W górach jest wszystko, co kocham - Wywiad z Vilmaerem

2020-07-12 05:03:28

Wydawać się mogło, że góry są wyjątkowo niedostępnym i nieprzyjaznym miejscem, aby tam zamieszkać. Czy aby na pewno tak jest? Przez wieki górale zamieszkiwali i nadal zamieszkują różne pasma górskie na całym świecie. Rodziny górali z Gór Krańca Świata, skąd pochodzi nasz dzisiejszy rozmówca, tworzą Klany, które mają swoje własne tradycje. Conall Ranruin miał przyjemność wywiadować Vilmaera, Wodza Klanu Ceorah. Góral opowiedział nam trochę o życiu codziennym górali oraz ich świętach. Wypytaliśmy o tradycyjne potrawy, trunki oraz stroje. Dowiedzieliśmy się co nieco o jego dzieciństwie. Poruszyliśmy również sprawy poważne – Vilmaer zdradził nam, jaki jest stosunek górali do Irimgardczyków.

Serdecznie zapraszamy do lektury poniższego wywiadu! Być może ktoś z Was zaraz po odłożeniu gazety, uda się na podróż w góry, by spróbować haggis?

 

image

 

Conall: Każdy ma różne wyobrażenia, kiedy słyszy określenie „górale”. Większość osób stwierdzi, że są to osoby, które zamieszkują góry. Inni skojarzą ich z wypasaniem owiec na halach, a drudzy zaczną zachwycać się dziewczętami, noszącymi czerwone korale. Niektórzy zaczną błądzić palcem po mapie i wskazywać na Góry Krańca Świata, że to jest ich teren. Jak to właściwie jest naprawdę z góralami, Vilmaerze? Kim jesteście? Kim Ty się czujesz?

Vilmaer: Każdy z nich ma po części racje. Mieszkamy w górach, wypasamy owce... A nasze kobiety godne są zachwytu, prawda?

Jest nas tak wielu, jak wiele pasm górskich znajdziesz na kontynencie, jednak każda z tych społeczności odznacza się inną kulturą, historią, innymi wartościami. My, górale z Gór Krańca Świata jesteśmy ludem starym i hołubimy starym wartościom. Teraz ignoranci nazywają nas Irimgardczykami, bowiem na terenie ich kraju znajdują się nasze doliny i granie, jednak nasza kultura sięga czasów sprzed zjednoczenia tych ziem pod berłem monarchii i nie godzimy się, by o tym zapomniano. Klany posiadają własne zwyczaje, własnych bogów, własny język. Po naszemu nazywamy siebie "Leanai'sah" - wolne dzieci. 

Conall: Muszę się zgodzić przy kobietach, nie tylko dlatego, że martwię się o własną skórę. W mojej pamięci utkwiła Twoja krewna Trishtry. To piękna i silna kobieta.

Wróćmy jednak do naszej rozmowy. Od kiedy trwa Wasz konflikt z Irimgardem? Od początków tego państwa czy może udawało się Wam żyć z nimi w zgodzie? Na czym on polega? Może nawet „konflikt” to za mocne słowo?

Vilmaer: Tishtry była chlubą swojego klanu, jej zniknięcie to dla nas ogromny cios.

Nigdy nie prowadziliśmy otwartej wojny z Irimgardem, nie można jednak rzec, że mamy przyjazne stosunki. Przewyższają nas siłą i bogactwem, jednak nie dumą i walecznością. My górale, żyjemy w wielu klanach rozsianych po niedostępnych górskich zboczach i sekretnych dolinach - zjednoczenie tej siły to nie lada wyzwanie. W historii jednak pełno jest małych lokalnych buntów i swarów między nami a monarchią. Nie godzimy się na służbę wojskową w Irimgardzkiej armii. Niejednokrotnie na wcielanie naszych ziomków siłą w ich szeregi reagowaliśmy brutalnym sprzeciwem. Lordowie z nizin sądzą, że należy się im nad nami władza, jednak my nie klękamy przed nikim i póki tego nie zrozumieją, nie mogą liczyć na naszą przychylność. Legenda mówi, że jeden z moich dalekich przodków Rahaen mac Ceorah rządząc w Górskiej Kropli - naszej rodowej siedzibie - i wydając rozkazy, które mogłyby być niezgodne z Irimgardzkim prawem, zwykł pytać o zdanie doradców przysłanych mu przez króla, który chciał nas naprostować. Ci jednak zawsze przychylali się ku decyzjom wodza... Złośliwi twierdzą, że to przez to, że zamykani byli w żelaznych klatkach trzymanych nad paleniskiem, ale ja sam wierzę, że po prostu szczerze przychylili się ku naszej sprawie.

Conall: Doszły do mnie wieści, że marzycie o tym, aby wyzwolić się z jarzma Irimgardu i założyć własne państwo. Wnioskuję to również po Twoich wcześniejszych słowach. Czy właśnie po to, by stać się osobnym państwem, została założona Wspólnota Górskich Klanów? Jaki jest Wasz główny cel?

