Sztuka Biesiadowania. Rzecz Druga: kompania

2020-07-13 23:05:16

Przed wyruszeniem na bibę należy zebrać drużynę.

Papcio Szorstkoskróek, Cztery Sprawy Pierwsze, zwój IV: „Biesiada”

 

Sztuka Biesiadowania

Rzecz Druga: Kompania

 

 

Pal ziele, pal —

— Zielony dym.

Osnuwa nas,

Oddechem dusz.

A płomień gra.

Cytara gra

I śpiewa brać;

Hej, z gardeł stu.

Nim ciche cyt! —

— Zatrzaśnie brzask

Tę noc na spust

I już.

Tańcujmy w krąg,

Za wszelki czas.

Wykrzeszmy skry.

Otoczmy dąb.

A płomień w nas!

Fujarka gra

Z pradawnych nut.

Nim życia nić

Odetnie Los —

— I ciach...

Drużyna, Moiściewy… Kompanija. Garsteczka dusz choćby, lecz na tyle zacnych, że się przygody z nimi do późnej starości wspomina.

Jako żem wprzódy, w zeszłym numerze nowego naszego „Głosu…” przyobiecał, teraz w „Kąciku Bibosza” wyłożę Wam, Drodzy Czytelnicy, prawidła i niuanse związane z jakże pierwszorzędną kwestią: towarzystwa. Jużem to wcześniej powiadał: wszelkich kwasorodów i gastryków, co im się zgagą chronicznie każdy dowcip odbija, wiarować się trza jak samych demonów lub i gorzej. Oczywista, nie zawsze się to uda, by wszelkich niepożądanych gąb uniknąć należycie, bo to przecie im biby większe, tym narodu i więcej się schodzi. Jest wszako metoda, co się zowie: swoich wypatruj, resztę gazem zgaś. Zawsze to przecie nagodzi się charakter tak cytrynny, że jeno wiać trzeba, gdzie pieprz rośnie, a wówczas własna drużyna biesiadna będzie najlepszym lekarstwem. Oczywiście, z onym gazem, Moiściewy, jest to metafora, dosłownego puszczania wiatrów  nie zalecam, robi się rzecz tę dyskretnie i bynajmniej nie za stołem.

Nasamprzód, by sposób ten snadnie zastosować, trzeba złożyć sobie owe doborowe towarzystwo, co pozwala niemiłe nam pyski minąć jak wyboje. Dwojaką ma ono naturę: stałą bądź też przygodną, lecz zasady, które tu wykładam, są dość uniwersalne. Przeto, nie zwlekając, pamiętajcie aby:

  • ustalić rzecz pierwszą, to jest kwestię trunkową. Wiadomo, kto nie pije, musi podejrzany lub konfident, powiadają. Ja bym tak surowy co do onych pogardzających kuflem nie był, rzecz wszako dwakroć robi się trudniejsza, żeby się na bibie wywczasować, jeżeli kompania ma słabą bądź też niechętną głowę. Jeśli współbiesiadnikom nie w smak mocne trunki, zaproponuj słabsze. Jeżeli i tym mało chętni — trudno, bracie, Tobie wódkę, a im wodę, pamiętaj jednakowoż, że wówczas mocno zakrapiana uczta raczej Cię ominie. Bądź co bądź, proporcję brać należy: jakżeś jeden śród trzeźwiutkch jak niemowlę opojony, tedy jeszcze wezmą Cię za bydlę, a nieważne, żeś sobie jeno tego wieczoru pofolgował. Z kolei jeśliś trzeźwy, a tamci spojeni — tedy i pogawędzić długo nie da rady, kiedy wszystkich już duch przytomności opuści.
  • ustalić rzecz drugą, to jest ogólniejsze naszej braci nawyki i przyzwyczajenia. Dla przykładu, Serca Moje — bierzecie z sobą za stół elfa, tedy pamiętajcie, że ci nie jadają zbyt tłusto ani ciężko i przepyszna skądinąd goloneczka z chrzanem albo nóżki wieprzowe w galarecie mogą zaszkodzić ich zdrowiu. Centaurom z kolei nie godzi się siana proponować, choć i z połowy są kopytni. Ci, co smutniejsi są, zgaszeni, ośmieleni być trochę powinni, wszako jeśli w żałobie lub ciężkim frasunku chadzają — nie lza być natrętem w proponowaniu rozrywek, bo to w konfuzję większą jeszcze strapionych wpędzić może.
  • ustalić rzecz trzecią: że aniśmy są niańki, ani też anieli dla naszych przyjaciół. Stróżować nam wypada, jako druhom, ale grzechów cudzych brać na siebie — ani trochę. Jeżeli kto zacznie warcholić, swoją godność uświni. Z drugiej jednakowoż strony, Moiściewy — warto mieć na drużynę oko, a i taką sobie dobierać, by nie świecić za kogo oczami.

