Listy do redakcji

2020-07-14 03:58:04

Po nowym wydaniu „Głosu Fallathanu” zostaliśmy zasypani listami od Rethuna. Z tego miejsca chcielibyśmy mu podziękować za jego opinie. Każde słowo od naszych Czytelników jest dla nas bardzo ważne, ponieważ pozwala nam rozwijać nasze pismo. Poniżej przedstawiamy listy, które otrzymaliśmy. W kilku słowach Redaktor Naczelny Conall Ranruin zgodził się odpowiedzieć na nie. Jego odpiwiedź rówież publikujemy poniżej.

Jeżeli chcą Państwo podzielić się swoją opinią na temat naszego pisma, prosimy wszystkie listy kierować pod adres: Redakcja „Głosu Fallathanu”, Mała Vanthia, Dzielnica Rozrywkowa.

 

List pierwszy na temat artykułu „Z Kotem na szlaku: Niezbędnik Podróżnika”

Drogi Panie RAdektorze

Leonid, Sierściuch, który napisał artykuł na temat podróżowania, zapewne jest dorosłym, podróżnikiem, który podróżuje palcem po książce nie opuszczając swego legowiska na piecu. Do pierwszej części jego artykułu, tej o celu podróży, nie będę się odnosił, strzępienie jęzora na ten temat jest zajęciem dla fizjologów, to do dalszej tyranii Leonida mam kilka uwag, a mówię to jako doświadczony podróżnik, choć bez siwej brody! Podrzyganie podróżnych, by ci chodzili boso, zakrawa o pomstę do bogów i jest [kleks – nieczytelne]ja warte! Jasne, jest pewien znany podróżnik, który to boso przez cały świat przewędrował, ale mówienie o nim nie jest specjalnie politycznie rozsądne, ani poprawne! Dlatego skupię się na własnych doświadczeniach! Na traktach szczególnie tych często uczęszczanych można spotkać różnego rodzaju [kleks – nieczytelne] którzy rzucają jakieś gwoździe, czy inne śmiecie… już nie wspominając o elementach uzbrojenia, czy pancerzy pozostałych po wielkich bitwach! Łatwo wtedy zranić się w stopę… i… podróż można zakończyć! Dlatego buty, na gróbej podeszwie, szynkowane i powyżej kostek są wręcz niezbędne!

Pan Autor pisząc o tym, że w podróż należy zabrać wytrychy, chyba [kleks – nieczytelne] czy on uważa, że jak ktoś podróżuje, to od razu złodziej? Czy też uważa, że to na wypadek gdyby w podróży zgubiło się klucze i móc jakoś po powrocie wejść do domu? Kolejnym dowodem na brak wiedzy o temacie jest propozycja, by zabrać ze sobą instrumień muzyczny… oczywiście, można tylko po co? Szczególnie jak ktoś, nie potrafi grać. Ja nie potrafią. Mój stryjek nie potrafi… a stryjenka to tylko na nerwach (głównie stryjka) gra. Jak to się też ma do rady Sierściucha, który mówi, by ograniczyć potrzebne rzeczy do maksimum? Jakby tego było mało, wśród wymienionych przedmiotów nie ma hubki, ani krzesiwa… chyba, że rady są przeznaczone dla wyjątkowo twardych [kleks – nieczytelne]synów, którzy jedzą na zimno i nie muszą rozpalać ogniska! Są podobno metody na wzniecenie ognia innymi sposobami, ale na bogów! Posłużmy się techniką! Skoro zaś o ogniu… to Sierściuch, oby wyliniał, nic nie wspomniał o źródłach światła… latarnia, czy pochodnia nie tylko może pomóc w odstraszeniu dzikich zwierząt, lecz dzięki niej nie zbłądzimy i unikniemy śmierci w jakieś przepaści! Osobiście, też nie polegałbym na „niewielki, lecz ostry nożyk” tylko zabrałbym nóż myśliwski, który przyda się podczas wszelkich prac obozowych. Nie radzę też ruszać się… nawet jeśli zamierzamy trzymać się utartych szlaków (a może zwłaszcza wtedy) bez broni! Bandyctwa i plugawej magii nie brakuje! W kwestii ubioru, nie waHajmy się! WąCHania też nie polecam… jednak nie wygląd jest istotny, a właśnie wygoda. Po kilku dniach podróży każdy śmierdzi i jest [kleks – nieczytelne]bany błotem. Jako Irimgardczyk nie mogę też zgodzić się ze słowami o kompanach. Nigdy, ale to nigdy, nie wolno zostawiać swoich towarzyszy i zawsze trzeba po nich wrócić. Chyba, że jest to mag (nie musi być stary i palić zioło), bowiem on by też cię zostawił, więc w drodze wyjątku z plugawym czarnoksiężnikiem można tak postąpić jak opisuje to Leonid. Jednak kto by z takim chciał podróżować?

Pozdrawiam Rethun Łowca!

 

 

List drugi na temat artykułu „Sztuka Biesiadowania. Rzecz Pierwsza: nastrój”

Dragi Panie ReAktorze!