Vilmaer: Wspólnota Górskich Klanów to góralska sprawa, nie będę dzielił się nią na łamach gazety. Dbamy o własne interesy i tyle właśnie trzeba wam oraz wszystkim innym wiedzieć w tej kwestii. 

Conall: Wielka szkoda, że nie chcesz się z nami tym podzielić. Być może więcej informacji ułatwiłoby innym w zrozumieniu problemu, który Was dotyka. Nie chcę jednak na Ciebie naciskać. *Redaktor przeszedł do zupełnie innego tematu.* Wcześniej powiedziałeś, że „Klany posiadają własne zwyczaje, własnych bogów, własny język”. Czy mógłbyś się z nami podzielić, jak wygląda zwykły dzień w Górskiej Kropli? Czy w innych Klanach wygląda podobnie?

Vilmaer: Kto szuka ten znajdzie, mości Conallu.

Wszystkie klany są podobne do siebie mniej lub bardziej. Nad każdą z naszych ziem sprawuje pieczę największy lub najbardziej wpływowy z lokalnych rodów góralskich, nie oznacza to jednak, że - dajmy na to - naszą Czerwoną Dolinę zamieszkują jeno potomkowie Ceoraha, wiele mniejszych rodzin (często spokrewnionych z nami) szuka bowiem u nas protekcji i podobnie wygląda to w innych miejscach. Jak wygląda nasz dzień? Cóż, jesteśmy prostymi ludźmi, nie ma wśród nas szlachty, a przynajmniej nie takiej, jaką znajdzie się na nizinach. Wypasamy owce, wydobywamy żelazo z naszych kopalni, polujemy, modlimy się wśród menhirów i bawimy się, kiedy tylko znajdziemy ku temu okazje... No, od czasu do czasu damy też sobie w mordę, żeby nie wyjść z formy, jak przyjdzie co do czego.

 

image

 

Conall: Brzmi to o wiele mniej skomplikowanie niż świat, w którym przyszło mi żyć. *Redaktor na chwilę się rozmarzył.* Jedna z moich dobrych przyjaciółek opowiadała mi, że była gościem na święcie Samhard. Jeśli dobrze pamiętam, był to dzień, w którym żegnaliście ostatnie ciepłe dni. Możesz o nim opowiedzieć oraz wspomnieć o innych świętach, obchodzonych przez górali?

Vilmaer: Żyj tak jak pragniesz żyć lub umrzyj próbując. 

Samhrad to ukoronowanie lata, które jest dla nas bardzo pracowitą porą roku. Kiedy już chłopi zbiorą z pól plony, kiedy stada owiec i kóz zegnane zostaną z gór, a nasi wojownicy wrócą do domów ze swoich podróży, tedy urządzamy święto lata. Nasze domostwa wypełniają się rodzinnym gwarem, ludzie mają czas by wyprawiać tańce i ucztować. Dziękujemy tedy bogom za to, co dobre, zacieśniamy więzy między sobą - ja jako wódz piję przy jednym stole z rolnikami i rybakami, bo to, kim jesteś nie ma w Samhrad znaczenia. Wszyscy są równi wobec życia. Nie jest też tajemnicą, że w te dni płodzi się dużo dzieci... Podejrzewam, że radosna i swobodna atmosfera tego dnia dobrze wpływa na młodych. *Rubaszny śmiech.*

Czcimy jeszcze inne okazje... Kiedy nadchodzi zimno i jesień, a drzewa obumierają, odprawiamy rytuały mające chronić nas przed złymi duchami. Nazywa się to La'olc i jest bardzo ponurą, ale konieczną ceremonią - zbieramy się tedy wśród cieni menhirowych kręgów i składamy ofiary przodkom, co by odpędzili licho. Co bardziej bojaźliwi stawiają przed domostwami dynie, na których wyryto straszne twarze, żeby duchy myślały, że to swoi.

Na wiosnę z kolei „wypalamy” zimę. Nasze kobiety splatają z wikliny postać pana mrozu, którego podpalamy, by wygnać go z krainy i zrobić miejsce cieplejszym dniom. Znalazłbym i jeszcze parę świąt, ale miast opisywać wszystkie po kolei lepiej po prostu odwiedzić górali i poznać to od środka.

Conall: Skoro jesteśmy już przy tradycjach, muszę zapytać Cię o jadło oraz napitki. Kilka lat temu na moje wesele podarowaliście gęsty i mocny miód pitny. Do tej pory pamiętam jego wyjątkowy smak, takiego miodu nie dostanę nigdzie oprócz Górskiej Kropli. Czy są jakieś tradycyjne góralskie potrawy, które przygotowują różne Klany? Co z alkoholami?

