Pogawędka z czytelnikiem - Jak być tatą na medal?

2020-07-12 04:17:22

Bardzo łatwo zostać ojcem. Wystarczy chwila zapomnienia w ramionach pięknej nieznajomej, a za dziewięć miesięcy może ona zapukać do twoich drzwi i kazać Ci płacić tysiąc srebrników na dziecko. I to miesięcznie! Przecież to rozbój w biały dzień! Jeszcze jak dodamy do tego projekt pięćset sztuk złota na każdego elfika… Głowa potrafi rozboleć! Zazwyczaj udaje się tych opłat uniknąć, ale skaza na honorze pozostaje. Bękart pozostaje bękartem. Dopóki żyje, nie można być niczego pewnym. Nie wspomnę o tym, jaki to skandal w rodzinie szlacheckiej.

Bycie tatą to powołanie. Niekoniecznie musisz być na to przygotowany. Czasami wieści o przyszłym dziecku dopadają Cię w najmniej oczekiwanym momencie. Na szczęście Twoja mama uczyła cię tak, że należy wziąć sprawy w swoje ręce i okazać się mężczyzną. Skoro potrafiło się włożyć, to trzeba być odpowiedzialnym za niespodziankę, która z tego wkładania wyszła. Niektórzy zostają tatą, ponieważ tak to zaplanowali. Ci drudzy są w bardziej komfortowej sytuacji. Są psychicznie do tego przygotowani. Na pewno przeczytali trochę zwojów na ten temat, porozmawiali z sąsiadami, którzy mają dzieci. Wiedzą, jak wielka odpowiedzialność spadnie na ich barki. Wychowanie dziecka to przecież nie jest łatwa sztuka. O nie!

Studium przypadku

Niektórzy mówią, że należy się zmienić, jeśli chce się być dobrym tatą. Wymagają od mężczyzn, aby zmienili swoje zainteresowania, jeśli nie są „bezpieczne” dla dzieci. Każe się im, by stosowali wstrzemięźliwość od alkoholu oraz innych używek. Wręcz nakazuje się, aby spędzali dużo czasu ze swoim dzieckiem i nie myśleli o swoich rozrywkach. Od tej pory jest ważna tylko rodzina…

Bzdury.

Możesz być idealnym tatą, będąc wojownikiem, który wyjeżdża co miesiąc na wojenkę. Może Ci się nie udać dobrze wychować dzieci, jeśli zatracisz swoje „ja” i poświęcisz się dla nich cały. Wszystko zależy od tego, jakie uda Ci się zbudować relacje ze swoimi pociechami. I przede wszystkim: czy będziesz w tym wszystkim PRAWDZIWY. Dzieci jak nikt inny na świecie potrafią wyczuć kłamstwo. Jeśli w to nie wierzycie, przypomnijcie sobie swoje dzieciństwo.

Popatrzcie na mnie. Każdy, kto mnie zna, raczej powie, że nie nadaję się na tatę. Jestem ekscentryczny, w gorącej wodzie kąpany, czasami reaguję bardzo agresywnie na różne sprawy, a jak się na coś uprę, to nie dam spokoju. Wiele osób jest zdziwionych, kiedy oznajmiam, że mam dwie dorosłe córki – Jukę i Netheirę. Kiedy kontynuuję opowieść o nich i nic nie wspominam o ich matkach, przerywają mi, dopytując się, gdzie one były. Nie było ich. Po prostu. Tak życie się potoczyło, że ich wychowaniem musiałem zająć się sam. Jak więc mi się to udało, nie poświęcając niczego ze swojego życia? Pozostałem sobą.

Kilka wzorców

Mądrzejsi ode mnie mówią, że każdy wynosi ze swojego dzieciństwa jakiś wzorzec rodziny. Okazuje się, że nawet dzieci z bidula mają jakąś wizję tego, jacy chcą być dla swoich dzieci. Generalizując ten temat ,można powiedzieć, że albo:

  1. a) chcemy być tacy jak nasi rodzice / opiekunowie,

lub

  1. b) nie chcemy być tacy jak oni.

