Z Suli na szlaku: jak podróżować, ale się nie wykosztować

2020-07-12 03:33:38

W tym miesiącu zostałam poproszona o napisanie artykułu do kącika podróżniczego. Trzymając list, który przyniósł mi posłaniec, zbladłam (a mając śniadą cerę, jest to bardzo trudno zrobić). Nie wiedziałam, czy sobie z tym poradzę. Wcześniej byłam proszona jedynie o relacje z wydarzeń w karczmie Euzebiusza. Napisanie ich wcale nie jest takie trudne, szczególnie jeśli pamięć jest świeża. Wracając jednak do tematu, rubrykę Redaktora Kota Bez Butów śledzę już od samego początku reaktywacji „Głosu Fallathanu”. Tym bardziej czuję na sobie presję, aby nikogo nie zawieść. Musicie jednak wiedzieć, Drodzy Czytelnicy, że raczej nie jestem raczej typem gawędziarza, choć zwiedziłam Fallath całkiem dobrze. Mam przyjaciela hobbita Eycka, który świetnie się do tego nadaje. Jest przecież bardem, więc ma gadane. Niestety, był on zajęty innymi sprawami dla gazety, dlatego nie mógł mi pomóc w tej trudnej misji. Choć mój hijon Nokard mamrotał mi nad głową, abym nie ślęczała nad pergaminem i nie próbowała urodzić czegoś „nie w moim stylu”, to i tak chciałam stworzyć coś, z czego Koci Czytelnicy będą zadowoleni. Chciałabym więc zaprosić Was wszystkich na kolejną część z serii „Z Kotem na szlaku”, z tą jednak małą różnicą, że zamiast Kota będzie Suli. Gdybym miała leara – dzikiego kota, być może nawet nie zauważylibyście różnicy. Niestety, jako że jestem sową, mam nadzieję, że po lekturze moich wymysłów, redakcja „Głosu Fallathanu” nie zostanie zasypana skargami na moją skromną osobę. Nie chcąc dłużej przedłużać, powiem, że dzisiaj chciałabym poruszyć temat – jak podróżować, ale się nie wykosztować. Mało kto lubi wydawać więcej pieniędzy niż musi, prawda?

 

image

 

Wbrew pozorom podróżowanie jest drogie. Trzeba wszystko przemyśleć, zdobyć odpowiedni ekwipunek, kupić jedzenie na drogę. O tym wszystkim już Wam mówił Kot, podpowiadał też, jakie przedmioty należałoby ze sobą zabrać do plecaka. Z góry więc założę, że już wszystko wiecie i posiadacie najpotrzebniejsze rzeczy. Mimo to przypomnę o kilku drobiazgach. Mam nadzieję, że każdy z Was (oczywiście ten chętny na przygody, lecz myślę, że ci niechętni wcale czytają tego artykułu) posiada: plecak, namiot, jakiś koc, nóż oraz miskę. Uważam, że bez tych pięciu rzeczy nie należy nigdzie się wybierać, o ile nie wychodzi się za stodołę w wiadomych celach fizjologicznych. Być może niektórych teraz zmartwię, kiedy powiem, że jeśli chodzi o namiot, to nie należy żałować na niego pieniędzy. Warto wydać te kilka srebrników więcej, aby później cieszyć się czymś trwałym i czymś, co będzie służyło przez lata. Wiem, co mówię. Sama podróżuję z namiotem, który ma już dziesięć lat i nie wygląda na taki, który miałby się zaraz rozpaść!

Powoli odbiegam od tematu, lecz mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Chciałam Wam opowiedzieć, jak tanio podróżować. Pewnie Was nie zdziwię, kiedy powiem, że najpierw trzeba ustalić swój cel podróży. Insze będą koszty, jeśli podróżujemy z Cesarstwa do Romen-Doru, a jeszcze insze jak z Twierdzy do Amarth. Przed wyruszeniem musimy więc zastanowić się, gdzie chcemy dotrzeć i zobaczyć, na co będziemy narażeni. Czy będzie jakaś przeprawa przez wodę? Czy będzie trzeba wspinać się po górach? Czy można łatwo zajechać do większych miast lub miasteczek, aby uzupełnić zapasy? Dopiero po ustaleniu celu i zapoznaniu się z przeszkodami, które napotkamy, możemy zacząć myśleć o środku transportu. Obecnie najszybszym, lecz najdroższym środkiem transportu jest teleportacja. My Irimgardczycy nieco krzywo na to patrzymy. Ja sama dość nie ufam magii i wolę nie wchodzić do tych magicznych portali, jeśli nie muszę. Czasami jednak nie mam wyboru, terminy mnie gonią i nie mogę pozwolić sobie na podróż przez kilkadziesiąt dni. Zresztą, lepiej przedostać się na drugą stronę gór przy pomocy teleportacji niż wspinać się po niebezpiecznych szczytach. Wbrew pozorom dużo zaoszczędzimy, bo taka wspinaczka wymaga od nas specjalistycznego sprzętu, który jest droższy niż zapłata dla maga! Koszt teleportacji zmniejsza się, jeśli sam jesteś magiem. Wiadomo! Gorzej, jeśli się rozszczepisz albo coś pójdzie nie tak… Już więcej nie będę o tym opowiadać!

