[Artefakt][KE] Rytuał

Przeglądano 683 razy

dla_thorana

19 Naqariona 4369 roku

Przygotowania szły pełną parą. Wici zostały rozesłane w świat. Większość państw rozpoczęło przygotowania zakrojone na szeroka skalę. Gromadzono zapasy potrzebne do odprawienia rytuału. Jak nigdy współpraca w tym temacie przebiegała sprawnie i bez większych komplikacji. Ze względu na powagę sytuacji podjęto decyzję, że to na barkach Cesarza i Kolegium Magicznego zostanie złożony obowiązek przygotowania rytuału. Na polecenie władcy zadanie to powierzono zasłużonemu członkowi Kolegiu - magistrowi Grozadnowi von Trousse. To własnie on i jego podwładni rozpoczęli prace nad poteżnym zaklęciem. Jakim? Czego miał dotyczyć właściwie? Nikt do końca nie wiedział, ale plotki i tak krążyły.

- Słyszałeś? Żaki gadają że ten cały mag jest bardzo potężny i bez problemu zabije smoka!
Odparł do przyjaciela jeden z obywateli Cesarstwa siedząc wygodnie przy jednym ze stolików w karczmie. Ten uśmiechnął się kręcąc głową.
- He? Słyszałem co innego...
Mężczyzna nachylił się bardziej przez stół i rozejrzał się po przybytku. Wziął łyk piwa i odstawił je na bok. Spojrzał towarzyszowi w oczy.
- Pamiętasz Henzela? Tego młodziana co został oddelegowany do nauki magii? Podobno zajmuje się posługą. Zgłosił się młody głupiec, myśląc że się wykaże. W każdym razie podobno ten cały mag, jakiś dziwny jest. Psia mać, podobno od jakiegoś czasu rzadko się pokazuje i każe sobie przynosić wszystko do komnaty.
Pierwszy z nich nachylony słuchał towarzysza od butelki. Podrapał się po brodzie, krzywiąc nieprzyjemnie słysząc o plotkach. Wydawałoby się iż plotki gada się już o wszystkim.
- A tam! Co ten gówniarz wie? Po drugie co my, baby by plotkować?
Zażartował śmiejąc się i unosząc kufel. Towarzysz pokręcił głową i po chwili też się zaśmiał i stuknął kuflem o drugi
- Racja! Chwała Cesarzowi!

Nadszedł czas. Za sprawą starań i wysiłku organizacji i rodów z wielu krajów udało się szybko i sprawnie zdobyć wymagane składniki do odprawienia rytuału. Zostały one od razu przetransportowane do określonego miejsca w Irr, które uprzednio przygotowano. Kolegium wysłało wcześniej odpowiedni zespół który miał zająć się odnalezieniem miejsca które nie będzie narażone na zawirowania magii. Tam też się udano. Ekspedycja składała się z przedstawicieli wielu krajów oraz organizacji, ras oraz profesji. 
Miejsce które znaleziono, znajdowało się na niedużej nizinie otoczonej wzgórzami. Po przybyciu oraz odpoczynku, oddelegowano magów do przygotowania kręgu rytualnego. Najpierw za pomocą odpowiednich kijów wyznaczyli szkic symbolu, zaś po tym ruszono do pracy. Chłopi zabrali się za worki z siarką, którą rozsypywano ostrożnie po liniach wyznaczonych przez magów i pod ich czujnym okiem. Worek za workiem, usypywano coraz to szersze i bardziej skomplikowane wzory. Po dłuższym czasie, przyniesiono duże naczynia, które kowale specjalnie przygotowali na polecenie magów. Miały bowiem one służyć jako naczynia na smołę oraz zioła. Zostały one umieszczone w wewnętrznych, mniejszych kręgach, zaś zawartość była do nich wlewana i usypywana. Była to żmudna i skomplikowana praca, bowiem potrzeba było ostrożności oraz precyzji w ustaleniu jakich porcji potrzebują.

Wszyscy byli podekscytowani jak i pełni strachu. Starali się tego jednak nie okazać. Szczególnie pewny siebie i spokojny był Grozdan. Stał z dala od prac, przyglądając się im z niewysokiego głazu.

