Strażnik Kruków

2020-07-11 20:21:51

Kiedy docieram do Diamentowej Skry jest już prawie północ. Jest ciemno, jestem zziębnięta i marzę już tylko o gorącej kąpieli, i zatopieniu się w pierzynie. Droga nie należała do najłatwiejszych, jednak by zebrać materiał do tego artykułu, nie było innej możliwości, jak ruszyć do Amarth. To właśnie tutaj w wieży zamku rodu Snowguard swoje ptaki hoduje Strażnik Kruków.

Nim jednak dane jest się mi z nim spotkać, muszę czekać do rana. Jeśli chcę zobaczyć, jak rozpoczyna się dzień jego pracy, muszę stawić się przy wejściu do wieży tuż przed świtem. Z dołu słyszę pojedyncze krakanie, do którego zaraz dołączają kolejne. Zupełnie, jakby kruki przeczuwały, że ktoś zaraz odwiedzi ich włości.

Nie czekam długo. Wkrótce pojawia się Strażnik, a ja odrzucić muszę precz mniemanie, jakie o nim miałam. Nie jest to staruszek o siwej brodzie i rzadkich włosach, przygarbiony wiekiem i nie spieszący się z niczym. Thomen to mężczyzna krótko po trzydziestce o nienagannym wyglądzie i łagodnym uśmiechu.  Przygląda mi się z nienachalnym zainteresowaniem, wymieniamy uprzejmości, po czym zaprasza mnie do wieży. Jak się zaraz okaże, nie myliłam się w jednym – kocha on swoich podopiecznych i praktycznie żyje ich życiem. 

Witamy w Kruczej Wieży

Gdy przemierzamy schody na górę, zostaję jeszcze pouczona, żeby nie wykonywać gwałtownych ruchów, ale też się nie skradać. Najlepiej zachowywać się neutralnie. Thomen śmieje się też, że dobrze, że nie jestem dzieckiem, lub psem, gdyż zdarza się, że kruki im się psocą, a nawet atakują. W tym momencie dowiaduję się także, że w takich sytuacjach nie można krzyczeć na ptaka, lecz dać mu do zrozumienia, że postępuje niewłaściwie poprzez użycie odpowiedniego tonu głosu, który zwierzę jest wstanie rozróżnić i kojarzyć z daną sytuacją. Podobno nie trzeba być magiem natury, by wyszkolić  ptaka w ten sposób. Jest to dla mnie fascynujące – wiedziałam, że kruki są inteligentne, ale nie przypuszczałam, że do tego stopnia.

Gdy docieramy na szczyt wieży przekonuję się, że wnętrze jest przestronne, lecz minimalistycznie urządzone. Od razu widać, że jest to ptaszarnia – większą część zajmują przestronne klatki z ptakami – tak duże, że pozwalają ptakom na swobodne rozpostarcie skrzydeł. Naliczyłam ich tuzin, a w każdej siedział tylko jeden kruk. Następnie: stół, krzesło, przestronny kufer i dwie szafy. W jednej trzymane jest ziarno i niezbędne narzędzia, w drugiej pergaminy, kałamarze i pióra, które Thomen zbiera, a następnie obrabia, by nadawały się do pisania. Zagaduję o to, jak zaczęła się jego pasja. 

Zawsze pomagałem zwierzętom, a kilka razy zdarzyło mi się znaleźć pisklę, które jakimś sposobem wypadło z gniazda, lub też dorosłego kruka z uszkodzonym skrzydłem. Zapewniałem takim ptakom azyl, leczyłem, dokarmiałem i wypuszczałem na wolność. Z czasem przerodziło się to w chęć pogłębiania wiedzy na ich temat. Ani się obejrzałem, a udało mu się połączyć zainteresowania z pracą. Przez lata nauczyłem się sporo o charakterze tych stworzeń. Za kompletnie bezzasadny uważam pogląd, jakoby kruki były zwiastunami złych wieści, nieszczęścia, czy żałoby. Nie obawiałbym się też za bardzo tego, że podszywają się pod nie czarownice, czy magowie, gdyż to bardzo zaawansowana magia, niedostępna dla pierwszej lepszej osoby władającej mocą. 

 

image

Beside the wilds by Lindsey Kustusch

 

Anielska cierpliwość wymagana

Kruki zachowują się głośno. Ich krakanie zdaje się dobiegać gdzieś z wnętrza czarno upierzonych piersi. Niektóre trzepoczą skrzydłami, jakby chciały powitać swego opiekuna. Thomen wyciąga podłużne, drewniane koryto i napełnia je ziarnem.

Jak widać, nie trzymam na wierzchu żadnych rzeczy, bowiem pozostawienie na przykład księgi w obecności kruka skończyłoby się wydarciem z niej kartek - tłumaczy, po czym zaprasza mnie, bym usiadła. Przeprasza, że krzesło przy stole jest nieco zdezelowane, ale jak tłumaczy, to sprawka jego podopiecznych, którzy lubią siadać na oparciu i ostrzyć dziób o drewno. Powoli dochodzę do wniosku, że te czarnopióre zwierzęta to straszne psotniki. Pytam, czy przy ich charakterze łatwo je czegokolwiek nauczyć.

