przy szczycie. Sam materiał, właśnie od talii przypominał swym kształtem groty strzał lub pióra jakiegoś dumnego i drapieżnego ptaka. Była długa, bardzo długa, jednakże było to dopełnienie całości. Zależało mi na tym, by ramiona był całkowicie zasłonięte białą tkaniną, która była przeszyta złotymi nićmi pośrodku ręki. Od nadgarstka, rękaw układał się w szpic, który łączył się ze środkowym palcem. Było to nawiązanie do spódnicy sukni. Dekolt w karo. Główną ozdobą sukni był stelaż przymocowany do ramion. Wyglądał jakby był ze złota, i to właśnie ten stelaż sprawił, że ładna suknia stała się piękna i na pewno zapadła ona w pamięć wszystkim gościom. Bogactwa dopełniał złoty, rombowy wisior wysadzany diamentami na złotym łańcuszku orz pasujące do kompletu kolczyki, których romby były bardziej nieco bardziej podłużne.

[S.d.S]: Sam opis wywołuje w wyobraźni obraz przepięknej i prawdziwie szlacheckiej szaty. Czy twój małżonek wyglądał równie dostojnie, co ty?

[A.G.]: Przede wszystkim strój Gartha był tradycyjnym, nacjańskim strojem. Tradycyjna koszula o bufiastych rękawach, na tym skórzany kirys, ciasno zawiązany niczym bojowy gorset, ze złotym symbolem słońca "wyrytym" na jego piersi. Na lewym barku naramiennik, spod którego spływała szkarłatna, atłasowa tkanina w kwiatowy wzór, podszyta złotem, będąca swoistą "peleryną na jedną stronę", zakrywając praktycznie całe lewe ramię.

[S.d.S.]: Chciałabym zapytać cię o samą ceremonię. Z tego, co mi wiadomo, udzielił jej wam sam ojciec pana młodego, a sama przysięga była dość niezwykła. Czy możesz nam o niej opowiedzieć?

[A.G.]: W Nacji ojciec traktowany jest niczym kapitan okrętu, którym jest rodzina i dlatego też udzielać może ślubów. Sama przysięga była parafrazą tego, co powiedział do nas kapłan. Była przysięgą wierności samym sobie, ideałom państwa nantejskiego. Przysięgą wierności wobec rodziny oraz hołdem dla Dharne – nantejskiej bogini. 

[S.d.S.]: Dziękuję ci bardzo za tę krótką rozmowę, ja oraz cała redakcja Głosu Fallathanu życzy ci i twojemu małżonkowi wszystkiego, co najlepsze.

Autor nieznany

image

Wróć do strony głównej