Jak wykuć dobry miecz?

2020-07-12 04:28:32

Piękne i ponętne panie oraz paskudni jak cholera i Błękitna Zaraza razem wzięte panowie, stoimy oto przed pytaniem, które nurtuje kompletnie ukształtowanego już elfa, od czasów, gdy był jeszcze na innym sferrum: „Jak wykuć dobry miecz?”. No właśnie, jak? Zakładam, Drogi Czytelniku, że skoro czytasz ten artykuł, to zapewne nie masz zielonego, ni nawet bladego, pojęcia jak miecz wykuć. Jest też możliwość, żeś jest zawodowym kowalem, bardzo szanowanym i cenionym we wsi, w której zamieszkujesz, tudzież innej dziurze zabitej dechami i chcesz jeno poznać nowe techniki. Rozwijać się niczym zwój.

Niezależnie od tego, kim jesteś, mam zamiar uchylić Ci zalążka tajemnicy kowalstwa, mając głęboką nadzieję, że nie zmieni to sytuacji na rynku i dalej będę mógł spokojnie pracować, nie obawiając się o większą rywalizację. Spora część z Was pewno nawet miecza nie wykuje, ale chce po prostu wiedzieć. Bo tak.

 

image

 

Ale dość biadolenia o lenistwie mieszkańców Fallathanu oraz o sytuacjach na rynku dla rzemieślników, skupmy się na tym, na czym winniśmy.

Miecze. Wszyscy kochają miecze. Znacie kogoś, kto jak mu powiesz - „Hej, stary! Chodźmy pooglądać miecze!”, to on Ci odpowie - „Nie, stary. Ja nie lubię mieczy…” Miecze są wyśmienite! Wyśmienite są też piece, bez których nie powstanie dobry miecz. Tak więc, nim zaczniemy, upewnij się, że masz ze sobą potrzebne produkty:

 

  1. Piec, nie może to być jakiś tam kominek w karczmie, ale porządny, przeznaczony do tejże właśnie czynności, piec.
  2. Miech, czyli takie coś, co czyni powietrze i sprawia, iż ogień szybciej i intensywniej zajmuje się tym, co zaraz sobie omówimy.
  3. Paliwo - może to być drewno, węgiel i inne takie. Ogólnie nadaje się prawie wszystko, co ładnie i w miarę długo się pali. Sam używam węgla, który dostarcza mi Billy.
  4. Młotek, taki dość ciężki, ale i wygodny by był.
  5. Kowadło, nie musi być kupne. Sami możecie wykuwać nawet na kamieniu, byleby ów kamień był wytrzymały (bo takie „pizdusie” i u kamieni się znajdują) i by miał jakiś sensowny kształt.
  6. Zbiornik z wodą, bo jak inaczej macie zamiar ostudzić “zapał” miecza? Chyba że dużo śliny macie w gębach.
  7. Osełka - to już wedle Waszmości uznań. Jak kto ostrzyć woli, bo niańczyć waszego wykuwania na każdym kroku nie zamierzam.
  8. Jakiś metal. Nie musi być to zupełnie nowa ruda żelaza. Może masz w domu jakiś stary pas cnoty? Jeśli tak, to świetnie.

Dobrze, masz już wszystkie potrzebne rzeczy? Sprawdź jeszcze raz! Na pewno? No, w porządku, więc przejdźmy dalej.

W piecu musisz rozgrzać węgiel (czy co Tyś tam dał/a) za pomocą miechu, a gdy węgiel już gotowym będzie, śmiało możesz swój metal położyć na rozgrzanym cholerstwie.

Formalności mamy wreszcie za sobą. Po jakimś czasie metal będzie nagrzany. Jak to zaobserwować? Trzeba wam wiedzieć, drodzy czytelnicy, że rozgrzany metal po kolorze najlepiej jest ocenić. Jeśli jest czerwony jak kobieta, która właśnie traci dziewictwo, to jest dobrze. Jeśli jest jeszcze bardziej czerwony, to jeszcze lepiej!

Śmiało weź metal, byle nie ręką. Użyj ku temu specjalnych szczypiec. Ach, zapomniałem o nich napisać? Wybaczcie, mój błąd.

  1. Szczypce.

No, to teraz ostrożnie z tym na kowadło, dobrze by było, gdybyście mieli na sobie rękawiczki jakieś, bo wiadomo - różnie bywa.

No dobrze, mamy już nasz surowiec rozgrzany na kowadle, ale teraz pewnie pytacie - „Spencer, co robić dalej?” A ja Wam odpowiem. Kuć, kuć i jeszcze raz kuć. Młotkiem. Starajcie się uformować taki kształt, jaki chcecie (A techniki kucia postaram się zaprezentować w następnym magazynie lub na żywo. Zawsze możecie podejść do mnie i zapytać - „Spencer, jak się nadaje żelastwu kształt?”, to ja takiej osobie to zaprezentuję.). I pamiętajcie, że miecz nie wyjdzie wam od razu. Trzeba kilku dni i ciągłego nagrzewania metalu. A później? Później to już tylko wkładamy metal do zbiornika z wodą i ostrzymy. Można też wyryć jakiś fajny napis, żeby miecz wydawał się jakiś legendarny, czy coś takiego. Badania przeprowadzone, przez dofinansowującego mnie krasnoluda - Gerga - wykazują jednoznacznie, że lepiej sprzedają się ostrza z fajną nazwą. Więc czasem warto postukać po mieczu, by wyszedł jakiś napis, np. „Vartullion” albo „Eserax”.

Życzę Wam wiele sukcesów w zabawie z ogniem i metalami. Powodzenia!

Aha, wiem, że doświadczeni kowale zawiedli się, bo nie znaleźli tu nic nowego, a ludzie, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś sensownego, stwierdzili, że zmarnowałem ich czas, ale to już Wasz, Drodzy Czytelnicy, problem. Miłego.

Autor nieznany

image

Wróć do strony głównej