Chce rzec, że tytuły waszych artykułów są mydlące! Piszę „sztuka biesiadowania, najpierw strój”. Myślę se, kim trzeba być by najpierw nie pomyśleć o stroju. Ale że jedna plugawa wiedźma mi spie[kleks – nieczytelne] to mówię… czort z tym przeczytam! No… a tu pisze o jakiś zwierzakach! Że niby one na biesiadę idą! Raz… no, może cztery zdarzyło się, że ktoś mnie „świnią” nazwał, choć zwykle zwą mnie „parchatym wieprzem”, ale wy tu piszeta o jakiś Lewach! Czy innych Żółwiakach! Licho wie, co to je! Dalibyście jaką rycinę… Ja nie w ciemie bity, tom się dowiedział, co to ten Lewy, groźny gość, świetnie strzela! Nawet żem u heraldyków sprawdził, że on na liberii orła białego w koronie nosi (na biało-czerwony tle)! Pewnie z Irimgardu! W dodatku, piszeta to jakoś tak dziwnie, ciągle od nowej linijki… dlatego pilnujta lepiej tych swoich skrybów, bo oni nie dość, że po pijaku głupoty piszą, to jeszcze pergamin marnują!

Co się zaś tyci samego tekstu to jest grafomania! Nie wiem, co prawda jakiemu grafowi się tak podlizujecie, ale powinniście być bardziej niezależni! O! Bo ja, jako doświadczony bibownik, nie z jednej biesiady żem wyszedł, choć na szczęście zwykle na czworakach, z kilku mnie wyniesiono, a nawet zdarzyło się, że wyrzucono… Jednak przeważnie kończyłem z godnością, pod stołem! Autor tego tekstu zaś coś pier[kleks – nieczytelne] o jakiś rybkach… używa przy tym zaś słów, które w mowie wspólnej nie występują! Wiec nawet taki łebski gość jak ja, nie może go zrozumieć! Są tego dowody! Czy nie rzekł:

-analogii

-primo

-mizantropów

-mobilności

Choć przykładów mógłbym mnożyć, niech wystarcza te… zbrodnie popełnił karygodną i należy go spalić na stosie! Jak widać, ktoś mniej obyty mógłby nie zrozumieć tekstu. Ja kończąc już, bo pergaminu mi nie starcza, powiem tylko, że o stroju na biesiadę można by więcej napisać… a i wspomnieć o najważniejsze prawdzie. Że na bibie czy biesiadzie, czy innym spotkaniu najważniejszy jest zacny trunek. Jak mawia mój stryjek „Można się bawić bez alkoholu, ale po co się męczyć!”

Pozdrawiam, Rethun Łowca!

 

 

List trzeci na temat artykułu „Goblińskie zaloty”

Drogi panie Dyktatorze!

Po przeczytaniu artykułu o „Goblińskich zlotach” jestem gotów podjąć się zadania schwytania pary szubrawców, o której mówi autor. Sądzę, że nie ja jedyny! Artykuł ten powinien znajdować się na pierwszej stronie. Skoro straż miejska, nic nie robi, to psim obowiązkiem redaktora jest właśnie ukazanie światu jej lenistwa! Banda sianojadów! Rzecz jasna ta straż miejska, a nie przeszacowana redakcja! Bądźcie drugą władzą! Tylko teraz musicie podesłać dokładniejszy opis tych skur[kleks – nieczytelne] skrzynkę kilku krajanów i złapiemy te zielone paskudztwa, co im się dzieci zachciało, wsadzimy do balii i będzie tak długo trzeć na tarze aż im nie tylko brud, ale też kolor zejdzie! Jeśli nie macie rysopisów, to dajta mi pogadać ze światkami, bym mógł wypytać ich o plugawą parę. Jeśli, ktoś nie będzie chciał współpracować, to mam sposoby, by przekonać taką przekupną świnię. Jeszcze nikt, komu odcięło się ucho, nie powiedział „za otrzymane złoto kupię sobie lepsiejsze!”.

Obiecuje zadania podjąć się „bar bo no” – dla dobra ogółu, czy jakoś tak, gdyż uważam, że postępowanie tej zbrodniczej pary jest niemal tak plugawe jak czary! Zapewniam, że jestem bardzo skuteczny. Wróżka zębuszka, która też porywała dzieci mogłaby to potwierdzić… ale nie żyje.

Pozdrawiam Rethun Łowca

 

Odpowiedź Redaktora Naczelnego Conalla Ranruina

Szanowny Panie Rethun,

W imieniu całej załogi „Głosu Fallathanu” chcę podziękować za to, że podzielił się Pan z nami swoją opinią na temat artykułów, które znalazły się w poprzednim numerze gazety. Każda opinia jest dla nas bardzo ważna i każdą traktujemy bardzo poważnie. Poniżej chcielibyśmy się ustosunkować do Pańskich słów.