Tego samego dnia, przed wieczorem stwierdzono gotowość do odprawienia rytuału. Magowie wraz z von Trousse podjęli decyzję by nie zwlekać. Posilili się oraz przygotowali mentalnie by pojawić się we czwórkę przed rytualnym symbolem. Każdy z nich, znał swe miejsce. Zaś mężczyzna im przewodniczący stanął po środku. Wzniósł on dłonie w górę wypowiadając sentencję w języku tajemnym. Krótko po nim pozostali trzej magowie przyłączyli się chórem do jego głosu. Ludzie wycofali się w strachu przed tak potężną magią. Magowie wykonywali rytualne gesty, zaś energia emanowała od nich, otaczając ich niczym welon. Rytuał rozpoczął się.

- Z drogi! Zatrzymać ich!
Między tłum wjechał pędem oddział konnych w szatach z daleka rozpoznawalnych, była to bowiem Cesarska Inkwizycja. Zsiedli czym prędzej chwytając za broń i wybiegli przed tłum przyglądający się trwającemu rytuałowi. Zbrojni zbliżyli się do okręgu rytualnego zasłaniając oczy od blasku magii.
- W imieniu Cesarza przerwać rytuał! Morderca!
Zakrzyknął dowodzący zbrojnymi mężczyzna, zbliżając się pewnie z determinacją do okręgu. Był gotowy zaryzykować życie by powstrzymać tych którzy sprzeciwiają się woli Cesarza a tym bardziej zabijają jego subiektów. Zaś zaklęcie zbliżało się do punktu kulminacyjnego. Dwóch z magów bliższych zbrojnym, obejrzało się za siebie nie wiedząc co zrobić, bowiem przerwanie rytuału przy tak ogromnej ilości skupionej magii mogło mieć katastrofalne skutki. Spojrzeli jednak wszyscy na maga w centrum, zaś strach wpełzł w ich serca. Bowiem szaty maga i on sam rozjarzyły się i mieniły wieloma kolorami, by po chwili ujawnić prawdziwą postać. Był to postawny ork w szamanich szatach i kośćmi przy pasie. Obejrzał się za siebie, słysząc głosy w oddali przebijające się przez krzyki tłumu. Szeroko uśmiechnął się wykonując ostatnie gesty, przechwytując energię od pozostałych i kończąc zaklęcie cisnął nim w stronę Laoden i Wolnych Ziem. Magowie nie przygotowani na taki obrót sytuacji, po uwolnieniu magii zostali odrzuceni do tyłu razem ze zbrojnymi z Inkwizycji oraz tłumem który w panice pochował się gdzie się dało. Zaś wśród dźwięku uwalnianej magii dało się słyszeć głośny i szaleńczy śmiech który wydawał się nie należeć do istoty żyjących w Fallathanie.

Po dłuższej chwili, gdy cały hałas oraz magia zaczęła cichnąć, co odważniejsi podnieśli głowy ponad osłonę, za którą znaleźli schronienie. Pierwszymi z nich byli członkowie inkwizycji, którzy chcieli przystąpić do aresztowania mordercy maga z Kolegium. Jednak gdy się podnieśli i spojrzeli w stronę orka szamana, zaniemówili widząc krajobraz za nim. Wzgórza które dotychczas otaczały ich zapadły się odsłaniając resztę terenów rozpościerających się przed nimi, które spotkał ten sam los. Trzęsienie oraz drżenie ziemi zwaliło wszystkich z nóg.
- Podziwiajcie, oto jest potęga Darogh! Niszczyciela! On zaś okazał nam swą łaskę i pozwolił na unicestwienie tego kraju!
Ork rozłożył dłonie na boki krzycząc i śmiejąc się. Widząc, że jego przeciwnicy dochodzą do siebie rozpoczął kolejną inkantację. Wykonał gesty dłonią, wypowiadając kilka słów pod nosem. Chwilę później za nim pojawił się portal, tafla czarnej energii nie zachęcała do wkroczenia co jednak nie powstrzymało szamana. Zanim zniknął krzyknął do obecnych.
- Głupcy, którzy zapomnieli o Darogh, spotka was kara. Wkrótce poznacie jej smak, przekonacie się na własnej skórze, że Zagłada światów o was nie zapomniała i teraz upomni się o swoje.
Po czym zniknął pozostawiając za sobą oszołomienie i strach.

// Wieść ta zamyka pierwsze etapy wydarzenia Transport artefaktu.
Cały obszar Wolnych Ziem poza samym Irr zmienia się w gładką równinę pozbawioną wzgórz oraz roślinności. Zaczyna ją też wypełniać woda ponieważ poziom gruntów się obniżył.

unknown