 

 

Oczywista, nie zawsze kompanija wymaganiom naszym sprosta, a i nagodzi się kiedy, że przypadkowe dość fizjonomie przyjdzie nam uśmiechem częstować. Na takie zdarzenia rada prosta: szanować gościnność gospodarzy, a gościem być ze swej strony sercu miłym. O nastroju żem w części pierwszej nasamprzód napisał, bo to właśnie nastawienie jest tu kluczową sprawą, rozpoczęło tedy mój poradnik. Nawet jeśli samemu bawić nam się przyjdzie, lepiej to robić z godnością i smakiem, aniżeli swą ostentacyją żołądki innym psować. Nie warto.

Kiedyście już te pryncypia, Czytelnicy Moi, do serduszka wzięli, czas zapoznać się nieco z galerią typów biesiadnych, jakie to na każdym spędzie czy swawoli spotkać idzie. Tu z pomocą przyjdzie mój zwierzęcy wierszyk z części pierwszej. Kto nie pomni teraz, niech rubryczkę stosowną szybciuchno otworzy. A oto typy onych balowiczów i rady, jak takież traktować.

  1. Lew

Lew, lew salonowy, pan zwierząt i król życia. Nieprzypadkowo wybrano go na władcę fauny. Ten majestatyczny, imponujący wielki kot jest zdobywcą cudzej uwagi. Pożeraczem serc niewieścich, łowcą najsmaczniejszych kąsków. Gorący temperament, monarsza wręcz prezencja, dominująca osobowość. Balować wespół z Lwem sztuka niełatwa, bo sam z kolei łacno przyćmić może. Rada moja: nie zazdrościć, dołków nie kopać, desperata ni wariata publicznie przy Lwie nie strugać. Lew śmiało najgładsze dzieweczki w tany weźmie, do lepszych od siebie zuchwale zagada, khazadów najlepszych przepije, orka przesiłuje. Ale…

…ale i myśmy sroce spod ogona nie wypadli! Krzepy brak? Może wdzięku bogi nie poskąpiły. Gadka trudno idzie? Może Fortuna dała Zręczność w tańcu. Jeśli wobec Lwa jawnie zaczniemy kwasić i stękać, płakać i marudzić — damy jeno Lwu pola, a sobie frustracyj, zamiast dobrze się z innymi bawić. Jeżeli Lew druh troskliwy, to jeszcze zasmucimy go takim zachowaniem — jemu niezręcznie będzie nas przyćmiewać, zasię uciszony nie będzie sobą. My z kolei nie pokonamy Lwa w tym, w czym rzeczywiście kociak błyszczy. Zrobi się, Kochani, pat, nastroje przyjaciołom popsowają. Gdyby zaś Lew złośliwcem był nieczułym — jeszcze go do kolejnych psot jeno nastroimy. Mając Lwa za towarzysza — bądź skocznym Zającem!