Vilmaer: Prawda, że dobry? Jak następnym razem przyjedziesz do Kropli, podaruję Ci całą beczułkę. Miody to nasz główny alkohol, bowiem w górach nie wszystkie owoce dobrze się przyjmują, a i o zboża nie jest wcale tak znowu łatwo. Pasieki za to są wszędzie.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to cóż... Myślę, że każdy z klanów ma swój rodzaj owczego lub koziego sera, nabiału u nas jest mnóstwo. Wędliny z górskich koziorożców i mięso kondorów - tego też próżno szukać gdzie indziej. Jedną z popularniejszych góralskich potraw jest haggis - owczy żołądek wypełniony podrobami, przyprawami i cebulą. Nie wiedzieć czemu, wielu nizinnych nie chce go nawet próbować.

Conall: Być może sama nazwa „owczy żołądek” sprawia, że nie wszyscy są chętni, aby go spróbować. 

 

image

 

Nurtuje mnie wciąż sprawa z Waszymi tradycyjnymi ubiorami. Wielu z Was z Klanu Ceorah widziałem w kilcie. Widziałem jednak pewnego młodzieńca z Klanu Nohrat, który nosił portki, skórzane buty zwane kierpcami i haftowaną pelerynę. Niestety nie pamiętam, jak ona się nazywała. Z czego te różnice w strojach wynikają? Jak różni się strój damski od męskiego?

Vilmaer: Tradycyjnym ubiorem klanów z Gór Krańca Świata jest tartan. To właśnie jest ten kraciasty materiał z wełny, który mężczyźni zawijają w kilty, zaś kobiety noszą je jako szarfy na swoim wierzchnim odzieniu. Każdy klan posiada własny wzór i kolorystykę - to coś jak sztandary nizinnych lordów.

Jeżeli chodzi o górala z Nohrat, ciężko mi powiedzieć co go skłoniło do takiego ubioru... Być może jest to jakiś strój pochodzący z innej kultury góralskiej, z którą chciał się solidaryzować? Nie wiem, mogę tylko zgadywać.

Conall: Już dużo wypytałem Cię o góralskie zwyczaje, lecz nie skupiłem się dostatecznie na Tobie. Wiemy już, że jesteś Wodzem Klanu Ceorah. Zdaję sobie sprawę, że bycie nim różni się od bycia głową na przykład rodu szlacheckiego, mając w szczególności na uwadze Waszą kulturę. Czym się właściwie zajmujesz oprócz podejmowania ważnych decyzji?

Vilmaer: Jako głowa klanu mam zasadniczo trzy najważniejsze obowiązki - reprezentuję i odpowiadam za politykę klanu, a więc jego interesy, sojusze i konflikty, w razie tych ostatnich jestem też głównodowodzącym naszych zbrojnych, a po trzecie, stoję na straży klanowych tradycji, pilnuję, by nasze zwyczaje były ciągle żywe i sądzę tych, którzy się im sprzeniewierzają. Zwyczajowo też, w razie gdy ktoś pragnie związać się z członkiem lub członkinią klanu, tylko ja mogę dać takim staraniom błogosławieństwo, ale zdaje się, że Twoja rodzina o tym zwyczaju już wiedziała.

Conall: Na szczęście w porę zostałem o tym poinformowany. Muszę się przyznać, że czasami Ashetta myśli za mnie.

Wielu z Was z Klanu Ceorah para się wojaczką, nie tylko mężczyźni, ale też i kobiety. Wcześniej mówiłeś, że jako głowa rodu jesteś głównodowodzącym Waszych zbrojnych. Skoro jesteś dowódcą, jesteś również wojownikiem. Czy pamiętasz, ile miałeś lat, kiedy zacząłeś swój pierwszy trening? Czy od małego byłeś przygotowany do roli Wodza?

Vilmaer: Cóż, mój ojciec był molem książkowym i nie przykładał wielkiej wagi do nauczenia mnie radzenia sobie z bronią, jednakże mój dziad w tym przypadku zastąpił ojca i zadbał o to, bym wiedział, jak się bronić. Uczyłem się bić na pięści i na broń, odkąd tylko pamiętam, od dziecka wkładano nam w dłonie kije i kazano bić się z rówieśnikami, z kolei, gdy tylko urosłem na tyle, by rozróżnić ostry koniec włóczni od tępego, uczyłem się też walczyć na poważnie - z wojownikami klanowymi z naszej warowni. Przykładano do mojej nauki dużą wagę, właśnie dlatego, że byłem z wodzowskiej rodziny i wiadome było, że kiedyś obejmę dowództwo.

Conall: Jest jeszcze wiele spraw, o które chciałbym Cię zapytać, lecz jak sam stwierdziłeś, warto samemu się do Was udać i poznać to wszystko od środka. Bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę oraz poświęcony czas. Czy jest coś, co chciałbyś jeszcze przekazać naszym czytelnikom?

Vilmaer: Dziękuję. Kochajmy mocno, bijmy mocno i żyjmy mocno!

Conall

 

Wróć do strony głównej