Dzieli nas rasa, łączy Euzebiusz*

2020-07-12 02:55:19

Redaktorzy ogłaszają tydzień Końca Ery.

Populacja rasistów zmniejsza się.

 

Na Cysorza! Toż to czorni! Krasnolud - przykurcz, a te Elfy chędożone…

 

Stwierdzenia podobnego pokroju stanowią aktualnie swoisty ewenement na fallathańskich ulicach. Cóż w końcu różni w obecnych czasach Laefar od Hobbita? A może warto porównać Orków i Gobliny? Ostatecznie wszystko jedno i to samo, jak okazuje się po wielokrotnych obserwacjach, wywiadach środowiskowych i ryzykownych eskapadach naszych dzielnych redaktorów w samo centrum szemranego półświatka. Ot, wystarczy zerknąć przez uchylone drzwi Półorka - tam prawda objawia się sama i nie trzeba wiele, by dać wiarę teoriom.

Coraz rzadziej widoczne są akty rozboju na tle rasistowskim w naszych wspaniałych krainach. Owe spływają ostatnimi czasy mlekiem i miodem właśnie, a nie krwią zniewieściałych Elfów, słabych Ludzi, tępych Orków czy nielicznych Goblinów oraz innych ras kroju wszelakiego. Reptiliańskie gady pewnikiem wyśmiałyby gromko ten wniosek, oblizując się ze smakiem na myśl o przystawce z elfiej tuszy, lecz mimo ich odosobnionej opinii opartej na pogardzie względem innych ras, okazuje się...

...że wystarczy znaleźć w karczmie wolny zydel, a wszelakie problemy rozwiązują się same.

Ale, ale! Jak do tego doszło?

Wiele zachowań rasistowskich już dawno odeszło w niepamięć. Kultywowanie nienawiści względem innych nie tylko wyszło z mody, ale i spotyka się ze sprzeciwem wielu, którzy łączą się w multikulturowe grupy przy akompaniamencie wybuchów śmiechu i postukiwania kości o blat.

Niewątpliwie niejeden przywołać może z pamięci działania Puhdas Maalima - rasistowskiej organizacji, która cały swój potencjał wykorzystywała do wytępienia Laefar szczególnie z terenów Romen Doru. Konflikty nierzadko owocowały wieloma kwitnącymi od zgnilizny trupami, zasadzkami i pogoniami na łeb na szyję. Radykalne poglądy doprowadzały do sytuacji, które nawet postronnym zapadały na długo w pamięć. Dla jej odświeżenia warto wspomnieć o Khazadzie Rindornie, który, wpadłszy w pułapkę zastawioną przez elfich uciekinierów, otrzymał ratunek od tajemniczego jegomościa. W zamian za uchronienie od niechybnej śmierci do końca życia miał opiekować się egzotycznym drzewkiem o dostojnej nazwie “Thorranus Marrcinius”.

Jednakże nie wszystkie historie skutkowały wyciągnięciem z opałów. Ci, którym brakło szczęścia w obliczu działań rasistowskich, kończyli jako przeżarta muchami padlina stanowiąca równocześnie brutalne ostrzeżenie i zapowiedź dalszych działań o rasistowskim charakterze.

“Puhdas Maalima” - owa organizacja stała się symbolem rasizmu. Jednakże i o tym niewielu już wspomina, bowiem wobec karczemnych rozrywek historia staje się ledwie pokrytym gryzmołami świstkiem pergaminu, który łatwo strawić może ogień śmiechu i żądzy wygranej w kości.

 

image

 

Jeszcze nie tak dawno nad Fallathanem zawisło widmo klęski. Groza i panika zebrały swe żniwo, a, jak powszechnie wiadomo, zagrożenie to słowo klucz dla każdej zmiany. Te nierzadko zachodzą ledwo zauważalnie, a gdy ich efekty wydobędzie się na światło dzienne… Okazują się być iście imponujące!

I tak też było tym razem.

Alucarda zna każdy. “Nasz zbawiciel”, jak to mówią na ulicach zgodnie z zaświadczeniami wywiadu środowiskowego; “to, co robi, to przecież konieczność”, dało się również posłyszeć; “ten co nam wszystkich wybił co do nogi i w Cesarstwie, i dalej?”