  1. Małpa

Zdałoby się — kompan idealny. Nudzić się nie można, bo śmiałe to, zręczne, zabawne, pełne wigoru, pogodnego ducha. Wszako różnie to być może, jeśli Małpa w pałacu kosztownym zechce huśtać się na żyrandolu, zasię w sypialni gościnnej wannę pełniutką wody ustawi, piasek wysypie i zrobi sobie plażę razem z morzem. Niedobrze też wypaść może zdechła żaba, za kołnierz czy prosto w sosjerkę ku osłupieniu dam rzucona.

Rada moja? Do teatru na tragedię łzy wyciskającą, na stypę do krewniaka czy do pałacu wielmoży Małpy nie bierz. Jej sztywne ceremoniały wedle etykiety, długie spektakle i ciche posiłki nie ucieszą. Weźże raczej Małpeczkę do drużyny kawalerskiej, w oberży tęgo popijcie, w galopadę na konikach przez błonia się puśćcie, na Festynie Zimowym śnieżkami pobijcie. Małpa na miejscu nie usiedzi, nie żałuj jej tedy werwy i ruchu. Odpowiednia zabawa sprawi, że Małpa się wybawi bez dymnych granatów z rzepy, obrywania zasłon z karniszy i płoszenia drobiu. Lubo roztrzepany, letkiewicz i huncwot, potrafi kamrat w typie Małpy rozruszać każde towarzystwo.

  1. Żółw

Pomarszczona szyja, wolny krok — te cechy przywodzą na myśl druha już sędziwego, co swoje przebalował i teraz jest poczciwym starowiną. Tak niekoniecznie musi być — Żółw to nie zawsze Moiściewy, starzec. To natomiast, z prosta rzecz biorąc, flegmatyk. Nierzadko też i niezdara, z dwiema lewymi rękoma, tańcom i akrobacjom wszelakim niechętna. Istne przeciwieństwo wzmiankowanej Małpeczki, nieprawdaż? Nie grzeszy też nasz żółwiowy przyjaciel odwagą — chowa się rychło do skorupki, ledwo obaczy szczura czy psa, podobnym w tym do niejakiego Strusia. Czy jednak nie da się z takowym bawić?

Da się! Starczy jeno szczypta serca, troski i uwagi. Wyrozumiałym być trzeba, ot co! Małpa zapłacze się, jeśli w pląs nie ruszy. Żółw przeciwnie; jeśli ino zrozumiemy, że mu to nie wadzi, troskać się nie należy, że nie zatańcuje. Za to jaką gawędą uraczy, fajeczkę pykając! Wnuczęta usadzając na kolanach, zabawiając starszawe matrony czy poważne wdowy. Zdrowo sobie podje, posmakuje trunków, zapozna nowe twarze. Doceni poważny moralitet czy — jeśli już w tan pójdzie — dostojną pawanę. Nie lekceważmy Żółwi — lubo nieruchawe, mogą być bardzo rozmowne i ujmujące w swojej nobliwości.

  1. Sęp

Z Sępem jest, co tu prawić, sprawa niełatwa, bo takie jeno baczy, co by tu… wysępić. Albo też i, pozostając przy ornitologii, wydziobać.

Mają bowiem Sępy dwie cechy: sknerstwo i malkontenctwo, obydwie dosyć dojmujące, tedy trzeba wiedzieć, jak je zwalczać. Osobną przywarą Sępów jest ich dziwaczna przypadłość, zwana kleptomanią. Jeśli czego nie wysępią, tedy ukraść popróbują. Trzeba zważać, Moiściewy, na sępy. Wynosi toto zastawę, kradnie spinki do mankietów i czasem zachowuje się bardziej jak Sroka. Na szczęście, te akurat Sępy stanowią mniejszość w gatunku.

Zasadniczy rys tegoż jest inny. Sęp nie potrafi walczyć jak Lew i być bezczelnym jak małpa. Stoi więc jako ten kat nad dobrą duszą i patrzy wielkimi, ponurymi oczami na kąsek, który właśnie Ty spożywasz, Bracie Czytelniku. I mniejsza, że udek kurzęcych dwanaście być może albo i z czterdzieści. Sęp sam nie weźmie, jeno ślepiem wodzić będzie za Twoją drobiową nóżką, aż sam sobie ową zohydzisz, na wskroś przewiercony.

