Ploteczki

Przeglądano 353 razy

Ledwo metal kołatki stuknął o drzwi rezydencji Vessethów, a te już uchylały się przed nowo przybyłym gościem. Wszak pani domu od rana oczekiwała na przybycie swej przyjaciółki – panny Melanie. Gdy zaproszona przekroczyła próg, kobiety dotknęły się policzkami w powitalnym pocałunku, po czym udały się do salonu, by tam w spokoju porozmawiać i wypić herbatkę.
- Zdecydowanie zbyt dawno się nie widziałyśmy. - Rzuciła rozżalonym głosem Shelia Vesseth, gdy tylko zasiadły naprzeciw siebie w miękkich fotelach, o misternie rzeźbionych ramach.
- I moje serce krwawi, gdy o tym myślę, lecz teraz jedynie cieszmy się swoim towarzystwem. – Melanie posłała przyjaciółce przyjemny uśmiech, podkreślonych karminem ust.
- Tak. Masz jak zwykle rację, kochana. Opowiadaj więc, co słychać w wielkim świecie.
- Czy wybrałaś się przyjęcie w Vaydesur? - Shelia przytaknęła bez słowa. – Musiałaś więc widzieć tego mężczyznę, którego pasowano na rycerza. Czyż on nie jest wspaniały? Ta sylwetka, te oczy! I w dodatku jest taki milczący i tajemniczy… - Melanie splotła drobne rączki i westchnęła z zachwytu. Przyjaciółka posłała jej chłodne, trzeźwiące spojrzenie.
- No, no. Nie rozpędzaj się tak. Twój cud chłopiec, któremu swoją drogą na imię Brav, ma narzeczoną. Niejaką Neidre de Lettenhove.
- De Lettenhove? – Zapaytała Melanie smutno, a w jej oczach zaszkliły się łzy. – Księżniczka?
- Dokładnie. Lepiej o nim zapomnij. Ale mam dla ciebie inną propozycję. Może na męża się nie nada, ale śliczny to on jest. – Pani Vesseth mrugnęła do przyjaciółki, starając się wyrwać ją ze smutnego nastroju. - Larhard. Osobisty służący mojej przyjaciółki i jej dwóch współlokatorek. - Shelii udało się osiągnąć zamierzony cel, gdyż na lico jej przyjaciółki powrócił delikatny uśmiech.

- Zorientuję się w sytuacji. Ale dość o mężczyznach. Słyszałaś, że w Azeloth reaktywowana została stadnina? Ponoć właścicielka ma wspaniałe podejście do zwierząt.
- No proszę. Ostatnio w dobrym tonie jest odbyć relaksacyjną przejażdżkę. Powinnyśmy się tam wybrać. Poza tym, świeże powietrze dobrze robi na cerę.
- Powietrze? Gdzie ty nasłuchałaś się takich bzdur? – Melanie ściągnęła lekko podkreślone węgielkiem brwi. - Na cerę najlepiej działają kremy i maseczki. Najlepsze zaopatrzenie miał medyk Thaian.
- Miał?
- Ano miał. Teraz nie ma go w okolicy. Słyszałam, że opuścił miasto z jakimś szemranym towarzystwem. Jeśli wróci żyw, to pewnie znów będzie miał.
- Szkoda by było, gdyby nie wrócił. Był świetnym medykiem. Ponoć leczył nawet samego, niech mu bogowie w niebiosach błogosławią, Cesarza. – Shelia skłoniła głowę w geście szacunku dla zmarłego przywódcy.
- W niebiosach? Kochana, o czym ty pleciesz? Przecież Cesarz żyje.
- Melanie, słońce. Czy ty się na pewno dobrze czujesz? Jak to żyje? Sama widziałam, jak otruty padał na posadzkę.
- Najzwyczajniej w świecie. To była tylko intryga, którą uknuł nasz władca, by zlikwidować dybiących na jego pozycję.
- Ależ to przebiegły człowiek. Sama nie wiem, czy mu się to chwali, czy może popełnił paskudną gafę.
- Pomysł był do prawdy niezwykły, ale wyobraź sobie, co musiała przeżywać jego żona. – Melanie pokręciła lekko głową. – To było bardzo nieprzyjemne ze strony Jego Wysokości.
- Działań władców lepiej nie komentować. Wiesz, jak to jest. Posada ważniejsza od miłości.
- Władza jak zamtuz. Kurtyzany są prawdziwymi dziwkami, a władcy dziwkami polityki. – Kobieta zdążyła skończyć zdanie, nim ugryzła się w język. Wszak mąż Shelii był nikim innym, jak Arcydiukiem Cesarstwa. Na szczęście przyjaciółka posłała jej tylko ganiące spojrzenie.
- Zawsze lepsi politycy, aniżeli zwykłe prostytutki. Te kobiety za grosz wstydu nie mają. Chociażby ten cały zamtuz… Jak mu tam było? A, tak. Czerwone Alkowy. Chodzą takie na wpół nagie, nawet ogłoszenia wystawiały! Ten świat stacza się coraz szybciej. – Pani Vesseth podniosła ze stoliczka wachlarzyk i pomachała nim przed upudrowaną twarzą, by ochłonąć nieco po tym przypływie emocji.
- Ano niestety. Zauważ jednak i dobre aspekty naszej codzienności. Widziałaś, jaką ostatnio sztukę wystawił nasz Teatr Azelocki? Prawdziwa perełka dla artystycznych dusz! Komediodramat romantyczny, a to wszystko ozdobione piękną oprawą i poruszającą muzyką. - Skończywszy zdanie, kobieta wstała i poprawiła okazałą suknię.- No, kochana. Jak zwykle rozmawiało mi się wspaniale, ale czas już na mnie.
- Żegnaj moja droga. I pamiętaj, by częściej odwiedzać starą przyjaciółkę.- Kobiety przeszły do holu, uścisnęły się na pożegnanie i odeszły każda w swoją stronę. Shelia do robótki, a Melanie… Zapewne odszukać przystojnego służącego.