Poradnik małego ćpuna

2020-07-12 03:00:30

Narkotyki, używki, to temat rzeka. Niektórzy przez nie zeszli na dno, jeszcze inni wykorzystują je dla własnych celów. Są też tacy, którzy nigdy po nie nie sięgnęli, uważając za coś zbędnego i szkodliwego. Dlaczego piszę ten artykuł i dlaczego wybrałem ten temat? Prawdopodobnie dlatego, że kwestia jest ciekawa, obszerna i życiowa. Wielu z nas miało okazję, by zetknąć się ze środkami odurzającymi, a może nawet spróbowała któregoś z nich. Na przykład na biesiadzie, spotkaniu towarzyskim albo wraz ze znajomą osobą.

W większości krain i państw specyfiki takiego rodzaju są zabronione, dlatego do niniejszego artykułu musiałem szukać materiałów innymi sposobami. Jednak swoje poszukiwania zacząłem w Akademii Medycznej w Azeloth, poprosiłem tam profesora Grehon’a o opinię.

“[...]Na całym świecie znajdują się setki, a może nawet tysiące różnych środków odurzających. Te właśnie środki ogłupiają umysł i niszczą ciało od wewnątrz. Do takich substancji należy na przykład opium lub Euforia.[...] Uważam, że wyłącznie osoby lekkomyślne i niedouczone są w stanie poświęcić kilka chwil przyjemności dla późniejszego cierpienia w postaci bólu, a nawet własnej śmierci.[...] Poza tym w naszych bibliotekach może pan znaleźć traktat medyczny, o zielarzach i alchemikach, który wyraźnie głosi, że nie mogą oni sprzedawać żadnych substancji uzależniających[...]. Na domiar złego w naszych księgach mamy zapisy dotyczące pacjentów

, którzy na chwilę obecną mają problemy z własną świadomością.[...]”

Jak powiedział pan profesor, tak zrobiłem. Odwiedziłem bibliotekę w Akademii Medycznej, a tam znalazłem jedną z kopii wspomnianego traktatu. Gdy temat w tym miejscu został wyczerpany, postanowiłem odwiedzić placówkę Lecznicy “Aurea Mediocritas” w porcie Mekasato. Budynek niezwykle wyróżniał się spośród pozostałych. Na moje szczęście miałem okazję porozmawiać z Głównym Medykiem, Verth’em Starym.

“Dlaczego odradzam? Bo widzi pan, ja na przykład nie piję alkoholu, w ogóle. Ręce nie drżą i jestem w stanie w pełni wykonywać swoją pracę jak najlepiej.[...] Niestety słyszałem i widziałem sytuacje w których używki mogą całkowicie zniszczyć życie.[...] Nie oznacza to, że kompletnie odradzam na przykład picia alkoholu, we wszystkim można znaleźć złoty środek, ale narkotyki to już przesada.[...]”

Po tych wypowiedziach, a także krytycznej ocenie w poleconym mi traktacie medycznym, znałem już stanowisko uzdrowicieli. Coś mnie jednak podkusiło, by zadać pytania także drugiej stronie barykady, czyli zażywającym.

 

image

 

Po paru wskazówkach trafiłem do pewnej, zabitej dechami karczmy, której nazwy nie chcę ujawniać z powodu drażliwości obranego tematu. Czekałem tam niedługo, by zadać parę pytań. Wkrótce zjawiła się grupka bardzo porządnych panów, niezwykle kulturalnych, którzy, co ważniejsze, zechcieli ze mną porozmawiać. Oczywiście nie zdradziłem się im jako redaktor.

Gdy spytałem o ich ulubiony specyfik, odpowiedzieli że jest nim “Kropla Umysłu”. Wzbudziło to moje zainteresowanie, ponieważ pierwszy raz usłyszałem tę nazwę. Poprosiłem, by powiedzieli mi coś więcej na ten temat.

“Taka ‘kropelka’, wydaje się mała, niegroźna, a jednak jest w stanie odwrócić twój dzień do góry nogami. Wystarczy wypić albo powąchać, a zaraz wpadniesz w takie szczęście, że nie jesteś w stanie myśleć o całym złu świata. [imię kompana] jak pierwszym razem brał kropelkę, to 6 godzin się szczerzył i nic nie gadał. Po 6 godzinach, mówił że mu gęba zdrętwiała.[...] No, a tak z innej beczki, to jeden z moich ziomków przedawkował i zszedł. Od tego czasu z kamratami bierzemy dwa razy na miesiąc, bo bezpiecznie.”

Wiedziałem już prawie wszystko na temat “kropelki”, ale drugi z informatorów nie opowiedział mi, jak to jest być pod wpływem i dlaczego zaczął brać. Nie zwlekając zadałem to pytanie.

“[...]No to tak, zacząłem brać od momentu, kiedy mój starszy brat zginął na wojnie. Uczucie po zażyciu jest dziwne. Trochę podobne do szału, którego nie jesteś w stanie opanować, z tą różnicą, że się śmiejesz i uśmiechasz. Za pierwszym razem, gdy wziąłem,trochę się przestraszyłem, ale po chwili mi ulżyło.[...]”