Jak obniżyć koszty związane z podróżą konno? Nic prostszego – będziemy jechać dłużej, ale nie wydamy miliony monet za wymianę wierzchowców po drodze, bo zwyczajnie dotrzemy na miejsce tylko na naszym kochanym osiołku. Tę opcję pozostawcie jedynie dla gońców, którzy muszą szybko przedostać się z miejsca na miejsce. Wy przecież nie musicie być gdzieś już nazajutrz, a przynajmniej ja tak uważam. Dobra podróż nie może za szybko się skończyć, bo niczego z niej nie wyniesiecie. Dodam jeszcze, że aby przebyć całą podróż na jednym wierzchowcu, należy o niego dbać i obserwować, jak się czuje. Bestialstwem jest zajechać zwierzę pod górkę i cały czas katować je batem! Jeśli dowiem się, że coś takiego zrobiliście, możecie być pewni, że kiedyś Was nawiedzę i wymierzę sprawiedliwość.

Dobrze. Już wiecie - trzeba mieć własny ekwipunek. Dlaczego tak bardzo naciskam na to, aby mieć własny namiot? Otóż dlatego, że karczmarze potrafią nieźle zdzierać za nocleg! Póki jednak nikt nie pomyślał o tym, aby pobierać opłaty za rozbijanie namiotu (niech Pradawni czuwają, aby nikt nie wpadł na tak idiotyczny pomysł!), to dlaczego mielibyście w nim nie spać? Nawet pod samą karczmą tego sknery! Kiedy macie swój własny, przenośny „dach nad głową”, możecie wszystko. Nie musicie martwić się, że gdzieś nie zdążycie. Pewnie zaraz ktoś coś powie – a co z dzikimi zwierzętami? To proste, zostawiacie rozpalone ognisko. Zwierzęta nie są takie głupie, aby podchodzić blisko do istoty, która posiada ogień. Każdy szanujący się podróżnik powinien o tym wiedzieć!

Mamy więc własnego wierzchowca, własny namiot… Gdzie szukać jeszcze oszczędności? W jedzeniu rzecz jasna! Przed wyruszeniem na trakt należy przygotować sobie odpowiednią ilość strawy. Najłatwiej jest podróżować z suszonymi paskami mięsa. Są najpożywniejsze i właściwie to najlżejsze. Po drodze zawsze można dogadać się z miejscowymi chłopami, by odkupić od nich trochę warzyw. Nie potrzebujecie za wiele, aby przeżyć i czuć się dobrze. Dwa posiłki dziennie to aż nadto! Nie bądźcie tacy pazerni i tacy nienażarci! Kurka, jesteście w podróży, a nie na wczasach na Canticy (Canticie? Aaa nie wiem!)!

Jeśli jednak zacznie Wam doskwierać głód, szukajcie Bramy. Dlaczego akurat jej? Bo bądź co bądź, ale w karczmie Euzebiusza znajdziecie konkurencyjne ceny. Żadna karczma jeszcze nie pobiła jego cen, choć sam grubas jest dość pazerny na złoto. Jeśli będziecie więc potrzebować zjeść coś ciepłego i jesteście niedaleko miasta – wskoczcie do Małej Vanthii. Najedźcie się, ile możecie i jak bardzo zasobna jest Wasza sakiewka. Tylko nie wydajcie od razu wszystkiego, co macie! Nie byłoby z tego żadnego oszczędzania…

Ostatnio moja koleżanka podpowiedziała mi, że jeszcze taniej podróżuje się, kiedy nie jeździ się z pieniędzmi, a z towarem, który można jakoś wymienić na coś innego. Nigdy jednak tego nie próbowałam i nie jestem pewna, czy zdawałoby to egzamin. Mogę jedynie powiedzieć, że moja matka była kupcem i handlowała tym i owym. Często zawierała transakcje wymienne i chyba wychodziła na tym całkiem dobrze, bo później niektóre dobra sprzedawała za dobrą cenę. Dzięki temu nie muszę martwić się o stan swojego skarbca, bo nieźle mnie zabezpieczyła.

Jak jednak podróżować za darmo? Czy tak w ogóle się da – nie mieć żadnego wkładu własnego, a jednak przemierzyć ciekawe kraje i doliny? Da się! Należy tylko mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Co jakiś czas ktoś nadaje ogłoszenia, że najmie ochroniarza do karawany albo szuka jakichś chłopaków do pracy przy żarnach. Niektórzy zaciągają się w taki sposób na statek, gdzie za kilka groszy szorują pokład. Można więc nie tylko podróżować, ale też i zarabiać. Może nie są to duże pieniądze, ale zawsze. Tylko uważajcie na piratów… Chyba że i takie życie Wam odpowiada, więc nie mnie oceniać!

Zdaję sobie sprawę, że powyższe pomysły nie są najwyższych lotów, ale może dzięki moim rozmyślaniom, otworzą się Wam oczy. Chciałabym, abyście byli mniej rozrzutni i bardziej „pomyślunkowi” w tym, co robicie! Życzę Wam wszystkim udanych podróży. Mam nadzieję, że w następnym numerze powróci Kot, byście dłużej nie musieli czytać moich wypocin.

Wasza Oddana Suli z Butami

Asami Naesse

image

 

Wróć do strony głównej