Kruk jest stworzeniem bardzo inteligentnym i szybko się uczy. Potrafi używać narzędzi do tego, by zdobyć pożywienie. Na przykład będzie wydłubywał patykiem owady z ich gniazda. Z drugiej strony  jest  bardzo wymagający i nie zwykł robić niczego za darmo. Dlatego ucząc kruka czegokolwiek, należy pamiętać o nagradzaniu postępów i dobrze wykonanych zadań – na przykład kawałkiem mięsa. Czasem będzie to zebrana przy drodze padlina. On nie je tylko ziarna, owoców, wykradzionych jaj, czy owadów. Skłonny jest polować na króliki, czy zające, o drobniejszych gryzoniach, czy ptactwie nie wspominając i często chowa smakołyki na później. Jeśli ktoś brzydzi się takich rzeczy, nie polecam trzymać kruka.

Strażnik podchodzi do jednej z klatek i ją otwiera. Ptak robi kilka kroków, przesuwając się na żerdzi, po czym pochyla do lotu i wyfruwa  ze swojego kąta. Mam okazję widzieć jego szeroko rozpostarte skrzydła, gdy przelatuje tuż obok mnie i siada na wcześniej wspomnianym korycie.

Nauka wymaga wiele cierpliwości i zrozumienia, że o ile można się z tymi ptakami zaprzyjaźnić, o tyle nigdy nie pozwolą one do końca sobą  rządzić. Jedno jest pewne: mag, czy nie mag, musi posiadać anielską cierpliwość. Młodego kruka trzeba karmić co kilka godzin i okazywać mu troskę. W innym razie ptak zdziczeje i nigdy nie nawiąże więzi z opiekunem. Należy zapewniać mu zabawki – nawet, jeśli miałby to być stary trzewik, którego rozszarpie na strzępy - i pamiętać o misie z wodą do kąpieli. Kruka nigdy nie nauczy się porządku, a sprzątanie klatek to codzienny rytuał.

Chwilę później dowiaduję się, że Thomen włada magią natury, lecz nie lubi jej wykorzystywać w kontakcie ze swoimi podopiecznymi. Chyba, że sytuacja tego wymaga i inaczej mogłyby zrobić krzywdę sobie, lub komuś. Gdy o tym wspomina, przypatruję się szarym, ostrym dziobom tych ptaków. Ich pazury również mogłyby stanowić broń i jestem przekonana, że tak się właśnie dzieje w wypadku polowań na różnego rodzaju gryzonie.

Obowiązuje określona hierarchia

Powoli wypuszczane są kolejne kruki, a ja dowiaduję się nowej rzeczy. Ptaki muszą być wypuszczane z klatek w odpowiedniej kolejności, gdyż w stadzie obowiązuje odpowiednia hierarchia. W naturze samiec, który przewodzi, a także jego samica pierwsi mają dostęp do padliny. Inne kruki ustępują im miejsca. Również siedzenie i zasypianie na gałęziach drzew jest ściśle związane z drabiną w stadzie - najwyżej siadają najbardziej uprzywilejowane ptaki. Ustalanie hierarchii odbywa się w dość awanturniczy sposób, poprzez utarczki zarówno na ziemi, jak i w powietrzu. Thomen dużą wagę przywiązuje do obserwowania swoich podopiecznych pod tym względem, gdyż w stadzie hierarchia jest zmienna.

Jeśli jakiś samiec awansuje, to samo automatycznie dzieje się z jego partnerką. Choć od niedawna również sprzedaję te ptaki na rynku Małej Vanthii mam taką zasadę, że nigdy nie rozdzielam par, gdyż dobierają się one na całe życie. Klient musi się więc liczyć z tym, że kupi u mnie dwa kruki, albo wcale. Poza tym lepiej jest trzymać więcej ptaków.

Czy Thomenowi zdarzyło się stracić jakiegoś kruka? Niestety tak. Trzyma swoje ptaki w klatkach jedynie na noc, w dzień zapewniając im swobodny wylot z wieży. Dawniej, gdy był mniej doświadczonym hodowcą zdarzyło się, że w okresie dobierania się w pary jakiś ptak już nie wrócił, bo znalazł miłość, lub dołączył do jakiegoś stada. Czasem też ptaki te dla własnej fanaberii wolą nocować gdzieś na drzewie. Póki jednak jest wstanie, zawsze stara się schwytać uciekiniera. Kruki ze względu na swoje rozmiary nie posiadają wielu naturalnych wrogów, ale woli dmuchać na zimne.

Kruk - przyjaciel nie dla każdego

Dochodzę do wniosku, że nie każdy nadawałby się na hodowcę kruków. Są to ptaki wymagające nie tylko cierpliwości, ale i pochłaniające niemal bez reszty czas swojego opiekuna. Później jestem jeszcze świadkiem tego, jak ptaki wylatują z wieży, a Thomen oporządza klatki. Na wypadek, gdyby trzeba było wysłać pilny list, zachowuje dwa ptaki. Jutro zostawi inne. Gdyby zaistniała konieczność, zawsze też jest wstanie sprowadzić jakiegoś z powrotem z pomocą magii. Pokazuje mi jeszcze dziennik w którym spisuje wszystkie niezwykłe wydarzenia z życia swoich podopiecznych – w tym lęgi i zgony. Jak mówi, dużo radości sprawia mu obserwowanie rodziców wysiadujących jaja, a później nauka piskląt. Ma do dyspozycji także grubą rękawicę – taką, jaką posiadają sokolnicy – używa jej, gdy chce wyciągnąć ptaka z klatki, by wysłać list. Spisywanie i wysyłanie listów to tylko drobny fragment obowiązków, jakie Thomen wykonuje. Zapewnia mnie jednak, że nie zamieniłby tej pracy na żadną inną, a ja mu całym sercem wierzę.

Aerya Arvoreen

image

 

Wróć do strony głównej