To było wszystko, czego chciałem się od nich dowiedzieć, więc w geście dobrego wychowania postawiłem szanownym jegomościom po kuflu piwa, a sam ruszyłem na dalsze poszukiwania informacji. Nie minęło wiele czasu, a znalazłem kolejną osobę, którą dyskretnie zapytałem o twarde specyfiki. Okazało się że mam do czynienia z koneserem różnych środków odurzających (a przynajmniej tak o sobie mówił), który z wielką przyjemnością przybliżył mi zagadnienie ich spożywania oraz działania.. Gdy dowiedział się, że jego historia trafi do gazety, był niezwykle uradowany. Poprosił mnie nawet, by jego imię zostało umieszczone w gazecie, lecz gdy wytłumaczyłem mu konsekwencje związane z ujawnieniem tożsamości, zrezygnował.

“Nie słyszał Jegomość o Grzybkach Szczęścia? A to dziwo! Połowa Twierdzy Urr zażywaćpa sobie w najlepsze, a my tu sobie rozmawiamy bez wspomagania [śmiech]. Żartuję rzecz jasna[...].

Moje ulubione, niech pomyślę. Raczej grzyby, nie ma nic lepszego.[...] Nazywane są Gladjesvampar Kunktaaturr, nie powiem, dziwnie to brzmi, ale jakie dobre! Zazwyczaj piję sobie raz na dwa tygodnie taki wywar. Wsadzam dwa grzyby w imbryk, zalewam wrzątkiem, czekam chwilkę i gotowe![...] Miałem do czynienia z dość szeroką gamą środków, a czuję się wspaniale, nic mnie nie boli, jestem zadowolony i tak, jestem trzeźwy[...]. Powiem ci jeszcze jedno, kolego, tego jest więcej. Grzybki Szczęścia mają swoje podgatunki, jedne sprawią, że nie zaśniesz, drugie poprawią nastrój, trzecie przydają się mi, artyście, do komponowania, a są też takie, że będzie ci się chciało po nich j**ać.[...]”

Nie mogłem zakończyć poszukiwań w tym momencie, ponieważ o wiele więcej było do odkrycia. Poprosiłem tego “grzybiarza” o wskazówki, gdzie mogę dowiedzieć się o pozostałych środkach.

Jak się później okazało trafiłem wprost do człowieka obeznanego w temacie -sprzedawcy we własnej osobie. Niestety długo zajęło mi przekonanie go, że nie łączy mnie nic ze strażą miejską. Doszło nawet do sytuacji, w której zagroził mojemu zdrowiu. Na całe szczęście przekonałem go, pokazując mu moje notatki.

Zadałem mu pytanie o najczęściej kupowane towary, o sposoby zażycia i o ich właściwości.

 

image

 

“[...] Tak jak wiele jest osób, tak szerokie są ich wymagania[...]. Trudno jest powiedzieć jakie są najczęściej wybierane, ale ostatnio klientom do gustu w szczególności przypadło opium. Wygląda na to, że ich wybór pada na ten specyfik ze względu na stres i potrzebę rozluźnienia. Narkotyk dobrze działa również na problemy ze spaniem. O, przypomniało mi się, że ostatnio jakaś babcia do mnie przyszła i kupiła opium, bo sąsiad głośny i zasnąć nie może. Klienci przychodzą, nie mam na co się skarżyć, interes kwitnie.[...] Z tego co zauważyłem, to najczęściej ludzie palą, ale - dla przykładu - wspomniana wcześniej babka piła ekstrakt rozcieńczony z wodą.[...]

No jest też coś takiego jak Euforia. Zauważyłem, że wielu hobbitów przychodzi po Euforię. Skąd ta zależność? Nie mam pojęcia[...]. Słyszałem jedynie o dwóch sposobach podania, pierwszy, łatwiejszy - wypicie, drugi natomiast sposób to sucharki, czaisz to? Sucharki. Bierzesz sucharek, nasycasz go wesołą miksturką i jesz.[...]”

Oprócz relacji podanych powyżej pozyskałem również informacje o istnieniu wielu przeróżnych proszków, mikstur, ziół i skrętów. Zdałem sobie sprawę, że temat jest na tyle obszerny, iż nie będę w stanie ująć wszystkiego w jednym artykule. Więcej treści na ten temat może pojawić się w kolejnych wydaniach.

Podsumowując, dostarczanie narkotyków do ciała naraża na uszkodzenie zdrowia lub psychiki. Zapewniają one co prawda przyjemność, dobry humor i rozluźniający nastrój, ale jakim kosztem? Uzależnienie też wygląda strasznie. Od dawien dawna istoty uzależnione potrafiły dokonać okropieństw, by zasięgnąć po kolejną dawkę. Gdzie tu jest logika? Dlaczego tak łatwo wpadamy w nałóg? Odpowiedź jest prosta, nasze umysły są słabsze, niż sądziliśmy.

 

 Kumi Hãpkin de Roop

Wróć do strony głównej