Pierwszy list, który Pan do nas wysłał, dotyczy artykułu „Z Kotem na szlaku: Niezbędnik Podróżnika” autorstwa Ja`Dargo. Wątpił Pan w jego kompetencje zawodowe, niestety są one bezpodstawnie. Kiedy zatrudniałem pana Ja`Dargo w naszej redakcji, znałem go jako podróżnika. Zwiedził naprawdę wiele krajów. Bardzo chciałem, aby podzielił się swoim doświadczeniem z czytelnikami. Zapewniam więc, że redaktor Ja`Dargo nie podróżuje jednie palcem po książce.

Zarzucił Pan Ja`Dargo do podżegania podróżnych, aby ci chodzili boso. Nie było to jego intencją. Autor tekstu nigdy nie ukrywał, że jest Leonidem. Kiedy mówił o chodzeniu bez butów, miał na myśli swoje własne doświadczenia. Niestety, bardzo trudno jest dostać buty dla Leonida. Na obronę tego tematu powiem, że ja również lubię chodzić boso po łące oraz na plaży. Dobrze jest poczuć pod stopą inny grunt. Ponadto naukowcy z Uniwersytetu Cesarskiego donoszą, że noszenie butów o grubej podeszwie może przyczynić się do kalectwa związanego z płaskostopiem. Warto więc czasami buty sobie odpuścić i uważać na śmieci, które pozostawili po sobie inny podróżni.

Muzyka jest jedną z nieodłącznych elementów podróży. Tak samo ważne są opowieści. Zabranie instrumentu muzycznego jest ważne dla osób, które potrafią na nim grać. Nie chcę wyjść na ignoranta, ale kto z nas w dzieciństwie na przykład nie grał na źdźble trawy? Umiejętność tworzenia muzyki jest w każdym, należy jedynie pozwolić, aby się ona w nas rozwinęła. Niektórzy będą w tym lepsi, a niektórzy gorsi.

Faktycznie, zabranie ze sobą hubki oraz krzesiwa jest niezbędne, o ile w swojej drużynie nie posiadamy maga. Wielu z podróżników zna się na sztuce przetwarzania, dlatego rozpalenie ogniska za pomocą tarcia nie jest niczym trudnym.

Wybranie się w podróż bez broni nie jest niczym dziwnym. Sam ostatnio wybrałem się w podróż do Irimgardu i nie zabrałem ze sobą niczego poza ubraniami oraz posłaniem. Dlaczego nie zabrałem broni? Jestem płatnerzem. Czy wyobraża sobie Pan podróż z dwuletnim dzieckiem oraz młotem pod pachą? Byłoby to kłopotliwe. Młot musiał więc pozostać w domu. Nie żałowałem swojej decyzji. W sytuacji krytycznej za broń posłużyły mi kije oraz kamienie.

W przypadku kompanów muszę się z Panem zgodzić – sam nie pozostawiłbym ich samych na pastwę losu. Niektórzy jednak mają inny ogląd na ową sytuację.

Kolejny Pański list dotyczył artykułu „Sztuka Biesiadowania. Rzecz Pierwsza: nastrój” napisanego przez Eycka Severkyte. Chciałbym zwrócić, że Pańskie rozczarowanie wzięło się stąd, że źle Pan odczytał tytuł artykułu. Była w nim mowa o nastroju, nie o stroju. Jest wielka różnica pomiędzy naszymi uczuciami, czyli nastrojem, a tym, co nosimy na sobie, czyli stroju.

Zapewniam Pana również, że Eyck Serverkyte jest mistrzem sztuki oratorskiej. Nie tylko pisze utwory, lecz zna się na opowiadaniu. Słowa, które używa, mogą być nie dla wszystkich zrozumiałe. Jeśli jednak pojedzie się do stolicy Cesarstwa Azeloth, gdzie króluje różnokulturowość, można się przekonać, jak wiele osób tak mówi. Nie są to słowa zapomniane lub dla obytych, jak sugeruje Pan w swoim liście. Jest to język ludu.

W ostatnim swoim liście poruszył Pan sprawę artykułu „Goblińskie zaloty”. Zapewniam Pana, że w związku z działaniem owej pary nie ucierpiało żadne dziecko. Jest to jedynie fikcja, która miała zapewnić artykułowi większą poczytalność.

Nie zgadzam się z Panem, że należy wsadzać kogoś za kratki tylko, dlatego że jest według nas „szkaradnym”. To, co nam się nie podoba, niekoniecznie musi również innym. Proszę spojrzeć na to zupełnie z innej perspektywy. Mówię to Panu ja, elf, który postanowił upodobnić się do ludzi. Proszę o zaprzestanie siania rasistowskich tekstów. Rasizm jest zakazany i karany w wielu krajach w Fallathanie. Na łamach naszej gazety nie będziemy tego tolerować.

Jeszcze raz dziękuję Panu za przesłanie swoich opinii. Mam nadzieję, że podczas swojego długiego wywodu rozwiałem Pana wątpliwości. W razie potrzeby – zapraszam Pana do redakcji „Głosu Fallathanu”, gdzie udzielę Panu odpowiedzi osobiście.

image

 

 

 

Wróć do strony głównej