Tak, ten właśnie.

Chaos związany z Mgłą oraz działaniami Alucarda stanowi przodujący czynnik w sprawie zanikania rasizmu. W obliczu wielkiego zagrożenia zjednoczyły się bowiem rozmaite populacje. Ucieczki od problemów dnia codziennego poszukiwano na Małej Vanthii, gdzie, jak wiadomo powszechnie, łączą się wszystkie maści i rasy. Gdy jeden z drugim stanęli naprzeciw siebie, prędzej pito ku zapomnieniu, niż stosowano przemoc słowną i dosłowną; wszak do domu mało kto miał wracać. Piwko, zioło, halucyny - wystarczy, by wrogowie doznali braterskich urojeń. I tak też zostało.

Mimo powszechnego zacieśnienia więzów w obrębie ras interesy zarówno szemrane, jak i jawne wciąż rozwijały się prężnie. Jednakże, ku zdziwieniu redaktorów prowadzących wywiad środowiskowy, w tym obszarze także da się dostrzec pewne zmiany.

Istnieją historie nigdy nie podane do opinii publicznej. Pod progiem wiedzy powszechnej krąży opowieść o Nacjaninie, który posiadał ściśle zhierachizowany zasób niewolników. Ów mężczyzna roztoczył w półświatku cesarskim wiele mrożących krew w żyłach opinii. Podobno interesy załatwiał sprawnie, choć wątpliwymi moralnie sposobami; nie znał litości, a pogarda, jaką żywił do wszystkich niepochodzących z Nacji wymalowana była na surowej twarzy tak wyraźnie wymalowana, że nikt nie śmiał spojrzeć mu oczy.

Jego zasobami ludzkimi interesowało się wielu. Niewolnicy osiągali na czarnym rynku możliwie najwyższe ceny, te zaś w pełni odpowiadały jakości towaru. Niewiele trzeba było, by o tak wykwintnych przedmiotach (przyp. red. ludziach) dowiedziała się jedna z Mrocznych Elfek zaangażowanych w walkę o wpływy w półświatku. Na rzecz dokonania transakcji stłumiła swoją pogardę względem mężczyzn i umówiła spotkanie.

Została brutalnie wyśmiana. Nacjańska rezerwa w stosunku do innych ras i narodowości stała się zarzewiem konfliktu, który wpłynął na wiele aspektów handlowych, w tym na sprzedaż oraz opinię o jakości towaru. Nienawiść Mrocznych Elfów uderzająca w poczucie wyższości mężczyzn z Nacji doprowadziła do tragedii, o których mówi się teraz jedynie szeptem - a i wciąż nie można mieć pewności, kto jest konfidentem sprzedającym informacje jednej ze stron.

Na gruzach wyeksploatowanego półświatka urosło wiele legend. Najpopularniejsza z nich traktuje o czarnoskórej, białowłosej kobiecie, która przegryzła krtań swojego przeciwnika, wyrywając wraz z mięsem litry świeżej krwi.

Podobne historie nigdy nie dotknęły uszu rozkoszujących się piwem na małovanthijskiej przystani. Wydawać się może, że w dniu dzisiejszym karczmy wykazują wysoki współczynnik odporności na rasistowskie historie.

Wojna z Alucardem przetrzebiła zasoby taniej siły roboczej. W obliczu wybrakowanego personelu przestępczego nastała konieczność poszukiwania (żywych) posiłków w tych rejonach, które wcześniej wykluczano ze względu na uprzedzenia. Rekrutacja przedstawicieli ras o odmiennych walorach kryminalistycznych przysłużyła się wzrostowi skuteczności. Hobbit wejść mógł tam, gdzie Ork nie zmieści swojego bicepsa. Nieświadomy swojego przeznaczenia Człowiek posłużył za mięso armatnie dla Goblinów, których populacja jest drastycznie mała. Krasnolud wzbudził respekt w tych miejscach, w których dziewki nie omdlewały już na widok przeciętnego mieszczanina pierzchającego z obciążeniem w portkach przed byle muchą - i dokonał swego rozboju, a jakże (Izohor, wiedz, że obgadujemy cię publicznie!).