Ja za każdym razem powtarzałem, że nie chcę być taki sam jak mój ojciec. Ten, komu udało się poznać Inchela Seniora, bardzo dobrze wie, o czym mówię. Dla tych, którzy go nie znają – powiem, że nie jest przyjemnym w obyciu elfem i należy rozważać każde słowo, które się przy nim wypowie.

Kiedy jesteśmy mali, obserwujemy naszych rodziców. Po latach oceniamy ich metody wychowawcze. Wybieramy z tego wszystko to, co nam się podobało. Być może był to jakiś system nagród, może proste rzeczy jak opowiadanie bajek do snu, a może wspólne obiady? Próbujemy się wystrzegać tego, co „zrujnowało nasze dzieciństwo”. Może były to męczące treningi, częsta chłosta albo zwyczajnie nieinteresowanie się naszym losem, tylko oddanie nas w ręce mamki?

Każdy z Was o tym decyduje, co wybierze. Ile jest osób na świecie, tyle stylów wychowania. Wszystko zależy od kultury, do której należymy. Są jednak zasady, które są uniwersalne. Przejdźmy więc do…

 

image

 

Jak być tatą na medal?

Po długich rozmyślaniach oraz rozmowach z moimi córkami udało mi się stworzyć kodeks dobrego taty. Mam nadzieję, że będzie on dla Was pomocą. Zobaczycie swoje błędy, a może pośmiejecie się z mojej naiwności. Jeśli jeszcze nie jesteście tatusiami – być może przemyślicie ten temat i stwierdzicie, że może jednak warto byłoby spłodzić potomka ze swoją ukochaną.

  1. Zawsze pozostań sobą (w granicach rozsądku).

Niektóre rzeczy należy jednak ukryć przed swoimi dziećmi – lepiej przy nich nie przeklinaj, nie pokazuj, że jesteś rozwiązły seksualnie, nie pozwól, aby zobaczyły Cię pijanego. To podstawowe zasady. Jeśli jednak chodzi o inne rzeczy – rób to, na co masz ochotę. Nie zmieniaj swojego życia tylko pod swoje dzieci.

  1. Bądź tatą, nie mamą.

Nieważne czy matka Twoich dzieci jest przy Tobie, czy nie. Nie staraj się przejąć jej obowiązków. Nie jesteś kobietą i nigdy nią nie będziesz. Niektóre rzeczy są po prostu zarezerwowane dla płci pięknej. Jeśli wychowujesz samotnie córki – zadbaj o to, aby mogły porozmawiać z jakimś ciotkami lub kuzynkami. W ostateczności może być to nawet służka lub sąsiadka. Nawet nie próbuj wyjaśniać im damskich spraw. Będziesz w tym żałosny.

  1. Poświęć dzieciom, chociaż godzinę w ciągu dnia.

Wydaje się dużo? Nie, to wcale nie jest wiele. Wystarczy, że zjecie razem śniadanie, poczytasz im bajki na dobranoc, zaczniecie puszczać bańki z wody i mydła. Sam się nie zorientujesz, jak ten czas szybko leci. Spędzając czas ze swoimi dziećmi, poznajesz je, a one poznają Ciebie. Tak tworzą się więzi na całe życie.

  1. Nie bagatelizuj ich problemów.

Największa plaga tatusiów to ci, którzy krzyczą „nie rycz”! Bagatelizują problemy swoich pociech nagminnie. Uważają, że tak zachęcą ich do dalszych treningów albo sprawią, że im „pomogą” rozprawić się z bandą, która ich gnębi. Gówno prawda, że się tak wyrażę. Jeśli twoje dziecko płacze – wysłuchaj go. Nie śmiej się, nawet jeśli w głębi duszy turlasz się po podłodze. Porozmawiaj z nim na spokojnie. Zaproponuj jakieś wyjście. Wykazując zainteresowanie, pokazujesz, że zawsze będziesz na nich czekał.