To wszako nie wszystka ich wada, o nie. Sępy same nie inicjują żadnych biesiadnych sytuacyj; ktoś przed nimi musi zacząć. Gdy towarzystwo już wytańcowane, Sępy biorą stery. Wówczas to zwykły jeno narzekać, że nikt nie pląsa z nimi. Tego właśnie potrzebują: narzekania. Potrafią sobie ubrdać, że muzyka nie taka, jadła im nie starcza, kufle nie dość czyste, a kiedy się reszta gości kwasami onych zmęczy, nad Sępami zlituje — tedy dopiero ucztują, na świat obrażone, dopotąd niechętne jakiejkolwiek komitywie, złowieszcze ptaki grobów. Lżejszy przypadek Sępa to po prostu melancholik; o krwi tak czarną żółcią skażonej, że aż wszędy pachnie trupio. Jaka metoda na Sępa?

Unikać.

Jeśli się nie da, nie dać się wciągnąć w łańcuch marudzenia. Nie dać wpędzić w złe humory smutnymi spojrzeniami.

  1. Hiena

Bliska krewniaczka Sępa. Prócz trucia i melacholiji używa jednak stokroć gorszych sposobów na „rozruszanie” (czyli skłócenie) całego towarzystwa: bolesnych, niesmacznych żartów, złośliwych ploteczek, a nawet grubszych oszczerstw. Nie jest szczera i cieszy się z potknięć swoich współbiesiadników: rozdartej w tańcu spódnicy, potłuczonego przypadkiem talerza, problemów gastrycznych. Jej cienki, tchórzliwy chichot nie ma wiele wspólnego z braterską jowialnością. Jeśli słyszysz jej fałszywe „Hi-hi-hi!” — STRZEŻ SIĘ!

  1. Mysz

Myszka, szara myszka, co siedzi pod miotełką, ledwo noska na świat wyściubiając… Podobna do Żółwia, różnica tkwi jednak, Najmilsi, w przyczynach ich zachowań. Żółw jest, jako się rzekło, humoru flegmowego, nadto często pozostając  spokojnym domatorem. Myszeczka zaś nasza jest po prostu nieśmiała, choć przecie niemało talentów i wdzięku posiadać w sobie może. Zwykle Myszkami są młodziutkie panny, lecz typ ten spotkamy u każdej płci i w każdym wieku.

Myszka też, w odróżnieniu od kamrata w skorupie, nierzadko cierpi z powodu onego braku, bo i pogawędzić chciałaby, i może popląsać — a ciężko jej to przychodzi.

Ośmiel tedy Myszkę! Jeno nie naciskaj! Pomalutku, powolutku, wspieraj ją w łamaniu lodów.  Bądź dla niej dobrym duchem i podporą; czy to przy stole, gdzie czuje się nieswojo, widząc obce twarze i egzotyczne dania, czy to w przepełnionej, pełnej rubasznych junaków gospodzie, gdzie dymi już z głów, a między dowcipem i sprośność jakaś wpadnie. Uważaj jednak, by nie traktować Myszy jak kalekę. Nie o to chodzi, by usuwać spod jej nóżąt wszyściutkie przeszkody. Raczej zachęcać do tego, by stawiała im czoła. Z pewnością łatwiej będzie zrobić z Myszki biboszkę prima sort, jeżeli zaczniecie od spokojniejszych, Moiściewy, biesiad; niekoniecznie tych wielkich i tłumnych, z galonami piwa i gorzałki. Popołudniowa herbatka czy ogrodowe przyjątko sprawdzą się o wiele lepiej, a pilnowane miejskie festyny — zastąpią ostre hulanki w karczmach na rozstajach, gdzie i łatwiej pannie cnotę stracić, i każdej duszy — żywot.