Pojawiły się również przesłanki, że wszelkie formy rasizmu zostały sprowadzone do łagodnych, mało krzywdzących metod. Orkowie, Szach i Mat, świecą w tej kwestii przykładem - wszelkie napięcia rozładowują rzucaniem lotkami. Czasem Janka ktoś w kuperek trafi, czasem Euzebiusz w stopę dostanie, a to najpełniej pokazuje, iż wszelkie formy przestępczości i agresji zmalały do rozmiarów niegroźnej zaczepki.

Nastały ni stąd ni zowąd czasy bardzo samotne. Tęsknota za czymś niematerialnym, nie dającym pochwycić się w dłoń i wymykającym przez palce - to więź z drugim człowiekiem, choć lepiej rzec - istotą - w tych ubogich w rasizm czasach. Wszyscy poszukujemy swego zakątka, a większość pragnie, by był on wypełniony ciepłą, miłą obecnością. A gdzie wygrzać się może mała Goblinka lepiej niż pod orczą czapką? To także jeden z fenomenów zaobserwowany przez wywiad środowiskowy: każdy wciąż ma w pamięci obraz groźnego Orka, którego odzienie stanowiło bezpieczny kąt dla zielonej przyjaciółki. I wielkie ukłony dla Kasieńki, która chętnie podzieliła się podziwem wobec słodyczy drobnej magini skrytej gdzieś w odmętach garderoby potężnego, zielonego wojownika!

Poszukiwania ciepła i miłości odcisnęły również piętno na karczmarskiej tablicy ogłoszeń. Z przyjemnością prezentujemy anons sporządzony przez Jeragę, a dyktowany przez samego niżej podpisanego. Kartka została swego czasu wywieszona w karczmie Euzebiusza, “Pod Pijanym Półorkiem”. To idealny przykład poświadczający o tym, że nienawiść do innych ras nie gra już ważnej roli; skoro człowiek poszukuje…

Sprawdzie sami, kogo!

 

OGŁOSZENIE TOWAŻYSKIE

Ja - przystojny blondyn szlacheckiego pochodzenia: wysoki, postawny i mężny, prosperujący rzyciowo na najwyższym poziomie, poszukuję PANNY do ożenku, a owa musi być: powabną niewiastą rasy orczej lub krasnoludzkiej, zaradnej równierz jak ja rzyciowo. Mile widziane umiejentności takie jak budownictwo i kucharstwo i żeby sobie nie dała w garnek dmuchać, bo dmuchać bede ja.

Ze swej strony oferuję: Prawdziwą kiełbasę reprezentantywną dla klasy pracującej, elfie frędzelki oraz pełen pakiet szkoleń z zakresu wędliniarstwa, ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadkuw oraz upojne poranki przy czarnej szmacie.

Chętne panny proszę o kontakt przez karczmarza.

Podpisano: Boski Kaard

 

Nikt szczęśliwie nie pytał, cóż za potomstwo rozsiałoby się po świecie z tak chlubnego związku.

Coraz rzadziej widoczne są akty rozboju na tle rasistowskim w naszych wspaniałych krainach - od tego zaczynaliśmy i na tym zakończymy dzisiejsze rozważania. Cóż więcej dodać? Redakcja zachęca jedynie z sercem gorącym oraz uśmiechem szerokim do dalszego kontynuowania kościanych tradycji. Czy chodzi o szkielety wrogów? Bynajmniej. Bawmy się. Grajmy. Świętujmy. Pijmy do upadłego. Rzucajmy lotkami (byle nie celować w stopy i kuperki)!

Łączmy w wielokulturowe zgromadzenia, dostarczające bogatych doznań artystyczno-filozoficznych.

Aż do końca świata.

Ava Baudelaire

image

*Artykuł reprezentuje jedynie stanowisko pacyfistów oraz ludzi tolerancyjnych. W związku z użyciem argumentu pięści względem agentów wywiadu rasy ludzkiej nie został przeprowadzony komplet pokojowych rozmów na temat rasizmu w Fallathanie. Redakcja jako w pełni rzetelny referent nie bierze odpowiedzialności publikacyjnej za fragmentaryczne dane.

 

Wróć do strony głównej