Juka podpowiada mi, że nie można jednak przekroczyć granicy pomiędzy zainteresowaniem a wścibstwem. Wypomina mi cały czas historię jej byłego chłopca, którego przepędziłem na trzy wiatry. Cóż, nie było to najlepsze zagranie z mojej strony.

  1. Ufaj swojemu dziecku.

To była największa lekcja, którą dały mi… własne córki. Stosując jedynie nakazy i zakazy, do niczego się nie zajdzie. Zaufaj swojemu dziecku – jeśli mówi, że wróci o tej i o tej porze, pozwól mu na to, uprzednio pytając się, jakie inne dzieciaki będą na podwórku. Niech robią to, co chcą (dopóki nie kradną, osiągnąłeś sukces). Nie ostrzegaj ich przed popełnieniem własnych błędów – muszą je kiedyś zrobić, tak się uczą.

  1. Nie oddawaj dziecka na wieczną opiekę niani.

Rozumiem, czasami jest ciężko. Patrzysz na swoje dziecko, masz okropne wspomnienia. Jest zawalidrogą. Najchętniej zrzuciłbyś je z wieży. Przeklinasz dzień, w którym się narodziło. Uwierz mi jednak – oddawanie go w opiekę niani i nieodwiedzanie go, to okrucieństwo. To, co się wydarzyło między rodzicami, to nie jest jego wina. Po prostu weź swoją dupę i się przemóż. Jesteś facetem! Masz kutasa w spodniach! Dziecko nagle Cię obezwładnia? Bo uwierzę…

  1. Nie wybieraj za dziecko.

Cóż, jeszcze dużo lat musi upłynąć, zanim wszyscy zrozumieją, że angażowane małżeństwa są okropne. Nie należy planować przyszłości swojemu dziecku. Nie zapisuj go na uniwersytet, kiedy ledwie skończyło miesiąc. Pozwól mu wybrać samemu. Wspomóż go w tym wyborze, jakikolwiek by on nie był. Nie zostało magiem, jak chciałeś? Trudno. We wspólnym – nie narzucaj mu swoich marzeń, których sam nie potrafiłeś zrealizować. To jest JEGO życie. Dziecko to nie niewolnik, któremu możesz narzucić swoją wolę.

  1. Nie porównuj go do innych.

Chyba każdy z nas miał dość, kiedy słyszał słynną śpiewkę: „A co dostała Zofija?”. Potem następowało jeszcze bardziej oklepane: „A mnie nie interesują inni”. Przez wieki te teksty tak mocno utarły się wśród rodziców, że trudno od nich uciec.

  1. Broń je (ale nie w zaparte, kiedy widzisz, że nabroił i należy mu się kara).

Było o zaufaniu, było o wolnej woli i pozostawieniu wyboru. Oprócz wspierania powinieneś bronić swoich dzieci, cokolwiek by się nie działo. Niektórym tatom brakuje jaj, aby to zrobić. Kiedy nauczycielka wymyśla bzdury, nie bój się jej czegoś odszczeknąć w obronie swojego malucha.

  1. Nie zawstydzaj swojego dziecka.

Niestety, tego punktu nigdy nie dało mi się wykonać. Uwielbiam zawstydzać moje córki i stawiać je przed sytuacjami, w których nie chcą się znaleźć (na przykład pokazywanie się publicznie na różnych uroczystościach). Już nie raz dostawałem od nich „po łbie”. Niestety, sprawia mi to ogromną frajdę, kiedy patrzę, gdy się na mnie za to złoszczą.

A więc?

Tak wygląda moje dziesięć złotych zasad bycia tatą, którymi się kieruję (a właściwie próbuję) w życiu. Nie mam na tyle odwagi, aby nazwać siebie tatą na medal, ale skoro moje córki nie narzekają na mnie aż tak bardzo, chyba udało mi się coś wypracować. Zobaczymy, co powie na to Inchel Junior.

A Wy? Jakimi jesteście tatuśkami? Jakie macie zasady? Czym się kierujecie? Piszcie! Chętnie poznam Wasz punkt widzenia.

Conall

 

Wróć do strony głównej