  1. Zebra

Towarzysz, co niekoniecznie centaurem być musi, jest to wszako persona rozbrykana… oj, rozbrykana, a i ekscentryczna, jak to się o wszelkich cudakach powiada. W rymowance mojej nie na próżno dostała rys… próżności.

Pasiasta Zebra, by się dobrze bawić, dwóch rzeczy przed innymi potrzebuje: przestrzeni do zabawy i szczerej pochwały. O ile Małpeczka hulać potrafi i w ciasnocie, o tyle Zebra lubi pobrykać, a jakże, a do tego jej kilku łokci podłogi nie wystarczy. Szeroki parkiet, tor wyścigowy, miejsca do sportów wszelakich — to są rzeczy, które Zeberkę ucieszą. Lubi się ona przy zabawie spocić, lubi popróbować w rozmaitych ćwiczeniach i konkursach, zwłaszcza takowych, co sprawność i wigor dobrze pokazują. A i paseczkami swymi zaświecić miłuje. By dobrze się bawiła, dajmy jej zabłysnąć i pobiegać, doceńmy naszego oryginała, co i w modach, i zabawach lubi być pierwszy przed innymi. Nam to nie odejmie, a Zebrę mile połechce i wszystkim da dobrą bibę, a o to przecież chodzi.

  1. Pająk

Towarzysz urokliwy, pełen drapieżnego wdzięku, jednakowoż niebezpieczny! Jest to bowiem, Moiściewy, taka cicha woda, taki przyczajony tygrys i ukryty smok, a równocześnie lis na cztery nogi kuty, szara eminencja, dyplomata i mąciciel pierwsza klasa! Nie zawsze musi być nieprzyjacielem, zdarzy się nawet, że ciętą ripostą czy zręczną grą towarzyską ocali nam skórę. Sęk w tym tkwi, Damy i Panowie, że się Pajączek w tym snuciu przędziwa intryżek rozmiłował. Tam dziabnąć, tu ukąsić, ówdzie podpuścić, niepokoik zasiać — on to bardzo lubi. Pociągnę za sznureczek, zobaczę, co się stanie. Ale i na takiego ananasa rada: dajmy mu te gierki jego uprawiać do woli, jeno w takiej atmosferze, Mili Moi, coby bliźnim nadto nie zaszkodzić. Niechże Pająk uprawia wykwintną sztukę flirtu. Niech rozmawia o polityce i wojnie. W szachy zagra, jest to bowiem rozrywka dla mistrzów umysłu… Zagadki porozwiązuje, insze łamigłówki. Pająk nie lubi biesiad przaśnych, mistrz ten lepszego jest nieco smaku i większych ambicyj. Szermierz słowem, wojownik etykiety — na salonach będzie jako rybka w wodzie.

I tacy są to balowicze. Jedni spasują się z takimi, co drugim nie przypasują. Co do łączenia humorów, podobne lgnie do podobnego, jednakowoż… i Małpa zechce czasem odzipnąć przy gawędzie Żółwia, a i rozpróżniaczona, skupiona na sobie Zebra może ulec cichemu urokowi Myszki. Zdarzy się, że Lew ustąpi pola, a świetna zabawa przytłumi nawet chichot Hieny. Kompletując drużynę na bibę, bierzcie pod uwagę, że namiętności wszelakie rzadko ino jedną stronę mają. I Małpie przyjdzie po kilku głębszych ochota do smutnawych zwierzeń, i Żółw może zatańczy któryś wolny, Sęp wreszcie się uśmiechnie, a Pajączek wywinie śmiałą voltę, dopotąd za mało przystojną uważaną i niegodną mędrca. Szukajcie w każdym z nich zalet, nie wad, a częstujcie uśmiechem.

Mistrz Eyck Severkyte

P.S. Jakimi zwierzątkami są Wasi towarzysze?

 

Wróć do strony głównej